rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Bez ogródek powiedział dziś Donald Tusk, że przywódcy krajów ze strefy euro nic nie robią, choć ta się rozpada, a swoją bezczynność maskują serią licznych spotkań, z których nic nie wynika. Mocne. Niby wszyscy to wiedzą, ale inna jest waga, gdy mówi to publicznie premier szefom rządów innych krajów.

Z przemówienia wynikało, że skoro wielcy Europy nic nie robią, to Polska wraz z innymi drobnymi tego świata ich zmobilizują.

- Postulujemy między innymi szybką zmianę traktatu. Mówiąc po ludzku, Polska, tak jak i inne kraje, nie będąc wewnątrz strefy euro, chce na mocy zmian traktatowych uczestniczyć we wszystkich spotkaniach, na których będzie się zarządzać strefą euro - mówił premier.

Przemówienia Tuska nie można nazwać przełomowym, ale wreszcie zobaczyłem premiera, który mówi zdecydowanie o tym, co chce zdziałać. To dużo, bo oznacza, że ma jakąś wizję. Tego wcześniej brakowało.

Ostatni raz takiego Tuska widziałem 12 października 2007 roku podczas przedwyborczej debaty z Jarosławem Kaczyńskim. Pozwoliłem sobie wtedy komentarz zatytułować: Po dwóch latach Ciamciaramciam wreszcie się pozbierał.

Przypomnę, że określenie ciamciaramciam wprowadził do obiegu Roman Giertych. Bardzo pasowało ono do ówczesnej postawy Donalda Tuska.

Trzy dni później było jeszcze lepiej. Płomienne przemówienie na koniec debaty z Aleksandrem Kwaśniewskim było majstersztykiem. Dla przypomnienia polecam: Donald King: I Have a Dream.

Niestety okazałem się prorokiem, bo napisałem wtedy, że pewnie jeszcze nie raz będę żałował, że tyle ciepłych słów napisałem o Tusku. Oczywiście żałowałem, nie raz. Bo na cztery lata powrócił Ciamciaramciam.

Ale nowa kadencja dała Tuskowi kopa: czuje, że musi wreszcie zacząć działać. Różnicę widać już było w expose - konkretne, bez optymizmu, na który pokrycia nie ma, poświęcone w dużej mierze gospodarce i niezbędnym reformom. Zupełnie inne niż 3,5-godzinna tyrada sprzed czterech lat.

Teraz pozostaje obserwować i czekać. Czy drugie przebudzenie Tuska jest chwilowe, czy może średni premier przepotwarza się właśnie w męża stanu, który zamierza coś zrobić nawet wbrew sondażowym słupkom?

Czy znów będę żałował tego, co napisałem?

 
 

Komentarze

2011-12-11 07:00:14 | *.*.*.* | pieniadze
Re: Drugie przebudzenie Tuska. Mamy męża stanu? [0]
Mężem stanu może się go nazwie za 20 lat. Jeszcze za wcześnie. skomentuj
2011-12-02 10:51:23 | *.*.*.* | business2peopledotpl
Re: Drugie przebudzenie Tuska. Mamy męża stanu? [1]
Tusk to mąż małgorzaty, a nie mąż stanu;-) Mężem stanu to był np Ignacy Mościcki,
Kazimierz Bartel. Gdzie Tuskowi do poziomu Mościckego? skomentuj
2011-12-27 10:26:30 | *.*.*.* | Kredyt samochodowy bez zaswiadczen
Gdzie nasze czasy do czasów Mościckiego? skomentuj
 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.