rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Nie będzie już kampanii wyborczych, w których politycy licytują się, kto bardziej obniży podatki i komu. Jeśli ktoś przez najbliższe lata zacznie to obiecywać, znaczy się, że populista ponad standard albo oszołom skończony.

Niemal pewne jest, że wyższy VAT będzie obowiązywał do 2016, a może nawet do 2018 roku. W dodatku trudno uwierzyć, że kiedykolwiek zostanie obniżony do 22 procent.

Do wyborów z 2007 roku standardem były obiecanki-cacanki. My obniżymy najbiedniejszym, a my wszystkim, a my podniesiemy najbogatszym, żeby starczyło na dawanie biednym. I tak sobie mijały kampanie.

Teraz to już niemożliwe. Musimy się pogodzić z tym, że podatki, które do tej pory płaciliśmy, nie były wcale wysokie. Nadchodzi era ich podwyższania, co jest nieuniknione. Są dwa wyjścia: w kwestii dawania zachowujemy status quo i podnosimy podatki, albo mniej dajemy a podatki zostają bez zmian.

To drugie brzmi lepiej, jednak tylko ta pierwsza opcja jest realna. Bo jak i komu zabierać? Przestaniemy rewaloryzować emerytury? Pół biedy z tymi seniorami, którzy mają po trzy tysiące na miesiąc, ale jak nie będziemy podnosić świadczeń takim, którzy dostają po tysiąc złotych, to przez inflację za parę lat nie starczy im nawet na czynsz. Pójdą do MOPS-u i tak trzeba będzie im dać, tylko z innej kieszeni.

Zlikwidować pomoc społeczną? To niehumanitarne i nie możemy sobie pozwolić na taki wstyd, że w Polsce ludzie umierają z głodu na ulicy i nikt z tym nic nie robi.

Kolejna grupa to renciści. Pozabierać renty, które wynoszą po kilkaset złotych miesięcznie? No bez przesady! Oczywiście należy zabierać lewe renty, ale na to nie ma przyzwolenia. Gdy proponował to swego czasu wicepremier Jerzy Hausner - a nawet nie zabieranie tylko nie przyznawanie kolejnych lewych - to podniosło się larum i nawet PO z PiS-em głosowało przeciw tak zwanemu planowi Hausnera. A gdyby poparli, to dziś PO nie miałaby do czynienia z zapaścią finansów publicznych.

Można jeszcze zabrać najbogatszym to, co dało im PiS z LPR-em i Samoobroną (chodzi o PIT 18 i 32 zamiast 19, 30 i 40). Za czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego doświadczyli jedynej tak znaczącej obniżki obciążeń od wprowadzenia podatków PIT. Jednak podnieść im podatki będzie trudno, bo jeśli PiS dojdzie do władzy, to przecież nie będzie mu wypadało wycofywać się ze sztandarowych zmian mających udowodnić zamożnym, że PiS dba o nich lepiej niż niby liberalna PO.

Jak u władzy utrzyma się PO, to powrót do starych wyższych stawek nie dość, że wkurzy elektorat tej partii, to narazi na atak ze strony PiS-u. Zabrać bogatym może jedynie SLD, ale nie ma szans, aby doszedł do władzy. Może być jedynie słabszym koalicjantem PO, która bogatym nie zabierze tego, co dało im PiS.

Można jeszcze zabierać na inne sposoby. Na przykład samorządom zmniejszyć dotacje. Ale co, te mają przestaną dotować komunikacje miejską? Bilety mają zdrożeć dwukrotnie?

Przykłady można mnożyć, ale chyba nie ma szans, aby zmniejszyć wydatki państwa - przynajmniej przy układzie politycznym, jaki jest i jeszcze długo będzie. Jeśli ktoś ma koncepcję, komu można zabrać - ale tak realnie - to proszę podzielić się w komentarzu pod wpisem.

Jedynym pomysłem, który przychodzi mi do głowy - ale nie wiem, czy przyniesie on oszczędności - jest zracjonalizowanie pomocy potrzebującym. Dziś jest tak, że każdy z biedniejszych, czy rzeczywiście potrzebuje, czy nie, dostaje groszową pomoc. A konkretne pieniądze, pozwalające na przeżycie, powinni dostawać ci, którzy naprawdę ich potrzebują. Nie wiem do końca jak w praktyce można oddzielić wykorzystywaczy od potrzebujących. Ale trzeba próbować nawet jeśli nie da to oszczędności, tylko poprawi byt tych drugich.

A skoro nie da się na nikim zaoszczędzić, to trzeba płacić wysokie podatki. A skoro nikt nie ma odwagi cofnąć zmian firmowanych przez wicepremier Zytę Gilowską, to szczypani będziemy wszyscy na około. A to VAT 25 procent, a tu koniec z 50-procentowym kosztem uzyskania przychodu, a tu żegnamy ulgę prorodzinną...

Nie pozostaje nic innego, jak przyzwyczaić się, że lepsze jutro było wczoraj, tak jak niskie podatki. Były, minęły.

 
 Oceń wpis
   

Choć CBA zdominowało ostatnie dni kampanii, to wbrew specsłużbom wracam do tematu podatków. Jakoś mało ich w kampanii, a w dodatku NIKT nie proponuje wprowadzenia liniowego.

Nie ma więc prawdziwego sporu miedzy PO a PiS, SLD (specjalnie nie pisze LiD, bo coś w Lidzie Partii Demokratycznej nie widzę), PSL-em i innymi.

PO chce podatku z jedną stawką, ale nie liniowego. W swoim 15-procentowym podatku proponują kwotę wolną, ulgę prorodzinną, itd. Wiąże się więc to z wypełnianiem PIT-ów oraz koniecznością utrzymywania armii urzędników, którzy będą sprawdzać, czy aby Chochołowski nie odliczył sobie za dużo. W razie czego będą wydawać pieniądze, aby mnie wezwać celem wyjaśnienia, czy jestem gapowaty, bo nie umiem wypełnić PIT-a, czy też miałem zamiar uszczuplenia budżetu państwa o kwotę 7,45 zł.

Ściganie takich przestępców lub gap jest kosztowne, a pożytki niewielkie - koszty wyższe niż wpływy a w dodatku nie ma kto zająć się tropieniem prawdziwych przekręciarzy. Bo poza sprawdzaniem Chochołowskich, Kościeliskich i Nowaków, urzędnicy muszą przeklepać PIT-a z papieru do komputera - tego samego PIT-a, którego ja wypełniłem w komputerze, ale nie mogłem wysłać przez internet, tylko musiałem wydrukować i zanieść.

Tak więc roboty dużo, a w dodatku okazuje się, że urzędnicy nie chcą już pracować za 1,2 tys. zł - dziwacy jacyś - więc trzeba im dać podwyżki.

Oszczędności może przynieść prawdziwy podatek liniowy. Każdy od każdej zarobionej złotówki płaci 15-procent lub 10 albo 5 - zależy ile politycy wymyślą. Rzesza ludzi nie musi wiedzieć wtedy, że istnieje coś takiego, jak urząd skarbowy. Nie ma dla nich PIT-ów, pracodawca odprowadza ustalony procent i już.

PIT-y zostają dla tych, którzy sami sobie płacą -przedsiębiorców, osób zarabiających na wynajmie mieszkań lub którym gotówka wpadnie na przykład z udzielanych korepetycji.

Ale to znacznie mniejsza grupa do skontrolowania. Urzędnicy skarbowi mogą się zająć ściganiem oszustów, a może uda się nawet zredukować zatrudnienie w administracji.

I na tym polega urok podatku liniowego i taki podatek liniowy przynosi korzyści. PO proponuje zaś zlikwidowanie stawki 30 i 40-procentowej oraz obniżenie 19-procentowej.

Czy liniowy jest sprawiedliwy, czy nie? To kwestia tego, jak ktoś postrzega sprawiedliwość. Jak dla mnie to jest sprawiedliwy! Dlaczego? Uważam bowiem, że bardzo sprawiedliwe jest zwolnienie mnie z corocznego obowiązku składania deklaracji podatkowej.

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.