rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Mord dokonany przez szaleńca w Łodzi nic nie zmieni na naszej scenie politycznej. Ewentualnie doprowadzi do eskalacji nienawiści i nastąpi odwet. Zmiana retoryki nie jest możliwa, bo obie konkurencyjne partie są zbyt do siebie podobne, aby mogły w miarę normalnie ze sobą się spierać. Muszą się nienawidzić, wyostrzać drobne różnice i ukrywać wiele podobieństw.

Dlaczego między PiS-em a SLD jest tylko spór a nie ma wojny? Podobnie między PiS-em a PSL-em. Również między PSL-em a SLD, między PO a SLD. Wojna jest tylko na linii PO - PiS. Otóż partie z tak podobnym programem muszą walczyć ze sobą, aby pokazać wyborcom, iż jednak są różne i udowodnić, że nie jest wszystko jedno, czy się zagłosuje na jedną czy drugą.

Z SLD, PSL-em, można się w sposób cywilizowany spierać, polemizować, ale nie trzeba wywoływać wojny, bo każdy wie, że to zupełnie różne partie.

Przed 2005 rokiem koalicja POPiSowa wydawała się oczywista. Tak wiele te partie łączyło. Właśnie zbyt wiele. Wbrew pozorom, podczas wyborów łatwiej jest rywalizować partiom różnym i później się dogadać w sprawie koalicji niż partiom podobnym. Bo te podobne muszą się odróżnić w kampanii wyborczej a żeby się odróżnić, muszą się bardziej brutalnie skopać. Po stoczonym boju jest zbyt wiele ran, aby spokojnie się dogadać i na chłodno uzgodnić podział stołków (bo o wspólnym programie rządu nie trzeba zbyt długo rozmawiać, bo i tak jest wspólny).

Przyczyną trwającej piąty rok POPiSowej wojny nie są kwestie światopoglądowe, personalna nienawiść na linii Tusk - Kaczyński, czy to, że prezes przestał albo zaczął brać tabletki. Nawet, jeśli to wszystko ma znaczenie, to drugorzędne (przecież kiedyś Stefan Niesiołowski w ZChN-ie był świętszy od papieża, a teraz jest głównym pogromcą PiS-u, w którym schronienie znalazło ZChN-owskie skrzydło).

Gdyby tak, jak nas uczono na matematyce, utworzyć dwa zbiory wartości i przekonań PiS-u i PO, to zbiór wspólny byłby największy. I to właśnie jest przekleństwem obecnych czasów w polityce.

Dawniej było prościej. Byli postkomuniści i reszta porządnych. Ci pierwsi czasem spotykali się w niektórych kręgach z ostracyzmem, z tych drugich czasem się śmiano za brak ogłady na salonach władzy. Jednak nikt nikogo nie zarzynał.

Teraz postkomuniści nie są już dziedzicami Bieruta, tylko młodymi prężnymi (może trochę zabawnymi) zapaterystami. I taka jest recepta na zmiany. PiS albo PO w takim kształcie, jakim są obecnie, zniknie z polityki.

PiS podzieli los LPR-u i zejdzie ze sceny, jeśli stanie się partią ultraprawicową. A może to PO będzie miała poparcie na granicy błędu statystycznego, bo zostanie odrzucona przez elektorat troszkę liberalny za zbyt socjalistyczne podejście do gospodarki i zbytni konserwatyzm w kwestiach światopoglądowych. A może PO stanie się bardziej prawicowa i nikt nie będzie chciał na nią głosować, bo po co stawiać krzyżyk na PiS light, skoro jest prawdziwy PiS?

Kto dożyje, też zobaczy, jak będzie.

 
 Oceń wpis
   

Wszystko ma swoje granice, nawet polityczne show. Jednak Janusz Palikot je przekroczył. Powiedział wprost w TVN24, że tragicznie zmarły prezydent Lech Kaczyński jest moralnie odpowiedzialny za śmierć wszystkich ludzi w katastrofie smoleńskiej i ma krew na rękach.

Takie słowa wypowiedziane przez posła, szefa regionu, to co najmniej skandal i pozycjonuje Platformę Obywatelską na marginesie sceny politycznej. Gdzieś daleko w dół poniżej Samoobrony, która od wczoraj na tle PO wypada godnie, jako spokojne, wyważone, rozsądne ugrupowanie.

Wypowiedź Palikota - tak mi się wydaje - była odpowiedzią na słowa jakiegoś człeka-anonima z ulicy, który powiedział przed kamerą, że Tusk ma krew na rękach i jest w zmowie z Putinem. Jednak nie jest to stanowisko PiS-u i żaden działacz Prawa i Sprawiedliwości, tym bardziej poseł, czegoś takiego nie powiedział. Waga słów krzykacza jest znacznie mniejsza tym bardziej, że nikt nie widział dokumentacji psychiatrycznej tego osobnika.

Jednak wyrok Palikota na Lechu Kaczyńskim w momencie, kiedy nawet eksperci nie wiedzą, jakie były przyczyny katastrofy, jest poniżej wszelkiego poziomu. Co innego jest przynieść do studia telewizyjnego łeb świni, machać na konferencji prasowej sztucznym penisem, ale bez podstaw oskarżać kogoś o spowodowanie śmierci blisko stu osób, to już NIE jest happening. To już jest... Brak mi cenzuralnych słów, a nie chcę się zniżać do poziomu Palikota.

Nie mam pewności, że Lech Kaczyński nie jest moralnie odpowiedzialny za tragedię, ale póki co nie ma dowodów, aby tak mówić. Równie dobrze może się okazać, że moralnie odpowiedzialny jest Radosław Sikorski, bo to jego resort organizował tę wycieczkę. Ale dziś po prostu nikt nie wie, kto i na ile jest odpowiedzialny, więc Palikot nie ma prawa mówić tak samo, jak uliczny krzykacz, czy w debacie publicznej sprowadzać rządzącą partię do poziomu Naszego Dziennika.

Niestety byłem też oglądaczem (już po wypowiedzi Palikota) spotkania w TV PO-wca Kazimierza Kutza z PiS-owcem Zbigniewem Girzyńskim. I wrażenie okropne. Kutz mówiący o tym, że Palikot jest fajny (bo taka jest nowa jakość polityki i tacy politycy to przyszłość) oraz Girzyński, który spokojnie krytykując pajaca z PO wypadł jak przedstawiciel rozsądnego ugrupowania, które chce normalności w kraju.

Teraz Platforma ma jedno wyjście, aby udowodnić, że jest normalną partią: wyrzucić Palikota i na początek zacząć pracować nad tym, aby wybić się z szamba i próbować dorównać poziomem Samoobronie. Jak już przejdą poziom Łyżwińskiego, to wtedy przyjdzie czas na pracę nad stworzeniem ugrupowania godnego rządzenia krajem. Czasu nie mają zbyt wiele.

 
 Oceń wpis
   

Kierowca zatrzymany do rutynowej kontroli wypada z samochodu po otwarciu drzwi, które podpierały jego bezwładne ciało. Jest jednak na tyle trzeźwy, że podaje policjantom dokumenty. Te są w porządku, więc funkcjonariusze drogówki pomagają nieszczęśnikowi wsiąść do auta. Ten nie jest w stanie trafić kluczykiem w stacyjkę, więc życzliwi stróże prawa pomagają mu odpalić samochód i życzą szerokiej drogi.

Nie kazali mu dmuchać w balonik, bo nie muszą. Wprowadzenia obowiązku sprawdzania alkomatem każdego kierowcy przy każdej kontroli dopiero domaga się platformerski poseł Henryk Siedlaczek.

A skoro się domaga, to znaczy, że policja nie sprawdza kierowców. Stąd wnoszę, że rutynowe kontrole wyglądają tak, jak opisana na wstępie. Jak się policjantowi zachce, to sprawdzi, jak nie, to nie - pozwolą pijanemu jechać dalej.

Nie jest bowiem możliwe, że policjant pracujący w drogówce nie pozna po kilku chwilach rozmowy, że zatrzymany jegomość jest pod - choćby niewielkim - wpływem.

A nawet jeśli nowy przepis zostanie wprowadzony, to nie wierzę, że przyniesie on jakiekolwiek pozytywne efekty. Po pierwsze dlatego, że na jednej zmianie partol skontroluje mniej kierowców, bo kontrole będą dłuższe a po powrocie na komisariat dłużej trzeba będzie się rozliczać z użycia alkomatu.

Nietrzeźwi nie przestaną z powodu pomysłu posła Siedlaczka wsiadać za kółko także dlatego, że co ich obchodzi, czy kontrola trzeźwości jest obowiązkowa czy uznaniowa, skoro są przekonani, że wcale nie zostaną zatrzymani do kontroli!

Patroli - poza szczególnymi akcjami - jest tak mało, że można przejechać kraj nie fatygowanym przez drogówkę wzdłuż i wszerz, po drodze wytrzeźwieć, napić się i znów wytrzeźwieć.

Regularnie zdarza mi się jeździć przez pół dużego miasta w piątki, w godzinach wieczornych i nawet późno wieczornych. Przejeżdżam przez centrum miasta i tym samym przez centrum gastronomiczno-rozrywkowe. I przez ostatnich kilka lat nie tylko nie zastałem ani razu zatrzymany do kontroli, co ani razu nie widziałem patrolu.

Więc naprawdę jest mi obojętne, czy patrol, którego nie ma, ma obowiązek skontrolować moją trzeźwość, czy nie.

Z jeżdżeniem pod wpływem alkoholu jest jak z każdym innym przestępstwem bądź wykroczeniem. Skoro przestępca ma przekonanie, że nigdy nie zostanie złapany, to nie odstraszy go ani wysokość kary, ani dodatkowe obowiązki nakładane na policję.

Z innej beczki: czy wprowadzenie domniemania, że każdy kierowca jest pijany, oznacza, że państwo ma prawo dowolną grupę społeczną potraktować jak domniemanych przestępców? Czy kolejnym krokiem nie będzie wprowadzenie zasady, że każdy pijak to złodziej? Konieczne stanie się wprowadzenie obowiązku rewizji mieszkania każdego zatrzymanego nietrzeźwego obywatela w celu sprawdzenia, czy nie przetrzymuje fantów! 

 
 Oceń wpis
   

W potocznej polszczyźnie słowo biadolenie powinno zostać zastąpione słowem tuskolenie, a utyskiwanie słowem utuskiwanie. Przynajmniej w sferze polityki. Bo metodą PO na rządzenie jest właśnie biadolenie i próba przepękania jakoś tego trudnego okresu, kiedy jest się u władzy a nie wie się, co z nią zrobić.

Nie mamy pomysłu co zrobić, nie chcemy się pogodzić z demokratycznymi mechanizmami, to będziemy tuskolić i utuskiwać - taka jest filozofia Platformy.

Platforma zajmuje się albo nic-nie-robieniem, albo tworzeniem i forsowaniem ustaw, o których i tak wiadomo, że prezydent je zawetuje (ustawa kominowa i medialna).

Gdyby PO naprawdę chciała coś zrobić, dostosowałaby się do panującego w Polsce demokratycznego reżymu zamiast zajmować się utuskiwaniem. Nie warto teraz rozważać, czy Konstytucja jest dobra, czy zła, ale jest i nie zostanie jeszcze długo zmieniona. Według tej Konstytucji, sejmowa zwykła większość musi przekonać prezydenta do swoich pomysłów albo skonstruować większość zdolną odrzucić prezydenckie weto.

PO konsekwentnie łamie te zasady, a zatem wniosek jest prosty - tak naprawdę nie chce nic zrobić, tylko uprawia pozoranctwo.

Gdyby była w niej chęć działania, to zamiast słyszeć o utuskiwaniu, w mediach byłoby głośno o spotkaniach: Donald Tusk - Jarosław Kaczyński; Donald Tusk - Lech Kaczyński; Donald Tusk - Grzegorz Napieralski. I byłyby to spotkania przed wniesieniem projektu ustawy pod obrady Sejmu.

Konstytucja po to tak została skonstruowana, aby prezydent mógł hamować zapędy koalicji rządzącej, a koalicja mogła hamować zapędy prezydenta i odrzucać projekty ustaw powstające z jego inicjatywy. Ten hamulec działa słabo, gdy oba ośrodki władzy wykonawczej są z jednego obozu, ale to już decyzja wyborców, aby jednej opcji powierzyć pełnię władzy.

Działa jednak dobrze w przypadku kohabitacji. I dobrze, bo władza nie powinna mieć komfortu rządzenia. Im większy ma komfort, tym gorzej dla obywateli.

Nie oznacza to, że PO-PSL nic nie może zrobić. Może, tylko musi chcieć. A jeśli będzie chciała, to może pójść na kompromis z SLD, z PIS lub z ośrodkiem prezydenckim, czyli z PiS. Tak czy inaczej, projekt ustawy musi mieć szersze poparcie, niż tylko wśród zwolenników Platformy.

Tym lepiej dla projektu! Jeśli ma szersze poparcie partii, to ma szersze poparcie w społeczeństwie. Dlaczego PO zanim wniesie projekt do Sejmu, nie zapyta prezydenta, co musi w nim zmienić, żeby nie został zawetowany? Dlaczego nie spyta SLD, czy zagłosuje za odrzuceniem prezydenckiego weta? Dlaczego nie spyta PiS-u, czy nie poprze ustawy, skoro w poprzedniej kadencji PO głosowała za większością PiS-owskich ustaw?

Platforma woli jednak pozorować, że ma pomysł na Polskę, na zmiany, na lepszą przyszłość. Woli tworzyć kiepskie ustawy wiedząc, że i tak zostaną zawetowane. PR-owcy i tak zadbają o przekaz, że PO chce dobrze, ale zły prezydent nie pozwala.

Skuteczny PR jest niezbędny każdemu rządowi, ale poza nim jest potrzebna skuteczność w działaniu, którą PR-owcy mogą nagłaśniać. Po co w następnych wyborach mam zagłosować na partię, która nie jest skuteczna? Samym PR-em nie da się sprawić, że wyborcy zagłosują na tuskoleni lub utuskiwaczy.

Właśnie dlatego uważam, że PO stacza się po równi pochyłej. Jaki będzie wynik w 2011 roku? Jeśli PO wygra, to oznaczać będzie, że zaczęła wreszcie działać albo że PR wygrał z demokracją. Zamiast RP, będziemy mieli PR.

 
 Oceń wpis
   

Jaki sens może mieć reforma polegająca na przekształceniu szpitali w spółki, w których sto procent udziałów będą miały samorządy? Żaden problem nie zniknie, za to wszystkie zostaną zepchnięte szczebel lub dwa szczeble niżej i od razu rząd będzie miał lepszy PR.

Wyniesienie zbuka z kuchni i schowanie go do szafy w przedpokoju nie sprawi, że przeterminowane jajko stanie się jadalne. Zmienimy tylko miejsce, z którego nieciekawy zapach się roznosi.

To właśnie Platforma zamierza zrobić ze szpitalami. Wypowiedzi polityków rządzącej partii tak brzmią po przetłumaczeniu z języka polityki na język polski: Nie mamy ani odwagi, ani pomysłu na reformę służby zdrowia, a trzeba coś zrobić, bo sytuacja jest zła. Pozbędziemy się więc szpitali. Damy je samorządom - rząd będzie miał czyste ręce, a niech lokalne władze się martwią, skąd wziąć pieniądze na ich funkcjonowanie, na spłatę długów, niech też pertraktują ze strajkującymi pracownikami, a jeśli uznają za stosowne, niech zlikwidują szpital.
Klikając tutaj, przeczytasz tę wypowiedź w oryginale (para cyników w akcji, czyli wypowiedzi Ewy Kopacz i Zbigniewa Chlebowskiego).

Jestem ogromny zwolennikiem przekazywania władzy samorządom - z reguły wiedzą lepiej, co potrzeba mieszkańcom niż władza centralna. Jednak pomysł przekazania szpitali w takim stanie samorządom, jest po prostu świństwem. Co taki marszałek, starosta, czy prezydent ma z nimi zrobić? Zaniechać budowy i remontu dróg i całą kasę pakować w dofinansowanie szpitali? Zabrać pieniądze szkołom?

W wielu województwach i powiatach jest zbyt wiele szpitali i część trzeba zlikwidować. Jednak skoro do dziś nikt nie miał politycznej odwagi tego uczynić, to ma na to zdobyć się starosta?

Taki szpital, choć zaniedbany i niedofinansowany, to miejsce pracy wyborców. Są powiaty, gdzie to największy pracodawca. Mieszkańcy mają też złudne poczucie bezpieczeństwa. Taka placówka w okolicy niby zapewni im pomoc w razie czego, choć w rzeczywistości na poważniejsze zabiegi i tak są transportowani do lepszych szpitali, które mają sprzęt i odpowiednią kadrę.

Nie widzę najmniejszej szansy na to, że samorządy zreformują sieć szpitali na swoim terenie. Pomysłodawcy przekazania im placówek też nie są naiwni. Ale nieźle to wykombinowali - niech samorządy się martwią i spłacają długi - a oni na pytania dziennikarzy będą mogli odpowiadać, że problemy szpitali to nie jest sprawa rządu, proszę pytać samorządowców, dlaczego sytuacja jest taka zła. Rząd się troszczy, przygląda sytuacji, ale przecież nic nie może zrobić!

 
Dlaczego PO mnie irytuje 2008-03-13 23:42
 Oceń wpis
   

Nie mogę słuchać wypowiedzi polityków Platformy o podatku liniowym. Polityków z pozostałych partii także. Zrodziła się jakaś ponadpartyjna koalicja na rzecz zniszczenia idei podatku liniowego. Jej celem jest wmówienie ludziom, że podatek liniowy to jakieś dziwadło. Jak dyskusja będzie się dłużej ciągnąć, to wszyscy zapomnimy, czym jest podatek liniowy i jakie niesie korzyści.

Największe pretensje mam do PO, bo ona zaczęła dyskusję od razu myląc pojęcia - co nienajlepiej świadczy o wiedzy polityków tego ugrupowania, ukierunkowanego ponoć na gospodarkę.

Platforma chce wprowadzenia podatku płaskiego, takiego jaki mamy dziś, tylko że zostanie jedna stawka zamiast trzech. Niewiele to uprości, bo nie zniknie potrzeba wypełniania zeznań podatkowych i potrzebna będzie armia urzędników do sprawdzania, czy aby obywatele dobrze zaokrąglili kwoty i nie muszą czasem dopłacić dwóch złotych z karnymi odsetkami. Trzeba też sprawdzać, czy dobrze poodpisywali ulgi i czy mieli do tego prawo.

A my będziemy nadal musieli przez pięć lat trzymać wszystkie kwity, a w razie wezwania tłumaczyć się, czy w 2003 roku rzeczywiście kupiliśmy farbę i pomalowaliśmy przedpokój. A jak udowodnić, że farby nie sprzedaliśmy na bazarze, skoro w przedpokoju jest już tapeta, na którą nie mamy faktury, bo po zniesieniu ulgi budowlanej nawet o nią nie poprosiliśmy w sklepie?

Nie chcę powtarzać argumentów z wpisu na podobny temat - Liniowy jest sprawiedliwy, ale nikt go nie chce wprowadzić.

W każdym razie żaden z polityków nie mówi o podatku liniowym, choć to sformułowanie często pada. Podatek liniowy - może jakiś polityk przeczyta i się dowie - nie może mieć żadnych ulg, kwot wolnych, odliczeń - bo przestaje być wtedy liniowym. Jego zaletą jest właśnie prostota. Nie wypełnia się PIT-a, bo po co - od każdej zarobionej złotówki pracodawca odprowadza na przykład 15 procent. I już. PIT-y znają jedynie osoby, które mają dodatkowy dochód na przykład z wynajmu mieszkań. Muszą wtedy same odprowadzić należną kwotę.

Urzędnicy nie mają czego sprawdzać, więc mogą się zająć kontrolą osób, które nie płacą podatków. Ściągalność podatków rośnie.

Z tych powodów irytuje mnie Platforma. Reszta ugrupowań męczy mnie powtarzaniem sloganów, że taki podatek jest niesprawiedliwy. Nie może być tak, że Krauze lub Kulczyk mają płacić tyle samo co Chochołowski. Z matematyki miałem najczęściej coś około czwórki (może trochę w górę zaokrąglam), ale wiem, że 15 procent z 10 tysięcy złotych, to 1,5 tysiąca. Ze 100 tysięcy będzie to 15 tysięcy. Tylko polityk może wyliczyć, że 1500 = 15000. Mój matematyk - zacny pan Ciesiołka - nie dałby mi czwórki (czy stopnia zbliżonego do czwórki), gdybym przedstawił mu takie równanie.

Z całym szacunkiem do pensji w Money.pl (nie narzekam i pozdrawiam Prezesa) to jednak po wprowadzeniu podatku liniowego nie płaciłbym tyle samo, co Krauze, albo inny bardzo bogaty człowiek.

Zgodzę się, że niesprawiedliwy jest podatek kwotowy. Trudno byłoby się pogodzić z sytuacją, w której każdy podatnik miałby płacić dajmy na to trzy tysiące złotych rocznie niezależnie od tego ile i czy w ogóle zarabia.

I dlatego zirytowany jestem. Populizmem PO, która reklamuje swoją hybrydę jako podatek liniowy, a resztę za wmawianie, że 1500 = 15000. I jak w takiej atmosferze mówić o reformie podatkowej?

 
 Oceń wpis
   

Mam dla Państwa quiz. Proszę przeczytać poniższy tekst i odpowiedzieć na pytania:

1. Co firma Logitech wymącza?
2. Czy firma Logitech zajmuje się produktami mącznymi?
3. Co właściwie w kwestii gwarancji i rękojmi przysługuje osobie, która nabyła produkt Logitechu?
4. Lekarz jakiej specjalności jest potrzebny klientom Logitecha?
5. Jaka powinna być wmaściwa pozycja ciama do czytania Important Information Po Polsku?

Oto konkursowy tekst:

Wymączenie rękojmi. Jawnie wyraaone w tej umowie gwarancje zastępują wszystkie inne gwarancje. Firma Logitech i jej dostawcy nie udzielają aadnych gwarancji, wmączając w nie, wszelkie dorozumiane gwarancje dotyczące wartości rynkowej produktu, jego przydadtności do określonych celów i nienaruszalności praw osób trzecich w odniesieniu do tego sprzętu. aaden dealer, agent czy pracownik firmy Logitech nie jest uprawniony do modyfikacji, przedmuaania ani uzupemniania niniejszej gwarancji. Poniewao niektóre prawodawstwa nie dopuszczają do ograniczeń okresu waoności gwarancji dorozumianych, powyosze mooe nie mieć zastosowania w kaodym kraju.

To fragment informacji z książeczki zatytułowanej Important Information adresowanej dla osób, które nabyły mysz komputerową. Fragment pochodzi ze strony zatytułowanej (uwaga!) Po polsku.

W rozdziale Po polsku można przeczytać więcej intrygujących sformułowań. Jest na przykład wzmianka o ergonomii pracy. Powtarzanie przez dmuoszy czas tych samych czynności, niewmaściwa pozycja ciama (...) niekorzystnie wpmywa na system nerwowy, a mooe teo powodować urazy mięśni i ściegien.

Tu muszę się zgodzić z Logitechem. Przez dmuoszy czas powtarzałem tę samą czynność (czytałem Important Information Po Polsku) i choć nie wiem, czy miałem wmasciwą pozycję ciama, to wpmynęło to niekorzystnie na mój system nerwowy. Choć mięśnie i ścięgna mam całe, to po tej lekturze nigdy już nie będę sobą.

Zwróciłbym się o odszkodowanie do Logitecha, ale nie zrozumiałem fragmentu o wymączeniu gwarancji, więc nie wiem, czy cokolwiek mi przysługuje. W Important Information Po Polsku znalazłem cenną poradę. Napisali, że jeśli po kontakcie z Logitechem coś mi dolega, mam się zgmosić do lekarza specjalisty.

Wracam do quizu. Jest nagroda dla zwycięzcy! Kto najtrafniej odpowie na pytania, otrzyma oryginał Important Information Po Polsku. Za drugie i trzecie miejsce także cenna nagroda: kserokopia Important Information Po Polsku. Przesyłka na koszt niżej podpisanego (wymączając kraje, do których przemyłka będzie zbyt droga).

 
 Oceń wpis
   

Słyszeliście już!? Nowy rząd PO ma składać się tylko z trzech ministerstw: zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Takiego sms-a dostałem od kuzyna. Bardzo śmieszne, ale tylko z pozoru. Te trzy resorty bowiem będą sporo kosztować. Za ich funkcjonowanie zapłacimy już od stycznia. Po wyborach PO wycofała się z postulatu konieczności zmniejszania pozapłacowych kosztów pracy. Chce odwołać ustawę przepchniętą przez Zytę Gilowską - jeden z dobrych produktów słusznie odchodzącego w zapomnienie rządu - obniżającą wysokość składki rentowej.

Innymi słowy, Platforma zapowiada, że zabierze nam styczniowe podwyżki. Bo każdy pracownik najemny, łącznie z pielęgniarkami i nauczycielami, otrzymałby na rękę więcej pieniędzy. Nie chodzi o duże kwoty, ale dla osoby zarabiającej dwa tysiące brutto, podwyżka pensji netto o 50 złotych w lipcu, to na pewno niemało (po I etapie obniżki), a i w styczniu kolejne 50 nie zaszkodzi (po II zaplanowanym etapie).

Podwyżki bez obciążania pracodawców, to dobre rozwiązanie, szczególnie w momencie, gdy pracobiorcy usilnie domagają się większych zarobków.

Jednak zmniejszenie kosztów pracy, czyli danie podwyżek wszystkim najemnym pracownikom, nie opłaca się (politycznie), a jest kosztowne dla budżetu. A w budżecie pieniądze są potrzebne na utrzymanie wspomnianych trzech ministerstw, czyli spełnianie przedwyborczych obietnic.

Według Zyty Gilowskiej otrzymać podwyżkę miałem ja, pielęgniarka oraz kasjerka w hipermarkecie. Ale to taka podwyżka bez fajerwerków. Gdy zabierze się podwyżkę mi i kasjerce, to będzie można dać więcej pielęgniarce, w dodatku specjalne porozumienie można będzie podpisać uroczyście i przy błysku fleszy. A to się opłaca (politycznie).

Przy tym ja ani kasjerka strajkować nie będziemy, a nawet gdyby, to rząd wzruszy ramionami i stwierdzi, że to problem mojego pracodawcy oraz Tesco bądź innej Biedronki.

Dlatego w imię szczytnych spraw: sprawiedliwości społecznej, solidaryzmu i marketingu politycznego, PO zabierze podwyżki wszystkim, aby dać tylko niektórym.

 
 Oceń wpis
   

Mija trzeci dzień od wyborów, a na moim blogu milczenie. Nie będę się tłumaczył tym, że musiałem odespać przedziwny wieczór wyborczy i wieczorami ucinam sobie drzemki, zamiast pisać mądre/głupie* rzeczy (*niepotrzebne skreślić).

Ale tak naprawdę nie wiem, co napisać. Nie ukrywam, że cieszę się, iż PiS nie wygrał. Nie wygrał, to dobre określenie, bo przegrał jest nietrafione. PiS nie może czuć się pokonane, bo to jedyna partia, która rządziła i po kolejnych wyborach powiększyła swój stan posiadania. To dobry wynik. Bierze się stąd, że wierni Kaczyńskim pozostali wierni, a doszli także dotychczasowi wyborcy Samoobrony i LPR-u.

Osobiście gratuluję PiS-owi dobrego wyniku i dobrej kampanii wyborczej. Kampania była dobra, mimo że niektóre jej elementy nieco obrażały inteligencję wielu odbiorców (ale tak było z kampaniami wszystkich partii).

Miała jednak jedną wadę - umiarkowanych przeciwników tej partii zachęcały do niej bardziej. A więc jak ktoś nie chciał iść na wybory, to jednak poszedł zagłosować na PO, a jak ktoś chciał głosować na LiD, to poszedł zagłosować na PO - byle odsunąć PiS od władzy, co gwarantowało głosowanie na partię Tuska.

Dla wielu osób popisówka (ale się dobrze złożyło: poPiSówka) CBA tuż przed wyborami oraz agitacja premiera z wykorzystaniem bezpłatnego czasu publicznej TV parę godzin przed ciszą wyborczą - to było zbyt wiele.

PiS miało dobrą kampanię, ale przegięło w ostatnich dniach.

Natomiast PO miała beznadziejną kampanię, ale w ostatnich dniach nastąpiło zdecydowane przeobrażenie. Nie znam tego środowiska, więc nie wiem, czy wymienili speców od kampanii, czy też starych olśniło.

Nie wiem, ale ta zmiana wyszła - jak zresztą pokazały wyniki - na dobre.

Tak naprawdę chciałem napisać krótko - jak zwykle nie wyszło - że cieszę się wynikiem wyborów.

Ciesze się mocno, żeby zdążyć się nacieszyć. Bo wiem, że czasu do radości nie ma wiele. Wkrótce PO zacznie się kompromitować i znów zacznie mi ubywać włosów, a z tych pozostających coraz więcej będzie siwych.

Przy okazji mam pytanie - czy to normalne, że w kwiecie wieku, ledwie po trzydziestce, tak szybko powiększają się zakola? To tak ma być, czy może to geny, czy też to wszystko wina polityki? Jak ktoś zna odpowiedź będę wdzięczny.

Na włosach bardzo mi zależy! Chodzi o to, żebym miał co rwać z głowy patrząc na to, co dzieje się na naszej scenie politycznej.

 
 Oceń wpis
   

Choć CBA zdominowało ostatnie dni kampanii, to wbrew specsłużbom wracam do tematu podatków. Jakoś mało ich w kampanii, a w dodatku NIKT nie proponuje wprowadzenia liniowego.

Nie ma więc prawdziwego sporu miedzy PO a PiS, SLD (specjalnie nie pisze LiD, bo coś w Lidzie Partii Demokratycznej nie widzę), PSL-em i innymi.

PO chce podatku z jedną stawką, ale nie liniowego. W swoim 15-procentowym podatku proponują kwotę wolną, ulgę prorodzinną, itd. Wiąże się więc to z wypełnianiem PIT-ów oraz koniecznością utrzymywania armii urzędników, którzy będą sprawdzać, czy aby Chochołowski nie odliczył sobie za dużo. W razie czego będą wydawać pieniądze, aby mnie wezwać celem wyjaśnienia, czy jestem gapowaty, bo nie umiem wypełnić PIT-a, czy też miałem zamiar uszczuplenia budżetu państwa o kwotę 7,45 zł.

Ściganie takich przestępców lub gap jest kosztowne, a pożytki niewielkie - koszty wyższe niż wpływy a w dodatku nie ma kto zająć się tropieniem prawdziwych przekręciarzy. Bo poza sprawdzaniem Chochołowskich, Kościeliskich i Nowaków, urzędnicy muszą przeklepać PIT-a z papieru do komputera - tego samego PIT-a, którego ja wypełniłem w komputerze, ale nie mogłem wysłać przez internet, tylko musiałem wydrukować i zanieść.

Tak więc roboty dużo, a w dodatku okazuje się, że urzędnicy nie chcą już pracować za 1,2 tys. zł - dziwacy jacyś - więc trzeba im dać podwyżki.

Oszczędności może przynieść prawdziwy podatek liniowy. Każdy od każdej zarobionej złotówki płaci 15-procent lub 10 albo 5 - zależy ile politycy wymyślą. Rzesza ludzi nie musi wiedzieć wtedy, że istnieje coś takiego, jak urząd skarbowy. Nie ma dla nich PIT-ów, pracodawca odprowadza ustalony procent i już.

PIT-y zostają dla tych, którzy sami sobie płacą -przedsiębiorców, osób zarabiających na wynajmie mieszkań lub którym gotówka wpadnie na przykład z udzielanych korepetycji.

Ale to znacznie mniejsza grupa do skontrolowania. Urzędnicy skarbowi mogą się zająć ściganiem oszustów, a może uda się nawet zredukować zatrudnienie w administracji.

I na tym polega urok podatku liniowego i taki podatek liniowy przynosi korzyści. PO proponuje zaś zlikwidowanie stawki 30 i 40-procentowej oraz obniżenie 19-procentowej.

Czy liniowy jest sprawiedliwy, czy nie? To kwestia tego, jak ktoś postrzega sprawiedliwość. Jak dla mnie to jest sprawiedliwy! Dlaczego? Uważam bowiem, że bardzo sprawiedliwe jest zwolnienie mnie z corocznego obowiązku składania deklaracji podatkowej.

 
1 | 2 |





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.