rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Kolejni buntownicy domagają się dyskusji, demokratyzacji, zmian i tym podobnych fantasmagorii w Prawie i Sprawiedliwości. Po co im to? Dlaczego przez tyle lat rządy silnej ręki im nie przeszkadzały?

Prezes Jarosław Kaczyński był dobry, mimo że władał partią w tym samym stylu co dziś, bo dawał szansę wygranych wyborów. Członkowie partii byli w stanie wiele znieść w zamian za profity płynące ze sprawowania władzy.

Teraz dzięki niemu PiS przyjął opcję wiecznego opozycjonisty. Jedyna szansa na władzę, to wygrana z wynikiem ponad 50 procent. Na to jednak się nie zanosi, a każde inne zwycięstwo nie daje władzy, bo partia straciła wszelką zdolność koalicyjną.

Kurski, Ziobro i inni nie chcą dalej znosić prezesa, bo nie mają w tym już żadnego interesu. Jedynym profitem może być jeszcze dobre miejsce na liście wyborczej. Jednak jeśli ktoś ma ambicje być ministrem, rozdzielać posady zaskarbiając sobie wdzięczność i lojalność partyjnych kolegów, to bycie za wszelką cenę dożywotnim opozycyjnym posłem nie satysfakcjonuje go. Jest pokusa, aby zrobić jakiś manewr. Stąd brak lojalności. Przecież prezes się nie zmienił, zawsze był taki sam.

Pretekst jest dobry, trzeba rozliczyć wyborczy wynik. Wiadomo, jak musi się skończyć takie wyzwanie rzucone prezesowi w twarz. I wcale nie jest to zarzut wobec PiS-u, bo każda partia buntowników wyrzuca. Najmniej jest ich w partii rządzącej, bo zwyczajnie tam jest najmniejsza motywacja do wychylania się. Zbyt dużo można stracić. Ale i w PO się zdarza, a gdy ta stanie się opozycyjna, to może być prawdziwa fala buntów.

Swoją drogą, sprawa z księdzem Bonieckim pokazała, że partie przypominają zakony. Jest reguła i nie można inaczej mówić niż szef, nawet jeśli mówi się mądrzej.

PiS ma poważny problem, bo Jarosław Kaczyński nie jest w stanie doprowadzić partyjnych działaczy do władzy, a z drugiej strony PiS to Jarosław Kaczyński i bez niego ugrupowanie nie może liczyć na przyzwoity wynik w wyborach. Bez Kaczyńskiego nie da się wejść do Sejmu, a z Kaczyńskim nie da się dojść do władzy.

Ciekaw jestem, jaki koncept na przyszłość mają ziobryści? Są zbyt doświadczonymi politykami, aby powtarzać drogę PJN-u, a nie jestem przekonany, czy powtórzą drogę Palikota. Ten konkurował ze słabym SLD, a oni muszą z mocnym PiS-em i niezastąpionym prezesem. Nie mogą tworzyć PiS-bis, ale raczej nową jakość. Ciekawe, czy za cztery lata wyborcy będą pamiętać, kim jest Ziobro i Kurski, a nawet jeśli, to czy wycenią ich inicjatywę na ponad pięć procent.

 
 Oceń wpis
   

Mord dokonany przez szaleńca w Łodzi nic nie zmieni na naszej scenie politycznej. Ewentualnie doprowadzi do eskalacji nienawiści i nastąpi odwet. Zmiana retoryki nie jest możliwa, bo obie konkurencyjne partie są zbyt do siebie podobne, aby mogły w miarę normalnie ze sobą się spierać. Muszą się nienawidzić, wyostrzać drobne różnice i ukrywać wiele podobieństw.

Dlaczego między PiS-em a SLD jest tylko spór a nie ma wojny? Podobnie między PiS-em a PSL-em. Również między PSL-em a SLD, między PO a SLD. Wojna jest tylko na linii PO - PiS. Otóż partie z tak podobnym programem muszą walczyć ze sobą, aby pokazać wyborcom, iż jednak są różne i udowodnić, że nie jest wszystko jedno, czy się zagłosuje na jedną czy drugą.

Z SLD, PSL-em, można się w sposób cywilizowany spierać, polemizować, ale nie trzeba wywoływać wojny, bo każdy wie, że to zupełnie różne partie.

Przed 2005 rokiem koalicja POPiSowa wydawała się oczywista. Tak wiele te partie łączyło. Właśnie zbyt wiele. Wbrew pozorom, podczas wyborów łatwiej jest rywalizować partiom różnym i później się dogadać w sprawie koalicji niż partiom podobnym. Bo te podobne muszą się odróżnić w kampanii wyborczej a żeby się odróżnić, muszą się bardziej brutalnie skopać. Po stoczonym boju jest zbyt wiele ran, aby spokojnie się dogadać i na chłodno uzgodnić podział stołków (bo o wspólnym programie rządu nie trzeba zbyt długo rozmawiać, bo i tak jest wspólny).

Przyczyną trwającej piąty rok POPiSowej wojny nie są kwestie światopoglądowe, personalna nienawiść na linii Tusk - Kaczyński, czy to, że prezes przestał albo zaczął brać tabletki. Nawet, jeśli to wszystko ma znaczenie, to drugorzędne (przecież kiedyś Stefan Niesiołowski w ZChN-ie był świętszy od papieża, a teraz jest głównym pogromcą PiS-u, w którym schronienie znalazło ZChN-owskie skrzydło).

Gdyby tak, jak nas uczono na matematyce, utworzyć dwa zbiory wartości i przekonań PiS-u i PO, to zbiór wspólny byłby największy. I to właśnie jest przekleństwem obecnych czasów w polityce.

Dawniej było prościej. Byli postkomuniści i reszta porządnych. Ci pierwsi czasem spotykali się w niektórych kręgach z ostracyzmem, z tych drugich czasem się śmiano za brak ogłady na salonach władzy. Jednak nikt nikogo nie zarzynał.

Teraz postkomuniści nie są już dziedzicami Bieruta, tylko młodymi prężnymi (może trochę zabawnymi) zapaterystami. I taka jest recepta na zmiany. PiS albo PO w takim kształcie, jakim są obecnie, zniknie z polityki.

PiS podzieli los LPR-u i zejdzie ze sceny, jeśli stanie się partią ultraprawicową. A może to PO będzie miała poparcie na granicy błędu statystycznego, bo zostanie odrzucona przez elektorat troszkę liberalny za zbyt socjalistyczne podejście do gospodarki i zbytni konserwatyzm w kwestiach światopoglądowych. A może PO stanie się bardziej prawicowa i nikt nie będzie chciał na nią głosować, bo po co stawiać krzyżyk na PiS light, skoro jest prawdziwy PiS?

Kto dożyje, też zobaczy, jak będzie.

 
 Oceń wpis
   

Tak sobie patrzę, na to co się dzieje w polityce i wcale się nie martwię. Jeszcze góra trzy lata i będziemy mieli solidne wsparcie - Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego. Jeśli zostanie on zrealizowany, to do 2013 roku ma zostać zatrudnionych siedem tysięcy nowych psychiatrów. I to finansowanych z NFZ.

Wiadomość o rzeszy psychiatrów czekających na znękanych obywateli ucieszyła mnie już przed wyborami w 2007 roku. Teraz jednak uważam, że jest ich potrzebnych troszkę więcej. Należy znowelizować ustawę i zapisać, że dodatkowych psychiatrów ma być nie siedem tysięcy, a 7460. W ramach oszczędności może być 7120, aby każdy z potrzebujących parlamentarzystów miał własnego.

Dlaczego 120 członkami Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej powinni się zająć specjaliści? Otóż skoro uważają, że największą tragedią narodową powinien zajmować się zespół parlamentarny, który jest bardziej klubem towarzyskim niż poważną instytucją, to być może jest to objawem schizofrenii.

Nie wiem, jak parlamentarzyści z Parlamentarnego Zespołu ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej znajdą czas na posiedzenia, skoro wielu z nich jest również w Parlamentarnym Zespole Szachowym, Parlamentarnym Zespole ds. Dróg Wodnych i Turystyki Wodnej, Parlamentarnym Zespole ds. Wyścigów Konnych i Jeździectwa, Parlamentarnym Zespole Kociewskim, Parlamentarnym Zespole Przyjaciół Zwierząt, Parlamentarnym Zespole Karpackim...

 
 Oceń wpis
   

Wszystko ma swoje granice, nawet polityczne show. Jednak Janusz Palikot je przekroczył. Powiedział wprost w TVN24, że tragicznie zmarły prezydent Lech Kaczyński jest moralnie odpowiedzialny za śmierć wszystkich ludzi w katastrofie smoleńskiej i ma krew na rękach.

Takie słowa wypowiedziane przez posła, szefa regionu, to co najmniej skandal i pozycjonuje Platformę Obywatelską na marginesie sceny politycznej. Gdzieś daleko w dół poniżej Samoobrony, która od wczoraj na tle PO wypada godnie, jako spokojne, wyważone, rozsądne ugrupowanie.

Wypowiedź Palikota - tak mi się wydaje - była odpowiedzią na słowa jakiegoś człeka-anonima z ulicy, który powiedział przed kamerą, że Tusk ma krew na rękach i jest w zmowie z Putinem. Jednak nie jest to stanowisko PiS-u i żaden działacz Prawa i Sprawiedliwości, tym bardziej poseł, czegoś takiego nie powiedział. Waga słów krzykacza jest znacznie mniejsza tym bardziej, że nikt nie widział dokumentacji psychiatrycznej tego osobnika.

Jednak wyrok Palikota na Lechu Kaczyńskim w momencie, kiedy nawet eksperci nie wiedzą, jakie były przyczyny katastrofy, jest poniżej wszelkiego poziomu. Co innego jest przynieść do studia telewizyjnego łeb świni, machać na konferencji prasowej sztucznym penisem, ale bez podstaw oskarżać kogoś o spowodowanie śmierci blisko stu osób, to już NIE jest happening. To już jest... Brak mi cenzuralnych słów, a nie chcę się zniżać do poziomu Palikota.

Nie mam pewności, że Lech Kaczyński nie jest moralnie odpowiedzialny za tragedię, ale póki co nie ma dowodów, aby tak mówić. Równie dobrze może się okazać, że moralnie odpowiedzialny jest Radosław Sikorski, bo to jego resort organizował tę wycieczkę. Ale dziś po prostu nikt nie wie, kto i na ile jest odpowiedzialny, więc Palikot nie ma prawa mówić tak samo, jak uliczny krzykacz, czy w debacie publicznej sprowadzać rządzącą partię do poziomu Naszego Dziennika.

Niestety byłem też oglądaczem (już po wypowiedzi Palikota) spotkania w TV PO-wca Kazimierza Kutza z PiS-owcem Zbigniewem Girzyńskim. I wrażenie okropne. Kutz mówiący o tym, że Palikot jest fajny (bo taka jest nowa jakość polityki i tacy politycy to przyszłość) oraz Girzyński, który spokojnie krytykując pajaca z PO wypadł jak przedstawiciel rozsądnego ugrupowania, które chce normalności w kraju.

Teraz Platforma ma jedno wyjście, aby udowodnić, że jest normalną partią: wyrzucić Palikota i na początek zacząć pracować nad tym, aby wybić się z szamba i próbować dorównać poziomem Samoobronie. Jak już przejdą poziom Łyżwińskiego, to wtedy przyjdzie czas na pracę nad stworzeniem ugrupowania godnego rządzenia krajem. Czasu nie mają zbyt wiele.

 
 Oceń wpis
   

W potocznej polszczyźnie słowo biadolenie powinno zostać zastąpione słowem tuskolenie, a utyskiwanie słowem utuskiwanie. Przynajmniej w sferze polityki. Bo metodą PO na rządzenie jest właśnie biadolenie i próba przepękania jakoś tego trudnego okresu, kiedy jest się u władzy a nie wie się, co z nią zrobić.

Nie mamy pomysłu co zrobić, nie chcemy się pogodzić z demokratycznymi mechanizmami, to będziemy tuskolić i utuskiwać - taka jest filozofia Platformy.

Platforma zajmuje się albo nic-nie-robieniem, albo tworzeniem i forsowaniem ustaw, o których i tak wiadomo, że prezydent je zawetuje (ustawa kominowa i medialna).

Gdyby PO naprawdę chciała coś zrobić, dostosowałaby się do panującego w Polsce demokratycznego reżymu zamiast zajmować się utuskiwaniem. Nie warto teraz rozważać, czy Konstytucja jest dobra, czy zła, ale jest i nie zostanie jeszcze długo zmieniona. Według tej Konstytucji, sejmowa zwykła większość musi przekonać prezydenta do swoich pomysłów albo skonstruować większość zdolną odrzucić prezydenckie weto.

PO konsekwentnie łamie te zasady, a zatem wniosek jest prosty - tak naprawdę nie chce nic zrobić, tylko uprawia pozoranctwo.

Gdyby była w niej chęć działania, to zamiast słyszeć o utuskiwaniu, w mediach byłoby głośno o spotkaniach: Donald Tusk - Jarosław Kaczyński; Donald Tusk - Lech Kaczyński; Donald Tusk - Grzegorz Napieralski. I byłyby to spotkania przed wniesieniem projektu ustawy pod obrady Sejmu.

Konstytucja po to tak została skonstruowana, aby prezydent mógł hamować zapędy koalicji rządzącej, a koalicja mogła hamować zapędy prezydenta i odrzucać projekty ustaw powstające z jego inicjatywy. Ten hamulec działa słabo, gdy oba ośrodki władzy wykonawczej są z jednego obozu, ale to już decyzja wyborców, aby jednej opcji powierzyć pełnię władzy.

Działa jednak dobrze w przypadku kohabitacji. I dobrze, bo władza nie powinna mieć komfortu rządzenia. Im większy ma komfort, tym gorzej dla obywateli.

Nie oznacza to, że PO-PSL nic nie może zrobić. Może, tylko musi chcieć. A jeśli będzie chciała, to może pójść na kompromis z SLD, z PIS lub z ośrodkiem prezydenckim, czyli z PiS. Tak czy inaczej, projekt ustawy musi mieć szersze poparcie, niż tylko wśród zwolenników Platformy.

Tym lepiej dla projektu! Jeśli ma szersze poparcie partii, to ma szersze poparcie w społeczeństwie. Dlaczego PO zanim wniesie projekt do Sejmu, nie zapyta prezydenta, co musi w nim zmienić, żeby nie został zawetowany? Dlaczego nie spyta SLD, czy zagłosuje za odrzuceniem prezydenckiego weta? Dlaczego nie spyta PiS-u, czy nie poprze ustawy, skoro w poprzedniej kadencji PO głosowała za większością PiS-owskich ustaw?

Platforma woli jednak pozorować, że ma pomysł na Polskę, na zmiany, na lepszą przyszłość. Woli tworzyć kiepskie ustawy wiedząc, że i tak zostaną zawetowane. PR-owcy i tak zadbają o przekaz, że PO chce dobrze, ale zły prezydent nie pozwala.

Skuteczny PR jest niezbędny każdemu rządowi, ale poza nim jest potrzebna skuteczność w działaniu, którą PR-owcy mogą nagłaśniać. Po co w następnych wyborach mam zagłosować na partię, która nie jest skuteczna? Samym PR-em nie da się sprawić, że wyborcy zagłosują na tuskoleni lub utuskiwaczy.

Właśnie dlatego uważam, że PO stacza się po równi pochyłej. Jaki będzie wynik w 2011 roku? Jeśli PO wygra, to oznaczać będzie, że zaczęła wreszcie działać albo że PR wygrał z demokracją. Zamiast RP, będziemy mieli PR.

 
 Oceń wpis
   

Pojawiły się dwie elektryzujące informacje dotyczące świata polityki i świata mediów, a jak się okazało, jedna z nich sprawiła, że na giełdzie zapanowała euforia. Pierwsza dotyczy decyzji rumuńskiego Senatu, który uchwalił, że w serwisach informacyjnych połowa newsów musi być pozytywna. Druga jest z naszego ogródka/grajdołka - PiS bojkotuje TVN, co Przemysław Edgar G. ogłosił w TVN (sic!).

PiS obraziło się na wszystkie media koncernu medialnego ITI. TVN i TNV24 są złe, bo źle mówią o PiS-ie, a jak już źle mówią, to za krótko - inne partie mają ponoć więcej czasu antenowego. Onet.pl jest zły, bo jak wyjaśnia PiS, przy depeszach o Prawych i Sprawiedliwych zamieszcza szkaradne zdjęcia członków.

Ponoć nie jest to wina członków, tylko osób dobierających fotki. Jest wiele zdjęć przedstawiających wyżej wymienionych w pozach godnych dobrotliwych mężów stanu, a dziennikarskie wredoty wybierają te ze szkaradnymi grymasami twarzy. Ciekawe skąd biorą takie zdjęcia? Na pewno przerabiają w Photoshopie. I tak zamiast uśmiechniętych amantów powstają pisopotwory.

Kliknij tutaj, aby zobaczyć przegląd zdjęć polityków PiS autorstwa fotoreporterów PAP. Czy naprawdę można się obrazić?

Trzeba działać, bo może się zdarzyć, że PiS obrazi się na wszystkie media i przestanie istnieć. Nie można dopuścić do tak wielkiej straty w polskim życiu politycznym. Kto miałby zostać kolejnym premierem?

Szefowie wszystkich największych mediów powinni usiąść przy okrągłym stole i ustalić zasady, jakimi będą się kierować przy wydawaniu serwisów informacyjnych. Przykład mamy z Rumuni, ale u nas lepiej nie mieszać do tego parlamentu. Niech media oddolnie ustalą kodeks wydawcy. W każdym serwisie musi być 50 procent pozytywnych informacji o PiS. Połowa publikowanych zdjęć członków PiS ma być ładna.

To wcale nie jest trudne (no, może poza zdjęciami). Stwórzmy w połowie pozytywny serwis informacyjny. 50 procent pozytywnych informacji o PiS-ie!

Co dziś w serwisach PiSzczy? Wysoko zamieszczona została informacja o tym, że Jarosław Kaczyński postuluje wyeliminowanie Kazimierza Kutza. Po co zaraz tytuł z cytatem wypowiedzi prezesa Wyeliminować Kutza z życia publicznego (gazeta.pl)? Po co Ostre słowa J. Kaczyńskiego pod adresem Kutza (onet.pl)? I dlaczego zdjęcie zacietrzewionego szefa partii?

Do tego akurat nie pasowałaby fotografia dobrotliwie uśmiechniętego byłego premiera, ale można dać na przykład zdjęcie Kutza i piły mechanicznej, a podpisem mógłby być cytat Tego rodzaju ludzi trzeba z polskiego życia publicznego eliminować. A gdzie obowiązkowy pozytyw? Oczywiście, że jest, należy tylko podkreślić, że prezes nie zamierza całkiem wyeliminować Kutza, a jedynie z życia publicznego. Kutz może żyć - może to byłby dobry tytuł, albo optymistycznie nastrajająca pointa.

Płynnie przechodzimy do kolejnej pozytywnej informacji: 15-latka zamierza pozostać dziewicą (onet.pl). Drugi tytuł tej samej depeszy: Niewinna i czysta Miley Cyrus. Zdjęcie jest w porządku, więc nie zmieniamy. Jakąż to ulgę przynosi odbiorcom, że jest na świecie 15-letnia dziewica i w dodatku nie zamierza tego zmieniać przed milionową widownią podczas jakiegoś reality show.

Do tej pozytywnej informacji trzeba dodać wątek PiS-owski. Miley Cyrus taką jedynie słuszną decyzję z punktu widzenia jedynie słusznej religii podjęła po spotkaniu z Przemysławem Gosiewskim. Ponoć nie musiał jej długo przekonywać tym bardziej, że na horyzoncie zobaczyła zbliżającego się Karola Karskiego. PiS uratowało czystość Cyrus - proponuję taki tytuł.

Ceny mieszkań będą spadać - donosi Money.pl. Jaki nietrafny tytuł: Nie kupuj teraz mieszkania! Dzięki PiS-owi będą tańsze mieszkania - tak powinno to być, bo przecież taniejące nieruchomości to efekt zapoczątkowanego przez PiS programu budowy trzech milionów tanich mieszkań (brutalnie przerwanego przez nietrafne decyzje oszołomionych tendencyjnymi mediami wyborców). Program nie został zrealizowany, ale i tak przynosi efekty - słuszną linię miała nasza władza. Dlaczego tam jest zdjęcie robotników? Powinien być uśmiechnięty prezes z podpisem To jemu zawdzięczamy, że za miesiąc pracy możemy sobie kupić 33 centymetry kwadratowe mieszkania - o 3 centymetry więcej, niż za czasów układu.

GPW ostro w górę - co to za tytuł i dlaczego zdjęcie z giełdy zamiast z obrad kierownictwa PiS-u? Przecież giełda poszła do góry tylko dlatego, że PiS obiecał, iż nie będzie pojawiał się w mediach. Euforia inwestorów nie miała granic. 3-procentowe wzrosty zamiast 3-procentowych spadków zafundował nam prezes! Tylko tendencyjni dziennikarze zamiast docenić plan szefa partii i poinformować opinię publiczną o jego geniuszu, mówią i piszą, że PiS naprawdę chce zniknąć z mediów. Przecież on to zrobił dla inwestorów, dla przyszłych emerytów. Ktoś musi ratować giełdę. Łubu dubu, łubu dubu...

 
 Oceń wpis
   

Mija trzeci dzień od wyborów, a na moim blogu milczenie. Nie będę się tłumaczył tym, że musiałem odespać przedziwny wieczór wyborczy i wieczorami ucinam sobie drzemki, zamiast pisać mądre/głupie* rzeczy (*niepotrzebne skreślić).

Ale tak naprawdę nie wiem, co napisać. Nie ukrywam, że cieszę się, iż PiS nie wygrał. Nie wygrał, to dobre określenie, bo przegrał jest nietrafione. PiS nie może czuć się pokonane, bo to jedyna partia, która rządziła i po kolejnych wyborach powiększyła swój stan posiadania. To dobry wynik. Bierze się stąd, że wierni Kaczyńskim pozostali wierni, a doszli także dotychczasowi wyborcy Samoobrony i LPR-u.

Osobiście gratuluję PiS-owi dobrego wyniku i dobrej kampanii wyborczej. Kampania była dobra, mimo że niektóre jej elementy nieco obrażały inteligencję wielu odbiorców (ale tak było z kampaniami wszystkich partii).

Miała jednak jedną wadę - umiarkowanych przeciwników tej partii zachęcały do niej bardziej. A więc jak ktoś nie chciał iść na wybory, to jednak poszedł zagłosować na PO, a jak ktoś chciał głosować na LiD, to poszedł zagłosować na PO - byle odsunąć PiS od władzy, co gwarantowało głosowanie na partię Tuska.

Dla wielu osób popisówka (ale się dobrze złożyło: poPiSówka) CBA tuż przed wyborami oraz agitacja premiera z wykorzystaniem bezpłatnego czasu publicznej TV parę godzin przed ciszą wyborczą - to było zbyt wiele.

PiS miało dobrą kampanię, ale przegięło w ostatnich dniach.

Natomiast PO miała beznadziejną kampanię, ale w ostatnich dniach nastąpiło zdecydowane przeobrażenie. Nie znam tego środowiska, więc nie wiem, czy wymienili speców od kampanii, czy też starych olśniło.

Nie wiem, ale ta zmiana wyszła - jak zresztą pokazały wyniki - na dobre.

Tak naprawdę chciałem napisać krótko - jak zwykle nie wyszło - że cieszę się wynikiem wyborów.

Ciesze się mocno, żeby zdążyć się nacieszyć. Bo wiem, że czasu do radości nie ma wiele. Wkrótce PO zacznie się kompromitować i znów zacznie mi ubywać włosów, a z tych pozostających coraz więcej będzie siwych.

Przy okazji mam pytanie - czy to normalne, że w kwiecie wieku, ledwie po trzydziestce, tak szybko powiększają się zakola? To tak ma być, czy może to geny, czy też to wszystko wina polityki? Jak ktoś zna odpowiedź będę wdzięczny.

Na włosach bardzo mi zależy! Chodzi o to, żebym miał co rwać z głowy patrząc na to, co dzieje się na naszej scenie politycznej.

 
 Oceń wpis
   

Zdumiony byłem debatą Kaczyński-Tusk! Nie poznawałem szefa PO. Jakiś taki energiczny, nawet błysk w jego oku dostrzegłem!

Przez ostatnie dwa lata nie mogłem patrzeć na Tuska. Zgaszony taki, nie bronił się przed kopniakami, a nawet przyjmował je jakby z obojętnością. Grał tak, jak mu zgrał prezes Kaczyński.

A tu jakby wigor odzyskał. Momentami nawet przejmował inicjatywę podczas debaty. Sądziłem, że Pan Jareczek zmiażdży Donaldka i do wyborów szef PO nie zdąży się pozbierać. Jareczek i Donek to określenia zaczerpnięte z debaty. Tak słodko momentami było. To informacja dla tych nielicznych, którzy z powodu porodu dziecka, nagłego zasłabnięcia, awarii elektryczności, nie mogli zobaczyć debaty.

Przed pojedynkiem jeden z komentatorów stwierdził, że remis oznacza zwycięstwo Tuska. Zgadzam się. W moim odczuciu był remis - każdy z Panów mnie momentami zirytował, każdy momentami był zabawny, żaden nie był przekonujący.

Kaczyński nie powinien podkreślać, że normalna, prawdziwa Polska zaczęła się dwa lata temu. Za taką normalność dziękuję. Poza tym jestem z pokolenia, które zaczęło uczestniczyć w budowaniu kraju w latach 90. i nie życzę sobie, aby ktoś mi mówił, że niepotrzebnie się fatygowałem, bo współtworzyłem jakąś obrzydliwą, skorumpowaną, nędzną III RP.

Z kolei Tusk męczący był w powtarzaniu, że kraju jakaś okropna, straszliwa nędza panuje. No bogatym społeczeństwem to nie jesteśmy, ale znowu nie jakimiś dziadami, bo wysiłkiem wielu ludzi udało nam się jednak dokonać skoku cywilizacyjnego przez ostatnie kilkanaście lat.

Tusk uczepił się też tej emigracji. Pan, Panie Tusk, też by nie zatrzymał tych ludzi, gdyby był premierem. Za dużo obłudy i demagogii w tym.

Podsumowując: podobało mi się, bo było dużo bardziej emocjonująco niż podczas poprzedniej - wygranej przez Kaczyńskiego - debaty. Oczywiście wybory i tak wygra PiS, debata tego nie zmieni, jak nie zmieni tego, że w polskiej polityce jest jeden rozgrywający.

 
Polaków już nie ma? 2007-10-10 21:22
 Oceń wpis
   

Słuchając mówiących do mnie ze szklanego ekranu polityków doszedłem do wniosku, że nie ma już Polaków, albo to jakaś mniejszość w Polsce.

Najczęściej bowiem mowa o Zwykłych Polakach. Nie do końca wiem, czym taki Zwykły Polak różni się od Polaka. Oczywiście rozumiem, że w pewnym kontekście trzeba użyć przymiotnika typu zwykły, statystyczny, przeciętny, ale notoryczne używanie sformułowania Zwykli Polacy oznacza, że to jakaś inna nacja.

W dodatku nacja o bliżej niezidentyfikowanych poglądach albo naród schizofreników. Bowiem Zwykli Polacy według Jarosława Kaczyńskiego to ludzie, których brzydzi to, co przez 16 lat stało się w Polsce i dopiero od dwóch lat są zadowoleni z tego, że budowana jest IV RP. Natomiast Zwykli Polacy według Donalda Tuska, to ludzie zadowoleni ze skoku cywilizacyjnego, który dokonał się w Polsce w ciągu 16 lat, natomiast ostatnie dwa lata uważają za stracone i mają dość rządu PiS-u.

Oczywiście Polakiem nie jest też ten, kto jest przeciw nam, bo tylko my reprezentujemy interesy Zwykłych Polaków - mówią zgodnie wszystkie partie, nie tylko PiS i PO.

Może to zabrzmi patetycznie, nieżyciowo, itd., ale uważam, że Polacy, to po prostu Polacy. Dlaczego myśląc inaczej, mając różne poglądy polityczne, gospodarcze, mając różny status materialny, nie możemy zostać po prostu Polakami? Dlaczego politycy dzielą nas na Zwykłych i resztę, która w domyśle jest gorsza?

Postanowiłem więc pozostać po prostu Polakiem, wcale nie Zwykłym, wbrew Kaczyńskiemu, Tuskowi, Kwaśniewskiemu, Giertychowi, Lepperowi i im podobnym.

 
 Oceń wpis
   

Ledwie napisałem, że z Nelly Rokitą będzie wesoło podczas kampanii, a już się ziściło. Co prawda jakoś wybrnęła po opublikowaniu nagrania, w którym stwierdziła, że kobietom w PRL-u było lepiej, bo miały prawo do aborcji.

Dając wiarę jej wyjaśnieniom, że to taka ironia i żart, nie zmienia to faktu, że PiS z wielką atencją przyjęło na swoje listy osobę, która opowiada się liberalnym podejściem do kwestii aborcji.

Tłumacząc się ze swojej wcześniejszej wypowiedzi, Rokita stwierdziła, że każda kobieta powinna sama decydować, co chce zrobić z niechcianą ciążą. To jednak dość dalekie stanowisko od linii PiS-u.

Jednak o dziwo, wcale to nie przeszkadza tej partii. Trzeba przyznać, że Prawo i Sprawiedliwość bardzo się zmieniło i w kwestiach etycznych zgadza się na pluralizm. Potrafi pogodzić katolickie spojrzenie na aborcję ze stanowiskiem prezentowanym głównie przez SLD. To nowość i chyba największa niespodzianka tegorocznej kampanii wyborczej.

Ale dobrze świadczy to o PiS-ie i dowodzi, że partia ta ewoluuje. Jednak transfery mają dobroczynny wpływ na zdawałoby się konserwatywną w kwestiach wartości partię.

Przy okazji jedno pytanie związane z Nelly Rokitą: kto współfinansuje jej kampanię wyborczą? Tak, Ty drogi podatniku, bo Rokita walczy o głosy Polonii amerykańskiej za pieniądze z budżetu kancelarii prezydenta.

Prezydent zagadnięty, co w Stanach robi z nim Pani Rokita, odpowiedział, że chciał się z nią bliżej poznać i pogawędzić w samolocie. Rozumiem, że prezydencki samolot z Nelly, czy bez niej i tak by poleciał. Współpracownica Pana Prezydenta nie ma nadwagi, więc samolot nie spalił więcej paliwa przez jej obecność.

Jednak podróż zagraniczna to nie tylko przelot, ale wiele innych kosztów, w tym hotele. Chyba Nelly Rokita nie spała z Lechem Kaczyńskim w jednym łóżku, aby nie zwiększać kosztów?

Jakoś nie chce się wierzyć, że Rokita poleciała tylko po to, aby prezydent się nie nudził 10 tysięcy metrów nad oceanem.

Odpowiedź jest jedna, Nelly zdobywa głosy Polonii, bo Polonia głosuje na listę warszawską. Jednak dla przyzwoitości, prezydent lub jego pełnomocniczka do spraw kobiet, mogli choć bąknąć, że Rokita przybyła za ocean, aby zebrać doświadczenia amerykańskich działaczek, przyjrzeć się sytuacji emigrantek i zatroszczyć o nie.

Jednak ani słowa o tym. A tak prosto można było wyjaśnić tę dziwną wizytę.

 
1 | 2 |





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.