rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Miałem sen, że zwolennicy LiD-u idąc do biało-czerwonych urn wrzucą karty do głosowania z krzyżykiem postawionym przy PO! Miałem sen, że Polska trawiona obecnie bezprawiem i uciskiem przez braci Kaczyńskich przemieni się w oazę wolności! Miałem sen, że będę premierem dzięki Wam, Polacy i dla Was wszystkich! - to nie jest dosłowny cytat z wystąpienia Tuska na koniec debaty, ale było blisko tego.

Na pewno nie jest to walka o tak wielką sprawę, jak o równe prawa dla murzynów w USA, ale zapał lidera PO był wręcz zapierający dech w piersiach. Nikt nie mógł mieć wątpliwości, że temu człowiekowi zależy na zwycięstwie niemniej, jak Lutherowi Kingowi zależało na wolności dla wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych.

Jestem pod wrażeniem transformacji, jaką przeszedł Donald Tusk. Ostatnie lata - aż do debaty z Jarosławem Kaczyńskim - był Ciamciaramciam (jak trafnie nazwał go Roman Giertych). Nagle pokazał się jako prawdziwy lider, rasowy polityk z werwą. Brutalnie mówiąc, odzyskał cojones i to jakie!

Wieściłem zmierzch Paltformy. Twierdziłem, że przegra wybory i nawet dodawałem, że zasłużyła na to. Zwycięstwo należy się PiS-owi (kliknij tutaj, aby przeczytać wspomniany felieton). Teraz już nie jestem pewien swoich słów sprzed kilku tygodni. Nie powtórzyłbym po debacie tych słów: Platforma Obywatelska - niepełnosprawni w polityce.

Co więcej, na zwycięzcę debaty wskazywałbym Aleksandra Kwaśniewskiego. Znokautował Tuska w pierwszej turze, która zwykle jest domeną lidera PO, poświęconej gospodarce. Kwaśniewski nie dał się zapędzić w kozi róg, jak dał się zapędzić Kaczyński. Wręcz pokonał Tuska jego własną bronią.

Debata zakończyłaby się remisem, gdyby nie właśnie ostatnie wystąpienie Tuska. Porywające.

Pewnie jeszcze nie raz będę żałował, że tyle ciepłych słów napisałem o Tusku. O Platformie nie mam najlepszego zdania. O Tusku też miałem niezbyt pochlebne, ale może jednak dwie wielkie porażki i lata upokorzeń wyszły mu na dobre? A może tylko zmienił speców od kampanii wyborczej?

Tak czy inaczej, apel do zwolenników LiD-u, aby nie marnowali głosu, tylko zagłosowali na niego, jeśli nie chcą PiS-u u władzy, był genialnym posunięciem.

Tylko, czy ewentualne jego zwycięstwo w wyborach wyjdzie Polakom na dobre? Czy przed kolejnymi wyborami znów będę czekał na sen, w którym dobrzy politycy zastępują skompromitowanych?

 
 Oceń wpis
   

Zdumiony byłem debatą Kaczyński-Tusk! Nie poznawałem szefa PO. Jakiś taki energiczny, nawet błysk w jego oku dostrzegłem!

Przez ostatnie dwa lata nie mogłem patrzeć na Tuska. Zgaszony taki, nie bronił się przed kopniakami, a nawet przyjmował je jakby z obojętnością. Grał tak, jak mu zgrał prezes Kaczyński.

A tu jakby wigor odzyskał. Momentami nawet przejmował inicjatywę podczas debaty. Sądziłem, że Pan Jareczek zmiażdży Donaldka i do wyborów szef PO nie zdąży się pozbierać. Jareczek i Donek to określenia zaczerpnięte z debaty. Tak słodko momentami było. To informacja dla tych nielicznych, którzy z powodu porodu dziecka, nagłego zasłabnięcia, awarii elektryczności, nie mogli zobaczyć debaty.

Przed pojedynkiem jeden z komentatorów stwierdził, że remis oznacza zwycięstwo Tuska. Zgadzam się. W moim odczuciu był remis - każdy z Panów mnie momentami zirytował, każdy momentami był zabawny, żaden nie był przekonujący.

Kaczyński nie powinien podkreślać, że normalna, prawdziwa Polska zaczęła się dwa lata temu. Za taką normalność dziękuję. Poza tym jestem z pokolenia, które zaczęło uczestniczyć w budowaniu kraju w latach 90. i nie życzę sobie, aby ktoś mi mówił, że niepotrzebnie się fatygowałem, bo współtworzyłem jakąś obrzydliwą, skorumpowaną, nędzną III RP.

Z kolei Tusk męczący był w powtarzaniu, że kraju jakaś okropna, straszliwa nędza panuje. No bogatym społeczeństwem to nie jesteśmy, ale znowu nie jakimiś dziadami, bo wysiłkiem wielu ludzi udało nam się jednak dokonać skoku cywilizacyjnego przez ostatnie kilkanaście lat.

Tusk uczepił się też tej emigracji. Pan, Panie Tusk, też by nie zatrzymał tych ludzi, gdyby był premierem. Za dużo obłudy i demagogii w tym.

Podsumowując: podobało mi się, bo było dużo bardziej emocjonująco niż podczas poprzedniej - wygranej przez Kaczyńskiego - debaty. Oczywiście wybory i tak wygra PiS, debata tego nie zmieni, jak nie zmieni tego, że w polskiej polityce jest jeden rozgrywający.

 
 Oceń wpis
   

Lekarz byłego prezydenta stwierdził, że jego pacjent nie jest i nie był chory na zakaźną chorobę przywiezioną z Filipin. Bolał go brzuch, zalecił mu dietę.

Lekarz musiał to ujawnić, bo gdyby Aleksander Kwaśniewski miał chorobę zakaźną, a lekarz nie podzielił się tą wiedzą z Sanepidem, to mógłby zostać ukarany grzywną.

I tak to wytrawny, zawodowy polityk, dał się zrobić jak dziecko. Aleksander Kwaśniewski powinien znać ustawę z 2001 roku, która nakazuje lekarzom powiadamianie Sanepidu o przypadkach chorób zakaźnych. Powinien ją znać, bo sam ją podpisał. Ale o niej zapomniał, bo gdyby pamiętał, inaczej by się tłumaczył.

Albo nie docenił przeciwnika. Sanepid w kampanii przedwyborczej został użyty po raz pierwszy, ale dobrze, że tak się stało. Może to nauczy Olka, małego krętacza - jak go nazywa Józef Oleksy - że czasem lepiej milczeć, niż kłamać w żywe oczy.

Dziwi mnie też niesmak byłego prezydenta spowodowany tym, że wszyscy się interesują jego zdrowiem. Gdy lektura niemieckiej prasy zaszkodziła obecnemu prezydentowi, to też cały kraj się tym interesował. Pewien jestem, że gdyby premier lub Donald Tusk zachowywali sie podobnie, jak Kwaśniewski w Szczecinie, to też cała Polska zatroszczyłaby się i dopytywała o przyczyny dolegliwości.

Wielu osobom zapewne zdarzyło się w młodzieńczych latach tłumaczenie rodzicom złego samopoczucia po prywatce, nieświeżą sałatką tam skonsumowaną. Rodzice zapewne wyjaśnienia te przyjmowali z taką samą wiarą, jak dziennikarze i opinia publiczna przyjęła wyjaśnienia byłego prezydenta.

Tylko że w wieku nastu lat nie ma się takiego doświadczenia, jakie ma dojrzała osoba w dodatku po kilkudziesięciu latach spędzonych na uprawianiu polityki. Tym bardziej niezrozumiałe jest, że były prezydent się dziwi, iż opinia publiczna nie łyka jego wyjaśnień. Powinna łykać bez zmrużenia oka, jak Kwaśniewski lekarstwa.

 
Polaków już nie ma? 2007-10-10 21:22
 Oceń wpis
   

Słuchając mówiących do mnie ze szklanego ekranu polityków doszedłem do wniosku, że nie ma już Polaków, albo to jakaś mniejszość w Polsce.

Najczęściej bowiem mowa o Zwykłych Polakach. Nie do końca wiem, czym taki Zwykły Polak różni się od Polaka. Oczywiście rozumiem, że w pewnym kontekście trzeba użyć przymiotnika typu zwykły, statystyczny, przeciętny, ale notoryczne używanie sformułowania Zwykli Polacy oznacza, że to jakaś inna nacja.

W dodatku nacja o bliżej niezidentyfikowanych poglądach albo naród schizofreników. Bowiem Zwykli Polacy według Jarosława Kaczyńskiego to ludzie, których brzydzi to, co przez 16 lat stało się w Polsce i dopiero od dwóch lat są zadowoleni z tego, że budowana jest IV RP. Natomiast Zwykli Polacy według Donalda Tuska, to ludzie zadowoleni ze skoku cywilizacyjnego, który dokonał się w Polsce w ciągu 16 lat, natomiast ostatnie dwa lata uważają za stracone i mają dość rządu PiS-u.

Oczywiście Polakiem nie jest też ten, kto jest przeciw nam, bo tylko my reprezentujemy interesy Zwykłych Polaków - mówią zgodnie wszystkie partie, nie tylko PiS i PO.

Może to zabrzmi patetycznie, nieżyciowo, itd., ale uważam, że Polacy, to po prostu Polacy. Dlaczego myśląc inaczej, mając różne poglądy polityczne, gospodarcze, mając różny status materialny, nie możemy zostać po prostu Polakami? Dlaczego politycy dzielą nas na Zwykłych i resztę, która w domyśle jest gorsza?

Postanowiłem więc pozostać po prostu Polakiem, wcale nie Zwykłym, wbrew Kaczyńskiemu, Tuskowi, Kwaśniewskiemu, Giertychowi, Lepperowi i im podobnym.

 
 Oceń wpis
   

Rząd przyjął we wtorek projekt noweli ustawy o ochronie zdrowia psychicznego - czytam w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.

Znowelizowane przepisy mają stworzyć podstawę prawną umożliwiającą wydanie rozporządzenia wprowadzającego pierwszy "Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego" - podaje dalej PAP.

A ja się pytam, dlaczego tak późno? Przecież Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego powinien zacząć działać jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej!

Ma on zapewnić obywatelom pomoc na najwyższym poziomie. A nie ma tej pomocy w tak ważnym momencie! Co mam począć bez Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego?

Jak przetrwać do 21 października? I co będzie po tej dacie?

Specjalistyczna pomoc może się okazać niezbędna, bo dwa lata dało się jakoś wytrzymać, choć nerwy mam w strzępach, ale sześciu lat chyba nie dam rady.

Program przewidziano na lata 2009-2013, więc - myślę - muszę jeszcze te dwa lata przetrwać.

A od 2009 roku będzie na mnie czekała wyśmienita opieka. Ma zostać zatrudnionych dodatkowych siedem tysięcy psychiatrów. Mam nadzieję, że wystarczy ich dla wszystkich.

 
Na wybory weźmy kredki! 2007-10-03 22:25
 Oceń wpis
   

Nadchodzą wybory, a więc i obywatele się aktywizują. Funkcjonują co najmniej dwie akcje godne uwagi. Pierwsza, to "Zabierz babci dowód", druga, to "Pobazgraj swoją kartę do głosowania". O ile udział w pierwszej akcji jest karalny, to duga jest całkowicie legalna.

Obie są bardzo zabawne. Krążą maile i SMS-y, mniej więcej takiej treści: Nadchodzą wybory. Chcesz uratować kraj, zabierz babci dowód. O ile hasło jest zabawne, to uważam, że drogą do ratowania kraju jest udział w wyborach, a nie eliminowanie moherowego elektoratu poprzez zabieranie mu dowodów. Za samo rozsyłanie tego apelu grozi zresztą do 5 lat więzienia. Ale więcej nie będę o tym pisał, bo co myślę, napisałem w felietonie dla Money.pl.

Dowiedziałem się o drugiej akcji. Polega ona na tym, żeby oddać dwa głosy: jeden stawiając krzyżyk przy wybranym kandydacie, a drugi, pisząc na karcie wyborczej, co sądzimy o politykach, sytuacji w kraju, o swoim sąsiedzie, czy szefie. O czymkolwiek. Autor akcji zachęca też do pokazywania swego zdania poprzez rysunki, grafiki i inne formy wyrazu.

Nie będę zresztą wyręczał Viktora z Bielska. Posłuchajcie i popatrzcie:



Viktorowi rację przyznaje Ferdynard Rymarz, szef Państwowej Komisji Wyborczej.



Co prawda szef PKW nie jest urzeczony tą akcją, ale obu Panów łączy jedno: chęć przyciągnięcia do urn młodych ludzi. Dlatego przyłączam się do nich.

Walczę z powszechnym tumiwisizmem, zachęcając do głosowania także ludzi, którzy nie mają na kogo oddać swojego głosu, nawet na zasadzie mniejszego zła.

Niestety nasz drugi głos - dopisany lub dorysowany - nie ma żadnej siły. Jedynie może rozśmieszyć lub wkurzyć członka komisji.

Tak więc akcja podoba mi się dlatego, że jest. Jest to obliczone na zainteresowanie wyborami, a więc - jak pewien zacny człowiek napisał mi w mailu podsyłając linki do tych filmików - "fajne i anarchistyczne, a jednocześnie państwotwórcze".

Nie wiem, czy coś może jednocześnie państwowotwórcze i anarchistyczne. Jeśli coś może takie być, to właśnie ta akcja.

Nie zapomnijcie o kredkach, bo będziecie skazani na urzędowy długopis!

 
 Oceń wpis
   

Populizm sięgnął zenitu! Nawet TVN idzie po bandzie i konkuruje z Faktem. W programie Teraz my Sekielski z Morozowskim donieśli, że Lech Kaczyński wydał na alkohol 76 tysięcy złotych i pokazali wzruszający materiał, ile głodnych dzieci za taką kwotę można wyżywić.

Po materiale przeczytali oświadczenie kancelarii prezydenta, która sprostowała, że wydała nie 76 tysięcy złotych, ale 83 tysiące.

No ja przepraszam, ale jak można takie populistyczne farmazony podawać telewidzom. Równie dobrze można wyliczyć, ile dzieci zje posiłek, jeśli prezydent zrezygnuje z limuzyny oraz obstawy i przesiądzie się na hulajnogę. Jadąc hulajnogą zrobi na swoich gościach podobne wrażenie, jak podając im nalewkę brzoskwiniową za 4,99.

Nie głosowałem na Lecha Kaczyńskiego, ale litości - demagogia ma swoje granice.

Żeby nie było, iż Kaczyński jest taki zły, w Teraz my powiedzieli także, że przez trzy lata urzędowania Aleksander Kwaśniewski wydał 917 tysięcy złotych na alkohole. Ale w tym przypadku jest pociecha, że nie wszystko trafiło w gardła gości.

Podano także, że alkoholami za 83 tysiące złotych prezydent Kaczyński poczęstował 1930 gości. 40 złotych na łebka. Biorąc pod uwagę, że były to alkohole z wyższej półki, to w pałacu nie było szaleństw.

Jakie było podsumowanie? Sekielski lub Morozowski (nie pamiętam który) powiedział, że może alkohol nie jest potrzebny w pałacu prezydenckim. Toasty można wznosić wodą. Albo nie zrozumiałem dowcipu, albo ten program jest żenujący.

Zaraz po alkoholu i głodnych dzieciach TVN nadał reklamę żarówek przekonującą, że dzięki produktom Osram można zaoszczędzić.

To ja mówię, żeby w studiu programu Teraz my zamienić reflektory na żarówki Osram, a zaoszczędzone pieniądze dać na głodne dzieci.

Bo ja żarówkuję taki populizm.

P.S. Żeby prezydent mógł zaoszczędzić, może trzeba obniżyć akcyzę na alkohol? Głodne dzieci skorzystają, prezydenta nie będą się czepiać, a i mój domowy budżet zyska przy okazji.

 
 Oceń wpis
   

Aleksander Kwaśniewski wypadł dobrze, jak prawie zawsze - pokazał się jako elokwentny laluś, inteligentny, gdy trzeba uszczypliwy. Dlatego nie było zaskoczenia. Zaskoczył Jarosław Kaczyński, który zaprezentował się, jako całkiem zrównoważony polityk.

Błysnął kilka razy dowcipem i inteligencją. Gdyby pokazał swoje oblicze zaściankowego pieniacza, poległby z kretesem.

Cenię premiera i PiS-owskich speców właśnie za profesjonalizm w prowadzeniu kampanii wyborczej. Gdy premier przemawia do ciemnego ludu, to wali jak łopatą w głowę. Ciemny lud to kupuje. Tak jak znakomite (dla ciemnego ludu) reklamówki wyborcze.

Jednak debaty ciemny lud nie oglądał (na Polsacie zamiast niej był jakiś inny program) i trzeba było dobrze wypaść przed nieco bardziej wyrobionymi wyborcami. To Kaczyńskiemu się udało. Kaczyński wypadł dobrze i tym zaskoczył. Kwaśniewski wypadł dobrze, ale dla niego to standard. Dlatego Kaczyński vs Kwaśniewski 1:0.

Co do samej debaty - spodziewałem się, że będzie nudniejsza. Było momentami wesoło. W poczuciu humoru 1:1. W uszczypliwościach też remis 1:1. Jeśli chodzi o obronę swojej wizji polityki, to ocena już zależy od upodobań politycznych.

Debata umocniła zwolenników Kwaśniewskiego w tym, że dobrze wybrali i będą głosować na LiD. Zwolenników Kaczyńskiego, że dobrze robią planując oddać głos na PiS.

Nie wierzę, że po tej debacie niezdecydowani wyborcy, jak ja, powezmą przekonanie, że warto głosować na stronnictwo któregoś z panów. Mówiło się, że debatę wygra Tusk. Też nie wygrał.

Wydaje mi się, że po tej debacie jest status quo. Nikt nie zyskał, nikt nie stracił, ale dobrze, że się odbyła. Przynajmniej mogłem zobaczyć przebłyski ludzkiej twarzy naszego premiera. Ale dalej nie wiem, co zrobić ze swoim głosem.

 
 Oceń wpis
   

Napiszę krótko, to co nieco dłużej napisał mój zacny kolega Olgierd Rudak: na wybory trzeba chodzić. Napisałem krótko, żeby nie powtarzać celnych argumentów (kto chce, to przeczyta). Dodam tylko jeden: jeśli naprawdę nie ma się na kogo zagłosować - nawet na zasadzie wyboru mniejszego zła, to trzeba pójść na wybory i oddać głos nieważny.

Na temat tego argumentu chcę się nieco rozpisać. Może pół miliona, milion lub dwa miliony nieważnych głosów, dadzą do myślenia politykom? OK, nic nie zmienią, ale chwila refleksji naszej klasie politycznej nie zaszkodzi.

Po co iść, żeby oddać głos nieważny? Bo nie idąc na wybory jasno mówimy: mamy w... głębokim poważaniu nasz kraj i prosimy sąsiadów, aby wybrali władzę za nas.
Poza tym, jak można nie brać udziału w jedynym święcie demokracji, gdy następuje jedyny taki moment, w którym coś od nas zależy?

Nie idąc na wybory jednocześnie mówimy "nie chcemy demokracji". Niektórzy twierdzą, że właśnie demokracja polega na tym, że można nie głosować. Uważam jednak, że jeśli ktoś nie jest zwolennikiem autokratycznych systemów, dyktatury albo libertariańskich utopii (w tym momencie kolega Olgierd lub koleżanka Agnieszka mnie przeklinają) to powinien głosować.

Głos nieważny, też jest głosem. Nie pójście na wybory nie jest głosem - chyba, że może przynieść wymierny skutek polityczny, jak pisze Olgierd.

Generalnie jestem przeciwnikiem wprowadzania sankcji, za brak udziału w wyborach bez usprawiedliwienia (co jest praktykowane w kilku krajach o głęboko zakorzenionych demokratycznych tradycjach). Jednak jak patrzę na frekwencję rzędu 40 procent lub mniej, to zastanawiam, się, czy nie warto jakoś tego rozwiązać.

Niestety nie mam pomysłu. Nie jestem zwolennikiem praktykowanej w innych krajach grzywny. To najprostsze rozwiązanie, ale dość brutalne. Nie chcę, żeby ludzie głosowali, bo nie stać ich na zapłacenie grzywny. Może trzeba wprowadzić inne?

A może zamiast sankcji po prostu apel: człowieku, nasz kraj nie należy do polityków, tylko do ludzi tu mieszkających. Mieszkając tu, a nie głosując, de facto oddajesz władzę politykom. Bo wielu zależy na tym, żebyś nie poszedł do wyborów, bo zdobyć władzę mogą tylko dzięki mniejszości wyborców.

Niestety w skuteczność apeli nie wierzę za bardzo. Dlatego 21 października znów władza zostanie wybrana przez mniejszość Polaków.

 
 Oceń wpis
   

Czym się różni Władysław Bartoszewski od Jarosława Kaczyńskiego? Ten pierwszy ma klasę, styl i przede wszystkim autorytet.

Po dzisiejszej wymianie zdań między obu Panami (prawdziwej wymiany nie było, pierwszy przemawiał w Krakowie, drugi trochę później w Szczecinie) muszę wyrazić ubolewanie. Ubolewanie, że premier lubuje się w niszczeniu autorytetów.

Niech sobie niszczy Tuska, Kwaśniewskiego i kogo tam jeszcze chce, ale niech się ograniczy do tej ligi.

Dlaczego po raz kolejny obrzucił błotem osobę, która dla wielu jest wielkim autorytetem. Mało kto ma taki życiorys i całym swoim długim już życiem udowodnił, że jest ze wszech miar porządnym i prawym człowiekiem.

Kto ma być autorytetem dla młodego pokolenia Polaków, skoro ci słyszą, jak premier RP pluje na takich ludzi? Kaczyński ma być autorytetem? Giertych junior a może senior? Czy może Przemysław Edgar?

Jak można (nie pierwszy raz) powiedzieć o Bartoszewskim, że on cokolwiek na kolanach robił, czy służalczo zgięty w pas? Według premiera właśnie tak prowadził rozmowy z Niemcami w czasie, gdy był ministrem spraw zagranicznych.

Po namyśle stwierdzam, że Jarosław Kaczyński mówi tak przez zazdrość. Zazdrości Bartoszewskiemu, że ten może z Niemcami rozmawiać jak równy z równym, bo jest dla nich autorytetem. To Niemcy mają kompleks wobec Bartoszewskiego, więc on nie musi na nich poszczekiwać jak mały kundelek na doga.

Gdy rozmawia z Niemcami, nie musi krzyczeć, grozić, wymachiwać szabelką. Po prostu mówi i jest słuchany.

Premier ma czego zazdrościć i widać ma nieodparta potrzebę uzewnętrznienia tego uczucia.

Być może góra Ślęża ma kompleks wobec Czomolungmy, ale przynajmniej nie zdradza tego nikomu. Dlatego wszyscy ją lubią i nawet podziwiają. Bo choć niezbyt wielka, to godnie się prezentuje.

P.S. Do Władysława Bartoszewskiego - choć uważam go za autorytet - mam jednak żal o to, że zaangażował się w kampanię PO. Partia ta jeszcze go rozczaruje. Dlatego powinien trzymać się w większej odległości od bieżącej polityki. Gdyby powiedział to, co powiedział, ale nie na konwencji PO, miałoby jeszcze większą siłę rażenia.

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.