rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Ale afera! Tuż przed olimpiadą wyszło na jaw, że Chiny nie są krajem demokratycznym! Łamane są tam prawa człowieka, wykonywane wyroki śmierci, a w dodatku Tybetańczycy pokazali, że nie zapraszali Chińczyków, tylko ci ich okupują. W dodatku nieproszeni goście brutalnie pacyfikują niepokornych autochtonów. Pół świata zamarło z przerażenia! I co teraz będzie?

Dotąd w Chinach było fajnie. Kraj ten pomagał reszcie świata tanio produkując zamawiane rzeczy. Światowe koncerny przenosiły produkcję do Kraju Środka, politycy największych potęg gospodarczych bardzo uważali, żeby nie podpaść Komunistycznej Partii Chin. I nagle takie rozczarowanie... Za kilka dni może się okazać, że te tanie produkty wytwarzają małe dzieci, więźniowie polityczni oraz wywłaszczeni chłopi. Nie daj Boże wyjdzie na jaw, że robotnicy pracują w haniebnych warunkach.

Co teraz? Już wiadomo, że Donald Tusk wstrząśnięty newsem, iż Chiny okupują Tybet, zapowiedział, że nie pojedzie na igrzyska. Gdy ta informacja dotarła do Chin, to zapewne pilnie zwołano posiedzenie kierownictwa KPCh. Dygnitarze radzili, czy czasem nie odwołać olimpiady. Bez Tuska impreza może się udać. Miejmy nadzieję, że jakoś wybrną z kłopotu.

Nie tylko zresztą Tusk bojkotuje imprezę, ale także inni politycy zamierzają tak uczynić. Pojawiły się też nawoływania do bojkotu produktów Coca-Coli i Adidasa - głównych sponsorów hucpy.

A mnie to wszystko śmieszy, bo tak naprawdę wszyscy lubią Chiny. Gdyby buddyzm nie był w modzie, a dalajlama nie był lansowany, to nawet nikt by się nie zainteresował losem Tybetańczyków. Jest tyle innych uciśnionych i wyniszczanych narodów, a nikt się nad nimi nie użala. Nad Tybetem jednak wypada.

Dlaczego mimo to wielkie koncerny i wielcy politycy lubią Chiny? Bo światem rządzi pieniądz. Konsumenci i wyborcy lubią swoje pieniądze, dlatego pośrednio lubią Chiny. Wolimy tańsze komputery od droższych, to samo dotyczy telewizorów, radioodbiorników, komórek, itd, itp. Wcale nie chodzi o tanie koszulki lub trampki, bez których rzeczywiście moglibyśmy się obyć. Jednak w niemal każdym sprzęcie, który jest w naszych domach - niezależnie jakiej marki - w środku jest coś Made in China. Bez produktów z tego kraju, mielibyśmy mniej pieniędzy lub mniej gadżetów.

Dlatego Chiny są fajne!

O tym, że Chińczycy zorganizują olimpiadę w 2008 roku, wiadomo od roku 2001. Dlaczego dopiero dziś pojawiło się święte oburzenie? Przez siedem lat wszyscy żyli w przekonaniu, że Tybetańczykom jednak jest dobrze pod chińską okupacją?

Skończmy z tą obłudą! I tak olimpiada organizowana jest po to, aby między biegiem a skokiem, między pływaniem a meczem, pokazać reklamy. Po to, aby reprezentanci sponsorów mogli pohasać w koszulkach z logo firmy z gdzieś upchniętym godłem kraju, z którego przyjechali. Żeby mogli całować złote medale na tle reklamy firmy, która sporo zapłaciła, aby takie ujęcia obiegły świat.

Gdzie tu miejsce na sentymenty? Na Tybetańczyków, więźniów politycznych, prawa człowieka?

Sens ma zmuszanie (choćby środkami ekonomicznymi) władz Chin do przestrzegania podstawowych praw człowieka codziennie aż do skutku. Przyznawanie im prawa do organizacji olimpiady, a później obrażanie się na panującą tam rzeczywistość, jest cynizmem.

Dlatego bojkotuję bojkot. Wypiłem dziś sprite'a!

 
 Oceń wpis
   
Jesteś bezrobotnym mieszkańcem popegeerowskiej wsi pod Rzeszowem? Zostań tam i żyj z tego, co da ci opieka społeczna. Jeśli zaczniesz szukać szczęścia gdzie indziej, to czekają na ciebie kłopoty. Taki jest w Polsce system - chcesz żyć spokojnie i bez problemów, to powinieneś umrzeć tam, gdzie się urodziłeś. Uściślając powinieneś żyć i umrzeć tam, gdzie jesteś zameldowany.

Nie sądziłem, że z wpisu Prezydent Wrocławia dzieci nie lubi zrobi się serial - ale stało się. Kontynuacja nastąpiła na łamach Money.pl w komentarzu Wygodni urzędnicy i głupie prawo. Okazuje się, że o wciąż obowiązującej komunistycznej ustawie meldunkowej można pisać w nieskończoność, a jeśli do tego dołoży się podejście władz miasta Wrocławia, które z wielką gorliwością stosują absurdalne przepisy, to wychodzi przepis na komedię.

Specyficzna to komedia, bo publiczność rwie włosy z głowy zamiast się chichotać, za to pęka ze śmiechu towarzysz Gierek (ustawa pochodzi z lat 70.) wraz z towarzyszem Dutkiewiczem (prezydentem Wrocławia, który każe urzędnikom ustawę wybiórczo stosować).

Dlaczego znów o tym piszę? Dziś dowiedziałem się, że dziecko mojego kolegi nie pójdzie do przedszkola, bo nie jest zameldowane w tym zacnym grodzie. A więc jego mama (od lat z mężem mieszkająca w stolicy Dolnego Śląska) do pracy zapewne nie pójdzie, co za tym idzie nie będzie płacić podatków.

Jest dobra wiadomość: urzędnicy podlegli towarzyszowi Dudkiewiczowi nie zawsze są konsekwentni w stosowaniu ustawy meldunkowej. Wykorzystują jej zapisy, gdy im wygodnie.

Mój inny znajomy, o którym wcześniej pisałem, wcale nie będzie musiał dowozić dziecka do szkoły z Wrocławia do Kędzierzyna-Koźla (130 km). Proponowali mu to urzędnicy, ale w ostatniej chwili się rozmyślili i łaskawie dziecko przyjęli do wrocławskiej podstawówki mimo braku meldunku w tym mieście.

O co więc chodzi? Nie wiadomo. Wniosek jest jednak taki, że człowiek w Polsce jest przywiązany do ziemi jak chłop pańszczyźniany. W dodatku wcale nie wierzę, że to się zmieni. Choć premier Donald Tusk zapowiedział zniesienie obowiązku meldunkowego, nigdy do tego nie dojdzie. Trudne będzie nawet zliberalizowanie PRL-owskiego prawa.

Urzędnicy stwierdzą, że bez ustawy meldunkowej bałagan straszny się zrobi, policja doda, że zwiększy sie przestępczość i spadnie wykrywalność, kościół uzna, że ksiądz nie trafi po kolędzie, a Poczta Polska udowodni, że nie będzie mogła wydawać listów poleconych.

Ostatecznie wyjdzie na to, że prawo trzeba będzie zaostrzyć. Może więc lepiej ustawy nie ruszać, a my nie ruszajmy się z miejsca zameldowania.

P.S. Więcej o absurdach wynikających z ustawy meldunkowej pisała moja koleżanka w tekście Obowiązek meldunkowy - kosztowny absurd.
 
Dlaczego PO mnie irytuje 2008-03-13 23:42
 Oceń wpis
   

Nie mogę słuchać wypowiedzi polityków Platformy o podatku liniowym. Polityków z pozostałych partii także. Zrodziła się jakaś ponadpartyjna koalicja na rzecz zniszczenia idei podatku liniowego. Jej celem jest wmówienie ludziom, że podatek liniowy to jakieś dziwadło. Jak dyskusja będzie się dłużej ciągnąć, to wszyscy zapomnimy, czym jest podatek liniowy i jakie niesie korzyści.

Największe pretensje mam do PO, bo ona zaczęła dyskusję od razu myląc pojęcia - co nienajlepiej świadczy o wiedzy polityków tego ugrupowania, ukierunkowanego ponoć na gospodarkę.

Platforma chce wprowadzenia podatku płaskiego, takiego jaki mamy dziś, tylko że zostanie jedna stawka zamiast trzech. Niewiele to uprości, bo nie zniknie potrzeba wypełniania zeznań podatkowych i potrzebna będzie armia urzędników do sprawdzania, czy aby obywatele dobrze zaokrąglili kwoty i nie muszą czasem dopłacić dwóch złotych z karnymi odsetkami. Trzeba też sprawdzać, czy dobrze poodpisywali ulgi i czy mieli do tego prawo.

A my będziemy nadal musieli przez pięć lat trzymać wszystkie kwity, a w razie wezwania tłumaczyć się, czy w 2003 roku rzeczywiście kupiliśmy farbę i pomalowaliśmy przedpokój. A jak udowodnić, że farby nie sprzedaliśmy na bazarze, skoro w przedpokoju jest już tapeta, na którą nie mamy faktury, bo po zniesieniu ulgi budowlanej nawet o nią nie poprosiliśmy w sklepie?

Nie chcę powtarzać argumentów z wpisu na podobny temat - Liniowy jest sprawiedliwy, ale nikt go nie chce wprowadzić.

W każdym razie żaden z polityków nie mówi o podatku liniowym, choć to sformułowanie często pada. Podatek liniowy - może jakiś polityk przeczyta i się dowie - nie może mieć żadnych ulg, kwot wolnych, odliczeń - bo przestaje być wtedy liniowym. Jego zaletą jest właśnie prostota. Nie wypełnia się PIT-a, bo po co - od każdej zarobionej złotówki pracodawca odprowadza na przykład 15 procent. I już. PIT-y znają jedynie osoby, które mają dodatkowy dochód na przykład z wynajmu mieszkań. Muszą wtedy same odprowadzić należną kwotę.

Urzędnicy nie mają czego sprawdzać, więc mogą się zająć kontrolą osób, które nie płacą podatków. Ściągalność podatków rośnie.

Z tych powodów irytuje mnie Platforma. Reszta ugrupowań męczy mnie powtarzaniem sloganów, że taki podatek jest niesprawiedliwy. Nie może być tak, że Krauze lub Kulczyk mają płacić tyle samo co Chochołowski. Z matematyki miałem najczęściej coś około czwórki (może trochę w górę zaokrąglam), ale wiem, że 15 procent z 10 tysięcy złotych, to 1,5 tysiąca. Ze 100 tysięcy będzie to 15 tysięcy. Tylko polityk może wyliczyć, że 1500 = 15000. Mój matematyk - zacny pan Ciesiołka - nie dałby mi czwórki (czy stopnia zbliżonego do czwórki), gdybym przedstawił mu takie równanie.

Z całym szacunkiem do pensji w Money.pl (nie narzekam i pozdrawiam Prezesa) to jednak po wprowadzeniu podatku liniowego nie płaciłbym tyle samo, co Krauze, albo inny bardzo bogaty człowiek.

Zgodzę się, że niesprawiedliwy jest podatek kwotowy. Trudno byłoby się pogodzić z sytuacją, w której każdy podatnik miałby płacić dajmy na to trzy tysiące złotych rocznie niezależnie od tego ile i czy w ogóle zarabia.

I dlatego zirytowany jestem. Populizmem PO, która reklamuje swoją hybrydę jako podatek liniowy, a resztę za wmawianie, że 1500 = 15000. I jak w takiej atmosferze mówić o reformie podatkowej?

 
 Oceń wpis
   
Osoba aktywna zawodowo, to dla miasta zysk. Dziecko osoby aktywnej zawodowo, to dla miasta koszt. Dlatego Wrocław stawia na prężnych, bezdzietnych mieszkańców. Tych z potomstwem raczej zniechęca do pracy, a przynajmniej do mieszkania we Wrocławiu.

Wrocław rozpoczął w ubiegłym roku kampanię zachęcającą emigrantów do powrotu do kraju, a precyzyjniej do zamieszkania we Wrocławiu. Ponoć są tutaj niesamowite możliwości. Można robić karierę zarabiając konkretne pieniądze. Jednak Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, zachęcając emigrantów do powrotu, zapomniał wspomnieć, żeby dzieci zostawili w Londynie.

We Wrocławiu bowiem gro rodziców pozbawionych jest możliwości oddania dziecka do żłobka lub przedszkola. Takie instytucje obciążają budżet miasta, więc liczba miejsc jest ograniczona i przywilej zapisania pociechy przysługuje tylko wybranym.

Poniekąd słuszna to polityka prezydenta Dudkiewicza. Trzeba ciąć wydatki, żeby były pieniądze na inwestycje. Trzeba dbać o wpływy - czyli o jak największą liczbę firm działających w mieście i jak największą liczbę osób aktywnych zawodowo. Część podatków od firm i ich pracowników zasila miejską kasę.

Jednak polityka nie dbania o dzieci powoduje to, że ubywa osób aktywnych zawodowo - a rąk do pracy brakuje. We Wrocławiu nie zarabia się aż tyle - a przynajmniej większość mieszkańców nie zarabia tak dobrze - żeby z dwóch pensji opłacić opiekunkę dla dziecka i jeszcze żeby starczyło na życie. Wiele rodzin decyduje się więc - skoro nie mogą oddać dziecka do żłobka i przedszkola - że jedno z rodziców, najczęściej mama, rezygnuje z pracy i zajmuje się dziećmi.

To ekonomicznie słuszna decyzja. Po co pracować, skoro całą pensję oddaje się opiekunce? Zresztą warto przypomnieć, że przedszkola też wcale nie są tanie. Opłaty wraz z wyżywieniem i dodatkowymi zajęciami to wydatek rzędu 400-500 złotych miesięcznie. Ale to i tak znacznie mniej niż opiekunka (pracująca oczywiście na czarno, bo legalne zatrudnienie jest już zupełnie bezsensowne).

Tak więc można odnieść wrażenie, że Rafał Dutkiewicz zachęca emigrantów, aby przyjechali do Wrocławia, ale bez dzieci.

Jednak jak jacyś durni emigranci nie zdecydują się zostawić dzieci w Anglii i przywloką je ku utrapieniu władz do Wrocławia, to jedno z rodziców musi siedzieć w domu. Z całym szacunkiem dla wrocławskich pensji, nie utrzymają się. Zatem jedno z nich wraca do Londynu zarabiać na rodzinę siedzącą we Wrocławiu. Ale jaki to ma sens? Jaka z tego korzyść dla miasta?

Panie Prezydencie, gdybym był emigrantem zarobkowym, to nie przekonałby mnie Pan do przyjazdu do Wrocławia. Jeśli już w ogóle chciałbym wracać, to wybrałbym Warszawę. Oczywiście miasto brzydsze, ale pensje znacznie lepsze. Jest większy wybór prywatnych przedszkoli, na które pewnie byłoby mnie stać.

A swoją drogą - nawet mimo słabego funta - po co ma ktoś rezygnować z dobrze płatnej pracy i z angielskiego socjalu na rzecz miasta, w którym dzieci nie są mile widziane, komunikacja zbiorowa to dramat nad dramaty, a samochodem też się nie da jeździć?

Może przed następną akcją zachęcającą do czegokolwiek, niech ludzie prezydenta przygotują mu jakieś argumenty. Pewnie będzie mu łatwiej przekonać choć jedną osobę. Nie samym PR-em człowiek żyje.

P.S. Wpis ten powstał po wysłuchaniu opowieści kolegi, który stara się o miejsce w przedszkolu dla córki. O jedno z 25 miejsc walczy z kilkuset innymi rodzicami. Pisząc ten tekst przypomniała mi sie sytuacja innego kolegi, który usiłował zapisać dziecko do żłobka. Żony obu kolegów nie pracują.

P.P.S. Wcale nie jestem przekonany, czy państwo i miasto powinny zapewniać i dotować miejsca w żłobkach i przedszkolach. Tylko niech politycy - lokalni i centralni - publicznie nie ubolewają nad złą sytuacja demograficzną i niech nie robią obłudnych PR-owych akcji zachęcających emigrantów do powrotu. Może dzięki takim akcjom miasto można wypromować w kraju, ale wśród mieszkańców pozostaje niesmak.

P.P.P.S. Bardzo lubię Wrocław, ale mimo to coraz częściej zastanawiam się, dlaczego tutaj mieszkam.
 
 Oceń wpis
   

Mam dla Państwa quiz. Proszę przeczytać poniższy tekst i odpowiedzieć na pytania:

1. Co firma Logitech wymącza?
2. Czy firma Logitech zajmuje się produktami mącznymi?
3. Co właściwie w kwestii gwarancji i rękojmi przysługuje osobie, która nabyła produkt Logitechu?
4. Lekarz jakiej specjalności jest potrzebny klientom Logitecha?
5. Jaka powinna być wmaściwa pozycja ciama do czytania Important Information Po Polsku?

Oto konkursowy tekst:

Wymączenie rękojmi. Jawnie wyraaone w tej umowie gwarancje zastępują wszystkie inne gwarancje. Firma Logitech i jej dostawcy nie udzielają aadnych gwarancji, wmączając w nie, wszelkie dorozumiane gwarancje dotyczące wartości rynkowej produktu, jego przydadtności do określonych celów i nienaruszalności praw osób trzecich w odniesieniu do tego sprzętu. aaden dealer, agent czy pracownik firmy Logitech nie jest uprawniony do modyfikacji, przedmuaania ani uzupemniania niniejszej gwarancji. Poniewao niektóre prawodawstwa nie dopuszczają do ograniczeń okresu waoności gwarancji dorozumianych, powyosze mooe nie mieć zastosowania w kaodym kraju.

To fragment informacji z książeczki zatytułowanej Important Information adresowanej dla osób, które nabyły mysz komputerową. Fragment pochodzi ze strony zatytułowanej (uwaga!) Po polsku.

W rozdziale Po polsku można przeczytać więcej intrygujących sformułowań. Jest na przykład wzmianka o ergonomii pracy. Powtarzanie przez dmuoszy czas tych samych czynności, niewmaściwa pozycja ciama (...) niekorzystnie wpmywa na system nerwowy, a mooe teo powodować urazy mięśni i ściegien.

Tu muszę się zgodzić z Logitechem. Przez dmuoszy czas powtarzałem tę samą czynność (czytałem Important Information Po Polsku) i choć nie wiem, czy miałem wmasciwą pozycję ciama, to wpmynęło to niekorzystnie na mój system nerwowy. Choć mięśnie i ścięgna mam całe, to po tej lekturze nigdy już nie będę sobą.

Zwróciłbym się o odszkodowanie do Logitecha, ale nie zrozumiałem fragmentu o wymączeniu gwarancji, więc nie wiem, czy cokolwiek mi przysługuje. W Important Information Po Polsku znalazłem cenną poradę. Napisali, że jeśli po kontakcie z Logitechem coś mi dolega, mam się zgmosić do lekarza specjalisty.

Wracam do quizu. Jest nagroda dla zwycięzcy! Kto najtrafniej odpowie na pytania, otrzyma oryginał Important Information Po Polsku. Za drugie i trzecie miejsce także cenna nagroda: kserokopia Important Information Po Polsku. Przesyłka na koszt niżej podpisanego (wymączając kraje, do których przemyłka będzie zbyt droga).

 
 Oceń wpis
   

Niezwykle mnie ubawiła afera wielka, jaką stał się handel alkoholem przez internet. PARPA - to taki miły skrót od groźnie brzmiącej nazwy Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych - stwierdziła, że nie można sprzedawać procentowych trunków przez internet.

Nie można, bo zgodnie z ustawą, dzięki której nasz zdrowy naród jest zawsze trzeźwy, sprzedawca musi stwierdzić, czy kupujący jest pełnoletni oraz czy jest trzeźwy. A internetowy sprzedawca nie może tego zbadać, bo nie widzi klienta, nie może go wylegitymować oraz nie może poprosić, żeby chuchnął.

Problem wydał mi się na tyle istotny, że postanowiłem przebudzić się z blogowego zimowego snu i reaktywować bloga.

Zastanawia mnie logika, którą kieruje się PARPA. Zgodnie z polskim prawem - głupie prawo, ale prawo - nie można kupować wódy po pijaku. OK. Ale kupowanie przez internet wiąże się z tym, że na dostawę trzeba poczekać. Tak więc nawet, gdy po pijaku kupię flaszkę, to zanim ona do mnie dotrze, zdążę wytrzeźwieć. Szczególnie, jeśli wysyłka odbędzie się za pośrednictwem Poczty Polskiej. Instytucja ta przekazuje paczki w terminie od dwóch do sześciu tygodni, więc nawet gdy impreza się przeciąga, nie tylko można wytrzeźwieć, ale ponownie się upić i znów wytrzeźwieć i tak wiele razy.

Chyba, że według PARPA, jesteśmy narodem skrupulatnie planującym pijaństwo. Zaplanowałem, że upiję się i będę pił przez kilka dni akurat w spodziewanym terminie planowanej dostawy alkoholu ze sklepu internetowego. I wtedy prawdziwy dramat nastąpiłby, gdyby PARPA nie zablokowała sprzedaży internetowej: narąbany odebrałbym paczkę i wypił jej zawartość! Straszne. Dobiłbym się alkoholem z internetu!

Przeróbmy jednak ten scenariusz przy włączonym zdrowym rozsądku. Mam ochotę się napić wbrew ustawie - jestem już nietrzeźwy i mam ochotę na więcej. Nie przyjdzie mi do głowy, aby zamawiać w internecie kolejną flaszkę. Po prostu zakładam buty i idę do całodobowego za rogiem i kupuję co chcę (nie wąchają tam, jak pachnę, więc sprzedadzą mi wszystko).

Nawet, gdy nie mam monopolowego za rogiem, albo nie jestem w stanie założyć butów, to zamawiam poprzez taxi alkohol i mi przynoszą do mieszkania. I to jest właściwe, dobre, zapobiegające alkoholizmowi, ale zakupy przez internet nie!

Jeszcze jedno - sklepy internetowe z alkoholem z reguły służą do zamawiania lepszych trunków, trudno dostępnych w zwykłych off-linowych monopolowych. Po co zamawiać zwykłą Żołądkową przez internet, skoro jest ona w markecie tańsza niż w internecie? I w dodatku można ją wypić w dniu zakupu.

Krótko mówiąc, PARPA odcięła smakoszy od ich ulubionych trunków. Nawet w dużych miastach trudno jest kupić bardziej wyszukane alkohole, a w mniejszych jest to niemożliwe. Alternatywą był internet. Jak się okazuje, nielegalną. Smakoszom - szczególnie tym z mniejszych miejscowości - pozostaje krzywić się i pić Sofię. Dzięki rządowej agencji, tylko takie wino mogą kupić w pobliskim sklepie.


P.S. Przypomniała mi się taka anegdota, którą opowiem przy użyciu własnych danych osobowych. Wchodzi do sklepu zawiany jegomość i mówi: Nazywam się Chochołowski i poproszę o butelkę Luksusowej.
Na to ekspedientka: Proszę bardzo, ale nie musi mi się pan przedstawiać.
Klient: Muszę, bo nie jestem anonimowym alkoholikiem.

 
 Oceń wpis
   

Słyszeliście już!? Nowy rząd PO ma składać się tylko z trzech ministerstw: zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Takiego sms-a dostałem od kuzyna. Bardzo śmieszne, ale tylko z pozoru. Te trzy resorty bowiem będą sporo kosztować. Za ich funkcjonowanie zapłacimy już od stycznia. Po wyborach PO wycofała się z postulatu konieczności zmniejszania pozapłacowych kosztów pracy. Chce odwołać ustawę przepchniętą przez Zytę Gilowską - jeden z dobrych produktów słusznie odchodzącego w zapomnienie rządu - obniżającą wysokość składki rentowej.

Innymi słowy, Platforma zapowiada, że zabierze nam styczniowe podwyżki. Bo każdy pracownik najemny, łącznie z pielęgniarkami i nauczycielami, otrzymałby na rękę więcej pieniędzy. Nie chodzi o duże kwoty, ale dla osoby zarabiającej dwa tysiące brutto, podwyżka pensji netto o 50 złotych w lipcu, to na pewno niemało (po I etapie obniżki), a i w styczniu kolejne 50 nie zaszkodzi (po II zaplanowanym etapie).

Podwyżki bez obciążania pracodawców, to dobre rozwiązanie, szczególnie w momencie, gdy pracobiorcy usilnie domagają się większych zarobków.

Jednak zmniejszenie kosztów pracy, czyli danie podwyżek wszystkim najemnym pracownikom, nie opłaca się (politycznie), a jest kosztowne dla budżetu. A w budżecie pieniądze są potrzebne na utrzymanie wspomnianych trzech ministerstw, czyli spełnianie przedwyborczych obietnic.

Według Zyty Gilowskiej otrzymać podwyżkę miałem ja, pielęgniarka oraz kasjerka w hipermarkecie. Ale to taka podwyżka bez fajerwerków. Gdy zabierze się podwyżkę mi i kasjerce, to będzie można dać więcej pielęgniarce, w dodatku specjalne porozumienie można będzie podpisać uroczyście i przy błysku fleszy. A to się opłaca (politycznie).

Przy tym ja ani kasjerka strajkować nie będziemy, a nawet gdyby, to rząd wzruszy ramionami i stwierdzi, że to problem mojego pracodawcy oraz Tesco bądź innej Biedronki.

Dlatego w imię szczytnych spraw: sprawiedliwości społecznej, solidaryzmu i marketingu politycznego, PO zabierze podwyżki wszystkim, aby dać tylko niektórym.

 
 Oceń wpis
   

Mija trzeci dzień od wyborów, a na moim blogu milczenie. Nie będę się tłumaczył tym, że musiałem odespać przedziwny wieczór wyborczy i wieczorami ucinam sobie drzemki, zamiast pisać mądre/głupie* rzeczy (*niepotrzebne skreślić).

Ale tak naprawdę nie wiem, co napisać. Nie ukrywam, że cieszę się, iż PiS nie wygrał. Nie wygrał, to dobre określenie, bo przegrał jest nietrafione. PiS nie może czuć się pokonane, bo to jedyna partia, która rządziła i po kolejnych wyborach powiększyła swój stan posiadania. To dobry wynik. Bierze się stąd, że wierni Kaczyńskim pozostali wierni, a doszli także dotychczasowi wyborcy Samoobrony i LPR-u.

Osobiście gratuluję PiS-owi dobrego wyniku i dobrej kampanii wyborczej. Kampania była dobra, mimo że niektóre jej elementy nieco obrażały inteligencję wielu odbiorców (ale tak było z kampaniami wszystkich partii).

Miała jednak jedną wadę - umiarkowanych przeciwników tej partii zachęcały do niej bardziej. A więc jak ktoś nie chciał iść na wybory, to jednak poszedł zagłosować na PO, a jak ktoś chciał głosować na LiD, to poszedł zagłosować na PO - byle odsunąć PiS od władzy, co gwarantowało głosowanie na partię Tuska.

Dla wielu osób popisówka (ale się dobrze złożyło: poPiSówka) CBA tuż przed wyborami oraz agitacja premiera z wykorzystaniem bezpłatnego czasu publicznej TV parę godzin przed ciszą wyborczą - to było zbyt wiele.

PiS miało dobrą kampanię, ale przegięło w ostatnich dniach.

Natomiast PO miała beznadziejną kampanię, ale w ostatnich dniach nastąpiło zdecydowane przeobrażenie. Nie znam tego środowiska, więc nie wiem, czy wymienili speców od kampanii, czy też starych olśniło.

Nie wiem, ale ta zmiana wyszła - jak zresztą pokazały wyniki - na dobre.

Tak naprawdę chciałem napisać krótko - jak zwykle nie wyszło - że cieszę się wynikiem wyborów.

Ciesze się mocno, żeby zdążyć się nacieszyć. Bo wiem, że czasu do radości nie ma wiele. Wkrótce PO zacznie się kompromitować i znów zacznie mi ubywać włosów, a z tych pozostających coraz więcej będzie siwych.

Przy okazji mam pytanie - czy to normalne, że w kwiecie wieku, ledwie po trzydziestce, tak szybko powiększają się zakola? To tak ma być, czy może to geny, czy też to wszystko wina polityki? Jak ktoś zna odpowiedź będę wdzięczny.

Na włosach bardzo mi zależy! Chodzi o to, żebym miał co rwać z głowy patrząc na to, co dzieje się na naszej scenie politycznej.

 
 Oceń wpis
   

Choć CBA zdominowało ostatnie dni kampanii, to wbrew specsłużbom wracam do tematu podatków. Jakoś mało ich w kampanii, a w dodatku NIKT nie proponuje wprowadzenia liniowego.

Nie ma więc prawdziwego sporu miedzy PO a PiS, SLD (specjalnie nie pisze LiD, bo coś w Lidzie Partii Demokratycznej nie widzę), PSL-em i innymi.

PO chce podatku z jedną stawką, ale nie liniowego. W swoim 15-procentowym podatku proponują kwotę wolną, ulgę prorodzinną, itd. Wiąże się więc to z wypełnianiem PIT-ów oraz koniecznością utrzymywania armii urzędników, którzy będą sprawdzać, czy aby Chochołowski nie odliczył sobie za dużo. W razie czego będą wydawać pieniądze, aby mnie wezwać celem wyjaśnienia, czy jestem gapowaty, bo nie umiem wypełnić PIT-a, czy też miałem zamiar uszczuplenia budżetu państwa o kwotę 7,45 zł.

Ściganie takich przestępców lub gap jest kosztowne, a pożytki niewielkie - koszty wyższe niż wpływy a w dodatku nie ma kto zająć się tropieniem prawdziwych przekręciarzy. Bo poza sprawdzaniem Chochołowskich, Kościeliskich i Nowaków, urzędnicy muszą przeklepać PIT-a z papieru do komputera - tego samego PIT-a, którego ja wypełniłem w komputerze, ale nie mogłem wysłać przez internet, tylko musiałem wydrukować i zanieść.

Tak więc roboty dużo, a w dodatku okazuje się, że urzędnicy nie chcą już pracować za 1,2 tys. zł - dziwacy jacyś - więc trzeba im dać podwyżki.

Oszczędności może przynieść prawdziwy podatek liniowy. Każdy od każdej zarobionej złotówki płaci 15-procent lub 10 albo 5 - zależy ile politycy wymyślą. Rzesza ludzi nie musi wiedzieć wtedy, że istnieje coś takiego, jak urząd skarbowy. Nie ma dla nich PIT-ów, pracodawca odprowadza ustalony procent i już.

PIT-y zostają dla tych, którzy sami sobie płacą -przedsiębiorców, osób zarabiających na wynajmie mieszkań lub którym gotówka wpadnie na przykład z udzielanych korepetycji.

Ale to znacznie mniejsza grupa do skontrolowania. Urzędnicy skarbowi mogą się zająć ściganiem oszustów, a może uda się nawet zredukować zatrudnienie w administracji.

I na tym polega urok podatku liniowego i taki podatek liniowy przynosi korzyści. PO proponuje zaś zlikwidowanie stawki 30 i 40-procentowej oraz obniżenie 19-procentowej.

Czy liniowy jest sprawiedliwy, czy nie? To kwestia tego, jak ktoś postrzega sprawiedliwość. Jak dla mnie to jest sprawiedliwy! Dlaczego? Uważam bowiem, że bardzo sprawiedliwe jest zwolnienie mnie z corocznego obowiązku składania deklaracji podatkowej.

 
 Oceń wpis
   

Tusk mówił to, co miał powiedzieć, ale dlaczego Monika Olejnik była w dresie? - takie pytanie mi się nasunęło po obejrzeniu Kropki na i.

Oczywiście szef PO komentował wystąpienie swojej koleżanki (teraz już chyba antykoleżanki) pani Sawickiej oraz medialno-kampanijne wykorzystanie tej całej sytuacji. Nie mogłem się jednak skupić na tym, co mówi, bo w napięciu wypatrywałem kolejnego ujęcia na Monikę Olejnik, żeby przyjrzeć się, co ma na sobie.

Intrygowało mnie, czy to polar (ale w studiu jest raczej ciepło, więc chyba nie), czy po prostu wystąpiła w dresie. Ja rozumiem jeszcze w porannym programie np. Kawa na ławę, że ktoś jest w dresie - w ramach porannego joggingu przybiegł do studia - ale w wieczornym programie?

Do dziś luz w telewizji kojarzył mi się u panów w garniturach z brakiem krawatu , a u pań sukienka jakaś zamiast garsonki.

Zostawmy to, skoro kampania wyborcza wyznacza nowe standardy, to i Kropka nad i także nowe trendy niech lansuje.

Z tego, co udało mi sie wyłapać z wypowiedzi Tuska, to mówił słusznie: dobrze, że CBA łapie ludzi podatnych na korupcję, ale źle, że politycy PiS-u wykorzystują to w kampanii. Ma rację. Niestety obawiam się - a moja obawa graniczy z pewnością - iż gdyby to on miał taką służbę do dyspozycji i haka na PiS, a sondaże wskazują, że może przegrać, to zrobiłby dokładnie to samo.

Takiego haka cztery dni przed wyborami nie można marnować. I tyle. Żaden szef kampanii nie pozwoli, aby takie nagrania leżały w szufladzie.

A tak swoją drogą - pamiętacie nudne i dość merytoryczne kampanie z lat 90.? Trochę za nimi zatęskniłem. Jednak skoro stajemy się nowoczesnym państwem, to i przejmujemy styl kampanii z krajów zachodnioeuropejskich oraz anglosaskich.

Cóż takie czasy. Argumenty ludzi nie przekonują - kto ma czas ich słuchać, a tym bardziej przetrawiać i wyważać racje - trzeba iść w populizm, haki, demagogię, aby wygrać.

Jak to z dresami - siły ciosu zadanego kijem bejsbolowym nie da się porównać do siły argumentów. I choć to Olejnik była w dresie, to jednak dresiarzami są nasi politycy.

 
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 |





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.