rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Pozwala choćby nabyć nowych umiejętności! Jak pokonać odległość 40 centymetrów, aby wyjechać spod krawężnika na środek ulicy. Nie wiedziałem, że jest wiele wariantów, ale eksperymentuję, podglądam sąsiadów i zdobywam kolejne sprawności - jak w harcerstwie.

Najskuteczniejsze jest odgarnięcie śniegu, więc kupiłem saperkę. Po złożeniu mała, można ja wozić w aucie przez cały rok, a znakomicie pomaga w trudnych warunkach. Choć przez to, że jest mała, to trzeba się sporo namachać. Więc wzorem kolegi, kupię jeszcze normalną szuflę, którą będę woził w aucie tylko zimą.

Wreszcie też wiem, po co wymieniłem opony na zimowe.

Moje podwórko typowe dla zakazanej dzielni, w której mieszkam, wreszcie wygląda ładnie. Takie czysto-białe.

Można się przekonać, że ludzie wbrew powszechnym narzekaniom są życzliwi - wypchną auto z mikrozaspy, przy której nawet saperka się nie sprawdza. Można też lepiej się poczuć i dowartościować wypychając kogoś. Świadomość, że jednak nie jest się złym człowiekiem, skończonym egoistą, pomaga przetrwać gorsze z braku słońca samopoczucie.

Poza tym, zima to jednak zima i dziwnie jest w styczniu włączać klimatyzację - co mi się zdarzyło bodajże w 2007 lub 2008 roku. Było dość ciepło i jeszcze słońce przygrzało, więc w aucie zrobiło się gorąco.

Oczywiście nieco mnie niepokoi, że zapewne będę miał dopłatę za ogrzewanie oraz m.in. z moich podatków idzie fortuna na odśnieżanie ulic. Ale cóż - za skuteczną walkę z ociepleniem klimatu trzeba płacić. Swoją drogą nie spodziewałem się, że przyniesie ona tak szybkie rezultaty.

Na koniec zostawiłem koronny argument przemawiający za tym, że ta zima jest cudowna: bardzo, ale to bardzo będziemy się cieszyć z wiosny! W tym roku bez wątpienia zauważymy, że nadeszła.

 
 Oceń wpis
   

Często zastanawiam się, skąd się bierze sentyment do PRL-u? "Że przed Balcerowiczem było lepiej". Rozumiem taki sentyment u kloszarda, który kiedyś był kimś. Rozumiem panią sklepową, która kiedyś należała do społecznej elity i za towar spod lady mogła mieć wszystko, a teraz jest po prostu panią sklepową. Ale skąd się bierze u ludzi, którzy dziś żyją w miarę godnie?

Przydałyby się jakieś gruntowne badania. Sztab socjologów, psychologów i psychiatrów powinien się tym zająć.

Nie jestem przedstawicielem żadnej z tych profesji, a jednak zająłem się tematem.

Sentyment bierze się przede wszystkim stąd, że mamy skłonność do idealizowania przeszłości. Wiadomo - jak człowiek był młodszy, to wszystko było lepsze. "Kiedyś było lepiej, bo państwo o wszystko zadbało. Dało wczasy z FWP, dało talon na pralkę, a mieszkanie to kupiliśmy za grosze" - wspomina sobie część pokolenia  50+. A młodzież tego słucha.

Ale nie usłyszy już, że mieszkanie można było kupić za grosze po 30 latach czekania i wpłacania co miesiąc wcale nie małego kawałka pensji na książeczkę mieszkaniową - to coś jak dzisiejszy kredyt hipoteczny, tylko na odwrót. Najpierw płaciło się raty, a po trzydziestu latach można było otrzymać mieszkanie jedynie za prowizję od udzielenie kredytu. Prawie to samo co dziś, tylko ma się własny kąt 30 lat wcześniej.

Osoby, które przez ostatnie 20 lat wygrzewały się na egipskich plażach, rzewnie wspominają tanie wczasy z FWP. Nie dziwie się. Wtedy mogły w wesołym towarzystwie napić się Żytniej, a teraz nie mogą Jasia Wędrowniczka, bo lekarz zabronił. Poza tym ta Żytnia bardziej smakowała, bo była zdobyczna. Trzeba się było nieźle nakombinować, aby się jej napić. A taki Jaś (wtedy oglądany przez szybę w Pewexie), dziś dostępny w każdym sklepie lub barze już tak nie cieszy.

A jaką radość można mieć dziś z nowej pralki? Żadnej. Można pójść do sklepu i ją kupić. Przywiozą do domu i wniosą do łazienki. Za średnią pensje można kupić trzy. Albo na kredyt wziąć. Jak to porównać z poniżaniem się, aby w radzie zakładowej wyprosić talon, który upoważnia do kupienia maszyny po odstaniu trzech dni przed sklepem? W dodatku trzeba na nią odłożyć całe dwie średnie pensje.

Jest co wspominać. Radość z podłączenia telefonu po 25 latach od złożenia wniosku, też nie da się przełożyć na dzisiejsze realia. Smak parówek, za którymi stało się trzy godziny w kolejce, nie da się porównać z dzisiejszymi. Choć pewnie zawartość mięsa w mięsie jest zbliżona.

Bez wątpienia zmienił się komfort zatrudnienia. Żeby (w przeliczeniu na dolary) zarobić 50 razy mniej niż dziś, wystarczyło do pracy przychodzić w miarę trzeźwym. Nie trzeba było się niczym wykazywać, żeby dotrwać bezpiecznie do emerytury. Dziś trzeba udowodnić pracodawcy, że pensja się należy.

Żyjemy w państwie cholernie dalekim od tego, aby go nazwać fajnym. Ale jednak III RP jest teraz krajem, który - w przeciwieństwie do PRL-u - jest znacznie dalej od nazwania go ch....m.

P.S. Do tego wpisu zainspirowało mnie to forum oraz komentarz Olafa pod poprzednim moim wpisem. Może niech Ci, którzy są za młodzi, żeby wiedzieć, niech słuchając rzewnych wspomnień dopytają o szczegóły - to może wiele zmienić w ich ocenie ostatnich 20 lat.

 
 Oceń wpis
   

Znam realia końcówki PRL-u. Pamiętam tę nędzę, szarzyznę i totalną beznadzieję. Jednak każdy kolejny tekst z cyklu publikacji pod hasłem Gospodarcza XX-latka uświadamia mi, jak wiele zmieniło się przez ostatnie dwie dekady. Przecież jeszcze bardzo przaśnie było w latach 90.

Nie jestem przekonany, czy 20 lat temu premier Mazowiecki z wicepremierem Balcerowiczem mieli do końca świadomość, czego dokonują. Zresztą nie musieli jej mieć, bo nie mieli innego wyjścia niż działać. Socjalistyczna gospodarka po prostu zbankrutowała i nie można było jej reformować - nawet gdyby ktokolwiek tego chciał. Trzeba było budować od zera nową jakość.

Do czasu cyklu XX-latka nie wiedziałem, że Polska pod koniec lat 80. nie była już w stanie spłacać zadłużenia zagranicznego. W 1989 roku zapłaciliśmy zagranicznym wierzycielom zaledwie 16 procent z wymaganych na ten okres rat kapitałowych i 30 proc. należnych odsetek - pisze Agnieszka Zawadzka.

Jak poczytałem te teksty, dodałem do tego własne wspomnienia plus rodzinne opowieści, to uznałem, że estyma, jaką mają osoby-symbole przemian, Mazowiecki z Balcerowiczem, jest uzasadniona.

Ale oni sami tego nie zrobili. Bo to MY zrobiliśmy. To my dzielnie znosiliśmy trudy transformacji, a dla wielu był to czas łez i potu. Okres wykorzystanych, ale też zmarnowanych szans. Ktoś tymi zmianami dyrygował, ale gdybyśmy my ich nie chcieli, to wybuchłaby rewolucja i głowy wyżej wspomnianych oddzieliłyby się od tułowi.

Dlatego sądzę, że to są NASZE przemiany i NASZE reformy. Jednak bez najlepszego rządu w dotychczasowej historii suwerennej Polski nie byłoby to możliwe.

Dla tych, którzy tęsknią do PRL-owskiej degrengolady, też jest dobra wiadomość. Balcerowicz w końcu odszedł.

Do annałów.

P.S. Powyższy wpis wbrew pozorom nie oznacza braku krytycyzmu do wielu aspektów przemian.

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.