rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

W piękną symboliczną rocznicę upadku komunizmu pochwalę się swoim styropianem. Podniosłem czoło i zawalczyłem z ustrojem! Ze względu na wiek mogłem się przeciwstawiać tylko przedstawicielom władzy asygnowanym przez MEN, ale i tak było to duże przeżycie.

Mój bunt nijak się ma do poczynań bohaterów przemian, ale urodziłem się za późno, aby im dorównać (a jak bym się urodził wcześniej, to nie wiem, czy miałbym tyle odwagi co oni).

Moja walka stoczyła się między przedstawicielem władzy w postaci mojej wychowawczyni z podstawówki, która była starą komunistką z awansu. Była wdzięczna władzy ludowej, że ta ją wykształciła (choć raczej nie wyniosła na intelektualne szczyty) i pozwoliła nosić kaganek oświaty.

Zapewne nie była złym człowiekiem, ale indoktrynowanie dzieci uważała za swój obowiązek - nie wiem, czy sprawiało jej to przyjemność.

Zobacz serwis specjalny Money.pl

20 lat w Wolnej Polsce
 

W każdym razie rozliczała nas z obecności w pochodach pierwszomajowych, co raczej można uznać za nadgorliwość (w tych czasach już nie wszyscy wychowawcy to robili, więc obowiązku chyba nie było).

Pewnego roku (nie pamiętam dokładnie, którego, ale w drugiej połowie lat 80.) 1 maja przypadł w niedzielę. Wtedy byłem katolikiem a godzina pochodu kolidowała z mszą dla młodzieży. Wybrałem mszę.

Nie było najgorsze to, że dostałem za to zachowanie nieodpowiednie, ale to, że musiałem stawić czoła wychowawczyni. A były to czasy, kiedy uczniowie nauczycieli nie bili, nie wsadzali im kubłów na głowy. Ba! Nie nawet nie dyskutowali z nimi, tylko ich słuchali.

Pamiętam jak dziś, że zostałem wywołany, wstałem z krzesła (inaczej niż na stojąco nie rozmawiało się z nauczycielem) i musiałem się tłumaczyć. Warga mi drżała, ale wiedziałem, że muszę mówić odważnie i szczerze. Nie tłumaczyłem się chorobą, tylko otwarcie powiedziałem, że wybrałem mszę i że nie mogłem iść na inną godzinę do kościoła, bo zawsze chodzę na mszę dla młodzieży i jest to dla mnie ważniejsze od pochodu pierwszomajowego.

Było ciężko.

Pamiętam też, że w tamtą niedzielę kościół podczas mszy dla młodzieży świecił pustkami. Obecnych dowartościował ksiądz, który - nie jestem w stanie zacytować go dosłownie - powiedział coś w tym stylu, że część młodzieży tu nie przyszła, bo wymachuje teraz podczas pochodu papierowymi, sztucznymi kwiatami, a prawdziwy kwiat młodzieży zgromadził się tu, w kościele.

Nie sposób odmówić Kościołowi roli w przemianach - nie tylko tych nagranych przez telewizję, ale także w tych, które miały miejsce w małych miejscowościach w całej Polsce.

Zaczynając pisać o moim styropianie żartowałem sobie, ale tak na serio, to w PRL-u nie było lekko nawet uczniom podstawówek.

Wtedy o całej sytuacji politycznej wiedziałem tylko tyle, że nielegalna Solidarność jest dobra, a legalna władza zła. A na pochód nie poszedłem zapewne z przekory. Skoro jest to obowiązkowe, to trzeba zbojkotować. Nie było w tym głębszej refleksji, idei - za młody byłem. Ale i tak jestem dumny z otrzymanej wtedy nieodpowiedniej oceny z zachowania.

Oceny nieodpowiednie, które otrzymywałem już za III RP, miały zupełnie inne podłoże i na pewno nie napiszę o nich :)

 
 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.