rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

W pociągu poruszającym się z prędkością światła, z jaką prędkością porusza się pasażer, który idzie od jego końca w kierunku lokomotywy? Takie rzeczy opowiadali moi nauczyciele od fizyki i do niedawna nie wiedziałem po co.

Teraz wiem! W latach 90. chcieli mnie nauczyć teorii względności po to, abym w 2009 roku mógł zrozumieć sukces Polski. Sukces ten polega na tym, że produkt krajowy wzrósł o oszałamiającą wartość 0,8 procent!

Do tej pory miarą sukcesu był wzrost PKB o ponad pięć procent. A wzorem były kraje, które rozwijały się w tempie bliżej dziesięciu.

Gdy wzrost PKB oscylował w okolicach 6 procent, wiele było głosów, że gdyby przeprowadzono skuteczne reformy, to wzrost wyniósłby co najmniej 10 procent.

A teraz się wszyscy cieszą, że mamy nawet ten niecały procent. Grunt, że na plusie.

Oczywiście, jest sukces w kontekście globalnej recesji. Jednak dziś PO nie może się chwalić wzrostem PKB tak, jak Gomułka chwalił się tym, że jesteśmy szóstą potęgą gospodarcza świata.

Rząd obwieścił sukces, że z powodu nic-nie-robienia od 2007 roku, zapracowaliśmy na wzrost PKB o prawie jeden procent.

Wniosek numer jeden: gdyby wszystkie rządy po 1989 roku nic nie robiły, to dziś wzrost PKB Polski wyniósłby pewnie z 80 procent.

Wniosek numer dwa: wszystko schrzanił rząd Mazowieckiego z Balcerowiczem! Oni reformowali, coś robili. Gdyby wzorem Tuska i Rostowskiego się powstrzymali, dziś bylibyśmy krainą mlekiem i miodem płynącą.

Skoro sukces płynie z tego, że się nic nie robi, to ja kończę pisać i idę spać. Jutro obudzę się bogatszy.

 
 Oceń wpis
   

PiS chce odwoływać ministra finansów Jana Rostowskiego. Jak wiadomo, z prób odwoływania któregokolwiek z członków rządu podejmowanych przez opozycję nic nie wychodzi, ale zawsze jest fajna medialna zadyma.

Dlatego rząd jest rządem, że ma większość w Sejmie. Poza wyjątkami rządów na przetrwanie do wyborów oraz innych dziwnych tworów, każdy normalny rząd ma poparcie tych, którzy go powołali, czyli ponad 50 procent posłów. I ta większość nie pozwoli mniejszości dokonywać zmian, których nie chce.

To jest niby jasne, ale wnioski o odwołanie ministra dają opozycji świetną okazję do popisów medialnych. Każdy zrobi relację z konferencji, podczas której zapowiada się wniosek o odwołanie członka rządu. Każda stacja będzie też publikować bogate relacje z dyskusji w Sejmie przed głosowaniem nad takim wnioskiem.

Takie są mechanizmy demokracji medialnej i trudno z nimi walczyć. Problem leży gdzie indziej. Nie w tym, co teraz robi lub czego nie robi minister finansów. Opozycja powinna zadać pytanie, co rząd robił w czasie prosperity, dlaczego wtedy nie reformował, nie ciął wydatków, nie racjonalizował finansów publicznych.

Trudno dziś stwierdzić, czy rację ma Rostowski, PiS, czy ekonomista Grzegorz Kołodko, który w imię promocji swojej książki pojawi się chętnie w każdym programie i będzie mówił, że fajne rzeczy pisze i gdyby Rostowski czytał, to byłoby dziś w Polsce tip-top.

Faktem jest jednak, że rząd Donalda Tuska przebimbał rok dobrej koniunktury. Poza szczątkową (aczkolwiek trudną) reformą emerytalną, nie zrobił nic. A mógł.

I za to należy odwoływać Rostowskiego a może całą ekipę Tuska. Nie za to, że rząd teraz nie prowadzi rozdawnictwa, na które zwyczajnie naszego kraju nie stać.

Ale takich rzeczy PiS nie może mówić, bo współrządził w czasie gospodarczej hossy i zamiast wtedy szukać oszczędności na gorsze czasy, to zmniejszał wpływy budżetowe zwiększając jednocześnie wydatki.

I tu dochodzimy do największego problemu polskiej sceny politycznej. Nie ma na niej twardzieli, którzy wzięliby na siebie prawdziwe reformy. Są tylko medialne stworki, które dzielą się na dwie grupy: jedna dla dobrego wizerunku udaje, że Polski kryzys nie dotyczy, a druga widzi kryzys nawet tam, gdzie go nie ma  i na zasadzie im gorzej tym lepiej dla prywaty żąda rzeczy niemożliwych.

A ze zwiększaniem deficytu budżetowego jest jak z gimnastyką. Henry Ford miał powiedzieć, że gimnastyka to bzdura. Zdrowi jej nie potrzebują, a dla chorych jest niewskazana.

 
 Oceń wpis
   

Skoro kataryna nie napisała zupełnie NIC kontrowersyjnego, a stała się sławna, to ja postanowiłem jej dorównać.

Dotychczas, w swojej skromnej karierze, zostałem pozwany tylko raz i na skromne dwa miliony złotych, więc liczę, że syn ministra Czumy przebije stawkę i pozwie nie choćby na 2,1 mln.

Tamten pozywający mnie i rednacza jegomość, chciał dla siebie zaledwie jedną trzecią kwoty. Reszta miała iść na cele dobroczynne. Tak więc niech Czuma junior pamięta, że jak mnie pozwie i wygra, to niech całej kwoty nie przepitoli na spłatę długów, tylko niech część odda na biedne dzieci.

A za co mnie ma pozwać?

Za wierszyk niech mnie pozwie:

Czy Czuma wie, co to zaduma?
Niech pozwie Chochoła,
A ten mu w sądzie wywoła,
Co znaczy mieć fioła.

Mieć na nazwisko Czuma,
To wielka duma!
Jednak łatwo dumę,
Zamienić w dżumę.

Kataryna rymów nie układała,
A i tak sławna została.
Wystarczy, że skomentowała,
Co gazeta i tak udokumentowała.

Wiec sądźmy się za rymy,
Bo i tak personaliów kataryny nie ustalimy.
Niech Chochoł zamiast niej będzie sławny,
Bo przynajmniej rym zapodaje składny.

Ale mi się poskładało :)))

 
 Oceń wpis
   

Przedstawiłem ostatnio pięć punktów, dlaczego pracobiorcy-rodzice są lepszymi pracownikami od bezdzietnych. Od czasów Mojżesza się przyjęło, że powodów musi być 10, tak samo jak rad, przyczyn, przykazań.

Dlatego dziś kończę wątek i podaję brakujących pięć przyczyn, dlaczego warto zatrudniać pracowników-rodziców:

6. Pewną część populacji dopada czasem dolegliwość zwana popularnie kacem. Co robi bezdzietny pracownik? Dzwoni do szefa i informuje, że wziął urlop na żądanie. Co robi rodzic? Przychodzi do pracy dwie godziny wcześniej, żeby wyjść z domu zanim wstaną dzieci, włączą śpiewającego misia, kwaczącą kaczkę, samolot doskonale imitujący dźwięk, który słyszy osoba stojąca przy startującym F-16.

7. Poza tym osoby z dziećmi rzadziej mają kaca, choć często mogą sprawiać wrażenie wczorajszych. Jaka dla firmy jest różnica, czy mają skacowanego bezdzietnego, czy chronicznie niewyspanego rodzica? Otóż zasadnicza. Kiedy rodzic w firmowym aucie zaśnie za kierownicą i skasuje brykę, to firma otrzyma za nią odszkodowanie. Gdy to samo zrobi osoba, z której nie uleciały jeszcze promile, niestety - czysta strata.

8. Rodzic częściej wymyka się z biura, aby zawieźć dziecko do lekarza, na szczepienia, albo zadzwonili z przedszkola, że ma złamaną rękę i rozcięty łuk brwiowy.
Jednak nigdy nie wyjdzie z pracy wcześniej dlatego, że już się napracował i jest zmęczony, bo w domu czeka na niego jeszcze gorsza robota. Nigdy też nie wyjdzie wcześniej z powodu nagłego bólu głowy czy złego samopoczucia, bo nie zamieni przyjaznego biura na domowe wrzaski pociech.

9. Rodzic ma bez liku sztywnych wydatków - posługując się żargonem resortu finansów. Nie może przyoszczędzić na przedszkolu, niani, pieluchach, lekach, itd, itp. Luzak może odmówić sobie jednej imprezy, czy jednego wyjazdu ze znajomymi. Dlatego motywacja do ciężkiej pracy i zdobywania premii jest nieporównywalna.

10. Szczęśliwy, zrealizowany pracownik to dobry pracownik. A czy kino, teatr, imprezki, szalone wyjazdy, mogą dać więcej szczęścia niż małe wrzeszczące szkodniki?

 
 Oceń wpis
   

CZĘŚĆ I

Nie mogłem pojąć mody, której ulegli niektórzy pracodawcy, na wspieranie zatrudnionych w firmie matek i ojców. Zapewne wzięła się z czasów gospodarczej hossy - na rynku pracy zabrakło bezdzietnych dyspozycyjnych fachowców, więc zaczęli doceniać tych obciążonych potomstwem.

Na łamach tego bloga nie poruszałem jeszcze tematów z dziedziny HR, ale najwyższy czas naprawić to zaniedbanie.

Po analizie sytuacji dostrzegłem, że pracodawcy ceniący rodziców, mają w tym interes. Niby dzieci to przeszkoda w poświęcaniu się dla firmy, ale:

1. Gdy zostaje się rodzicem, poniedziałek z najbardziej znienawidzonego dnia tygodnia staje się najpiękniejszym. Pracownik-rodzic wstaje z uśmiechem na twarzy i radośnie idzie do pracy. Po spędzeniu 48 godzin z dziećmi, aż łaknie chwili wytchnienia w biurze. Pracownik z takim nastawieniem jest znacznie bardziej wydajny od tego, który cierpi z powodu końca weekendu, narzeka, że zbyt krótki, że nie chce mu się pracować, że tak fajnie było, itp.

2. Bezdzietny pracownik może być sfrustrowany, że szef na niego nakrzyczał. Nie ma nic gorszego, niż napięcia na linii podwładny-szef. Natomiast dla rodzica krzyk szefa to pieszczota dla uszu w porównaniu z dźwiękami, których doświadcza po pracy. Traktuje go jak wstęp do rzeczowej dyskusji.

3. Osoba bezdzietna, a tym gorzej bez partnera, ciągle ma jakieś plany, z kimś się umawia, chodzi na koncerty, przesiaduje w pubach. Perspektywa delegacji budzi opór. Pracownik z potomstwem może jedynie narzekać, dlaczego tylko na dwudniową delegację został wysłany.

4. Pracownik bez zobowiązań może się unieść honorem i rzucić wypowiedzeniem w najmniej korzystnym dla firmy momencie. Jeśli firma pracownika-rodzica mieści się w okolicach żłobka lub przedszkola, nie zmieni on prędko pracy, nawet gdyby miał lepszą propozycję na drugim końcu miasta (w której nie ma jednej z wyżej wymienionych placówek).

5. Pracownika-rodzica częściej może nie być w pracy. Przysługuje mu tak zwana opieka, gdy dziecko jest chore. Dzieci często chorują. Jednak nie do końca to zmniejsza liczbę nieprzepracowanych dni w roku. Bo gdy pracownik bez dzieciaków źle się czuje, to bierze L4 i poleguje w łóżku, zamiast powiększać PKB. Natomiast rodzic, nawet z czterdziestostopniową gorączką, przyjdzie do pracy, bo szybciej wróci do zdrowia nad firmowym biurkiem niż w domowym łóżku z dziećmi biegającymi po głowie (dosłownie).

P.S. W takich tekstach zawsze musi być dziesięć punktów, dlatego ciąg dalszy nastąpi.

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.