rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Mam zwykłe konto oprocentowane tak samo wysoko, jak lokata w PKO BP - na 10,5 procent. Lokata w PKO jest rewelacyjna, bo nikt na rynku nie daje aż takiego oprocentowania. Podobnie rewelacyjne jest oprocentowanie mojego konta. Kto z Czytelników ma konto na 10,5 procent?

Oprocentowanie lokaty w PKO podane jest w skali półtorarocznej. Jak wyjaśniają przedstawiciele banku, wszystko jest w porządku, klienci otrzymują informację rzetelną i kompleksową. Czyli można wywnioskować, że według PKO BP podawanie oprocentowania w skali półtorarocznej jest standardem.

Skoro tak, to oczekuję, że bank poda również oprocentowanie kredytów analogicznie jak podaje oprocentowanie lokaty, czyli przez cały okres obowiązywania umowy. Niech PKO wyda pieniądze na reklamę o treści: u nas kredyt hipoteczny za jedyne 225 procent*. I małymi literkami doda: w skali 30-letniej, roczna stopa oprocentowania wynosi 7,5 procent.

Podobnie jak mój ROR jest oprocentowany na 10,5 procent w skali 105 lat.

I nikt tu nie kłamie - skoro są ROR-y na 10,5 procent, dlaczego ma nie być lokat na 10,5 procent i kredytów na 225 procent?

Nie wiem, czy PKO gratulować sprytu, czy oburzać się na robienie ludziom wody z mózgu.

W marketach etykiety na półkach z proszkami zawierają informacje, ile kosztuje kilogram proszku, aby klient mógł łatwo porównać ceny proszków sprzedawanych w różnej wielkości opakowaniach.

Na trudniejszym do ogarnięcia rynku finansowym nie ma takich wymogów, więc jeden bank może podać cenę kredytu w skali półrocznej, inny poda oprocentowanie lokaty w skali 7 lat i 2 miesięcy, trzeci w skali półtorarocznej, a ty konsumencie licz sobie, przeliczaj, porównuj, albo zdaj się na emocje i idź do najlepszego banku, czyli do PKO BP.*

A tak przy okazji - o ile reklamy banków nie muszą być rzetelne, to niech przynajmniej będą zabawne. Dla przypomnienia wrzucam reklamę kredytów hipotecznych, o której swego czasu było dość głośno.

 

* no bo ile osób sprawdza, co się kryje pod gwiazdką i czyta te nudne teksty napisane drobnym drukiem, a z tych czytających, jaki odsetek rozumie treść?

 
 Oceń wpis
   

Złodzieje samochodów nie włączyli się w realizację szczytnego ekologicznego celu i Dzień bez samochodu okazał się zwykłym dniem z wieloma samochodami.

Czy to oznacza, że polscy kierowcy mają w zupie ekologię? Nie! To oznacza, że są rozsądnymi ludźmi, którzy - jak wszyscy rozsądni ludzie - wybierają rozwiązania lepsze.

W wielu dużych miastach komunikacja jest adresowana dla perwersyjnych zboczeńców, choć w większości przypadków korzystają z niej zdrowi, normalni obywatele z tym, że mocno zdesperowani - ci, którzy nie mają prawa jazdy, nie mają auta lub nie stać ich na przemieszczanie się innym sposobem. I tu jest paradoks - stworzono coś dla dewiantów, a korzysta z tego rozwiązania zdrowa tkanka społeczeństwa.

Z okazji dni takich jak ten - Dzień bez samochodu - śmieszą mnie PR-owe wysiłki mające na celu przekonanie obywateli (tych zdrowych), że podróżowanie autobusami i tramwajami jest fajne.

Bo trudno jest przekonać ludzi do tego, że podczas trzydziestostopniowego upału:
- fajnie stoi się w autobusie, który też stoi, bo jest korek;
- miło jest stać obok jegomościa, który jak Bóg przykazał, kąpieli zażywał w sobotę, ale my niestety podróżujemy w piątek;
- ekscytujący jest zapach radzieckich perfum z bazaru, którymi obficie zlana jest pani w wieku poprodukcyjnym, która prosi nas o skasownie biletu;
- nie ma milszego doznania, jak czuć na karku oddech zwolennika zdrowej żywności, który nie wiadomo co zjadł na śniadanie, ale z pewnością były w tym co najmniej trzy ząbki czosnku;
- świetnym rozwiązaniem w niektórych nowych autobusach są takie malutkie, ledwo uchylane okienka, przez które nieco powietrza wpada tylko wtedy, gdy pojazd zbliża się do prędkości dźwięku, ale nie zbliża się, bo stoi w korku;
- klimatyzacja w autobusach wcale nie jest potrzebna;
- schładzanie silników w tramwajach z lat 60. wymaga włączenia ogrzewania.

Wcale też nie jest łatwo zachęcić do porzucenia auta w deszczowe dni, bo jak przekonać ludzi, że:
- woda deszczowa jest zdrowa, dobrze robi na włosy i cerę, więc moknięcie w oczekiwaniu na spóźniony autobus służy zdrowiu;
- kałuże przy przystankach nie są przypadkowym zjawiskiem - bryzgi wody i błota lecące spod kół pojazdu na pasażerów są lepsze niż SPA a rankiem rozbudzają lepiej niż espresso;
- woda wlatująca przez uchylone wyjście awaryjne w dachu (które jest zamykane latem, a otwierane w dni deszczowe) ma służyć temu, aby pasażer (znudzony, bo ile można stać w korku) nie przespał swojego przystanku.

Zimą najłatwiej do komunikacji zbiorowej przekonuje rozładowany akumulator. Po obfitych opadach śniegu, część decyduje się na tramwaj lub autobus, bo po odśnieżeniu trzech samochodów nie ma ochoty odśnieżać auta czwartemu sąsiadowi w nadziei, że tym razem to jego. Ale co z tymi, co mają garaż? Jak ich przekonać, że:
- niedogrzany tramwaj to wcale nie wina konstrukcji z lat 60., ale troska o to, aby różnice temperatur nie doprowadziły do choroby pasażerów;
- skoro jest zima, to autobusy i tramwaje mogą się bardziej spóźniać, niż zwyczajowe trzy kwadranse.

A jeszcze tak niezależnie od aury, nikt poza komunikacją zbiorową nie zapewni ci:
- emocji, które towarzyszą na przystanku w oczekiwaniu na pojazd: przyjedzie, nie przyjedzie, przyjechał o kwadrans za wcześnie, czy może jest spóźniony i kiedyś tam się pojawi;
- frajdy, jaką sprawia obstawianie ze współpasażerami, czy staruszka biegnąca do autobusu zdąży, czy nie zdąży, czy kierowca czeka na nią, aby tuż przed nosem zamknąć jej drzwi, czy czeka, bo akurat nie może wyjechać z zatoki;
- niewyobrażalnego hałasu, jaki sprawia przejeżdżający przez rozklekotane zwrotnice tramwaj;
- tak bliskiego kontaktu z drugim człowiekiem.

W tym kontekście, tylko złodzieje aut mogą skłonić kierowców do komunikacji miejskiej. Bo jak się to wszystko ma do stania w korku w klimatyzowanym (zimą ogrzewanym) autku, z radia leci miła muzyczka, jeśli ktoś śmierdzi, to każesz mu wysiąść - pełen relaks. A przy tym wszystkim docierasz do pracy lub domu szybciej i bez przesiadek.

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.