rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Byłem wielkim zwolennikiem zmiany obecnie obowiązującego, komunistycznego w swej genezie, prawa prasowego. Jednak, gdy zapoznałem się z propozycjami jego zmian, doszedłem do wniosku, że lepiej go nie ruszać.

Skoro stowarzyszenie, które ma reprezentować moje interesy, proponuje zmiany mające z dziennikarzy uczynić zgrupowanie leśnych dziadków, na wzór PZPN, czy adwokatów lub notariuszy, to ja dziękuję.

Obecnie obowiązująca ustawa pochodzi z 1984 roku i jest - subtelnie rzecz ujmując - niedoskonała. Nie dość, że ma dziwne zapisy, to jeszcze wcale nie uwzględnia istnienia internetu.

Nie wiadomo, jak i gdzie w portalach zamieszczać sprostowania, bo analogii z gazetą, stacją telewizyjną lub radiową, jest niewiele. Zamiast internetowi, prawo prasowe sporo miejsca poświęca zakładowym radiowęzłom. Za przeproszeniem, ile dziś osób słucha radiowęzła, a ile korzysta z internetu!?

Mimo to, stałem się gorliwym zwolennikiem obecnie obowiązującego prawa. Propozycje Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zmierzają do utworzenia korporacji zawodowej z hierarchią: pracownik redakcji -> dziennikarz licencjonowany -> dziennikarz zawodowy.

Taka klasyfikacja utrudni młodym ludziom dostęp do zawodu, a i tak nie zmieni tego, że są i będą dziennikarze słabi, nierzetelni, bądź skorumpowani.

Niby to działanie w moim interesie, bo młodszy już nie będę, a wkracza na rynek pracy konkurencja: młodzi, szybcy, ambitni, gotowi długo popracować i za darmo lub półdarmo. Ale jakoś się nie cieszę.

Problem złej jakości dziennikarzy nie leży w obwarowaniach prawnych, a w ekonomii. Szczególnie dotyczy to gazet. Sprzedaż maleje, zyski spadają (albo od dawna ich już nie ma) - trzeba ciąć koszty. Po co zatrudniać kilkunastu, czy kilkudziesięciu doświadczonych i sprawdzonych dziennikarzy i dobrze im płacić, skoro miejsce między reklamami mogą zapełnić tani ludzie z łapanki.

Skoro w redakcji jest więcej żółtodziobów niż doświadczonych, to nie ma kto ich prowadzić, kontrolować, pracować z nimi. Są puszczani samopas, co widać po poziomie wielu mediów.

Uważam, że zawód dziennikarza wymaga ISKRY BOŻEJ, a nie dyplomów, zaświadczeń, czy czegoś tam jeszcze. W dodatku można się go nauczyć tylko i wyłącznie w praktyce. Tak więc nie jest ważne, po jakich studiach (często nie jest ważne, czy dziennikarz cokolwiek studiował), ktoś przychodzi do redakcji, istotne jest to, czy się nadaje, czy nie.

Tak więc trzeba dawać szansę ludziom z ulicy, żeby mogli pisać. Albo się sprawdzą, albo nie. Jednak jeśli w redakcjach nie będzie się miał kto nimi zająć, to może się okazać, że beznadziejni dziennikarze w myśl przepisów proponowanych przez SDP bez problemu zyskają status dziennikarza zawodowego i będą bonzami nie do ruszenia.

Śledząc wyniki sprzedaży gazet, czy oglądalność stacji telewizyjnych, mam obawy, czy zdrowe siły rynkowe wyeliminuje te redakcje, które stawiają na tanią siłę roboczą zamiast na wykwalifikowaną. Mimo to jestem przeciwnikiem ustawowych regulacji, kto jest dobrym, a kto złym dziennikarzem.

W przypadku mediów - przynajmniej w Polsce - raczej działa kopernikowska zasada, że zły pieniądz wypiera dobry. Choć kopernikowskie prawo w tym przypadku napawa niepokojem, to jednak jest odwiecznym prawem rządzącym światem, a nie wymysłem ludzi ze stowarzyszenia, którzy zamiast dobrych artykułów piszą projekty ustaw.

 
 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.