rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Prezydent nie mógł się dogadać z premierem w Warszawie. Udało się dopiero w pięknych okolicznościach przyrody na Helu. Nie chodzi o to, co ustalili, bo tego jeszcze do końca nie wiadomo, ale o sam fakt porozumienia.

Skoro politycy mają problem, żeby się dogadać w stolicy, to może trzeba ich wyekspediować na Hel. Mieszkańców tego pięknego miejsca przepraszam za ten pomysł, ale dla dobra kraju powinni się poświęcić. Może nawet wyprowadzić - za odszkodowaniem oczywiście.

Każdy poseł dostałby do dyspozycji pokój w jednym z licznych pensjonatów lub hoteli, albo domek na kempingu. Któraś z sal konferencyjnych dałaby się pewnie przerobić na miejsce obrad Sejmu.

A po co to wszystko? Dla atmosfery porozumienia! Olejniczak spacerujący po plaży pod ramię z Gosiewskim, Kurski w saunie z Kaliszem, Karski nacierający Senyszyn olejkiem - sielanka. I wszyscy sobie przytakują: Tak, tak panie pośle, ma pan rację. Albo: Akurat w tej sprawie mam nieco odmienne zdanie, ale podyskutujemy o tym spokojnie, a na pewno dojdziemy do kompromisu.

Premier Tusk z premierem Kaczyńskim siedząc przy barze w nadmorskiej kafejce też się w końcu dogadają, może nawet wspólnie postrzelają do tarczy z pistolecika. Do prezydenta Kaczyńskiego wpadną Kwaśniewski z Wałęsą na lampkę wina i może już zostaną.

Coś jest na tym Helu wyjątkowego. Wąski cypek ziemi, a działa jak magnes na tysiące turystów. Przecież prezydent bardzo lubi spędzać tam czas i z żalem wyjeżdża stamtąd do Warszawy. Może powinien zostać.

Czy eksperyment z wyekspediowaniem na Hel polityków może się udać? Warto spróbować. W razie, gdybym jednak przeceniał właściwości Helu i politycy zamiast się kochać, zaczęliby się boksować jak w stolicy, zawsze można ich łatwo odizolować. Z półwyspu szybko można zrobić wyspę - przekopać kanał, byle był głęboki i żadnej nad nim kładki ani mostu zwodzonego.

I tak powstałby rezerwat (dlatego wspomniałem, że mieszkańcy powinni wyjechać).

Same korzyści: albo mamy polityków nieszkodliwych (bo odizolowanych), albo mamy Sejm zgody narodowej. Jeden i drugi scenariusz jest dobry dla kraju.

Operację można by sfinansować ze sprzedaży bądź wynajmu wielu niepotrzebnych już nieruchomości w Warszawie. Mają dobrą lokalizację, więc trochę grosza wpadnie. Zaoszczędzi się też na posłach, bo nie trzeba będzie płacić za ich przeloty do Warszawy oraz na przelotach prezydenta, który też nie będzie już musiał zaglądać do stolicy.

A nawet gdyby zabrakło - choćby na odszkodowania dla mieszkańców Helu - to obywatele chętnie się dorzucą, bo naprawdę warto raz zacisnąć pasa, żeby mieć święty spokój.

 
 Oceń wpis
   

Ale afera! Tuż przed olimpiadą wyszło na jaw, że Chiny nie są krajem demokratycznym! Łamane są tam prawa człowieka, wykonywane wyroki śmierci, a w dodatku Tybetańczycy pokazali, że nie zapraszali Chińczyków, tylko ci ich okupują. W dodatku nieproszeni goście brutalnie pacyfikują niepokornych autochtonów. Pół świata zamarło z przerażenia! I co teraz będzie?

Dotąd w Chinach było fajnie. Kraj ten pomagał reszcie świata tanio produkując zamawiane rzeczy. Światowe koncerny przenosiły produkcję do Kraju Środka, politycy największych potęg gospodarczych bardzo uważali, żeby nie podpaść Komunistycznej Partii Chin. I nagle takie rozczarowanie... Za kilka dni może się okazać, że te tanie produkty wytwarzają małe dzieci, więźniowie polityczni oraz wywłaszczeni chłopi. Nie daj Boże wyjdzie na jaw, że robotnicy pracują w haniebnych warunkach.

Co teraz? Już wiadomo, że Donald Tusk wstrząśnięty newsem, iż Chiny okupują Tybet, zapowiedział, że nie pojedzie na igrzyska. Gdy ta informacja dotarła do Chin, to zapewne pilnie zwołano posiedzenie kierownictwa KPCh. Dygnitarze radzili, czy czasem nie odwołać olimpiady. Bez Tuska impreza może się udać. Miejmy nadzieję, że jakoś wybrną z kłopotu.

Nie tylko zresztą Tusk bojkotuje imprezę, ale także inni politycy zamierzają tak uczynić. Pojawiły się też nawoływania do bojkotu produktów Coca-Coli i Adidasa - głównych sponsorów hucpy.

A mnie to wszystko śmieszy, bo tak naprawdę wszyscy lubią Chiny. Gdyby buddyzm nie był w modzie, a dalajlama nie był lansowany, to nawet nikt by się nie zainteresował losem Tybetańczyków. Jest tyle innych uciśnionych i wyniszczanych narodów, a nikt się nad nimi nie użala. Nad Tybetem jednak wypada.

Dlaczego mimo to wielkie koncerny i wielcy politycy lubią Chiny? Bo światem rządzi pieniądz. Konsumenci i wyborcy lubią swoje pieniądze, dlatego pośrednio lubią Chiny. Wolimy tańsze komputery od droższych, to samo dotyczy telewizorów, radioodbiorników, komórek, itd, itp. Wcale nie chodzi o tanie koszulki lub trampki, bez których rzeczywiście moglibyśmy się obyć. Jednak w niemal każdym sprzęcie, który jest w naszych domach - niezależnie jakiej marki - w środku jest coś Made in China. Bez produktów z tego kraju, mielibyśmy mniej pieniędzy lub mniej gadżetów.

Dlatego Chiny są fajne!

O tym, że Chińczycy zorganizują olimpiadę w 2008 roku, wiadomo od roku 2001. Dlaczego dopiero dziś pojawiło się święte oburzenie? Przez siedem lat wszyscy żyli w przekonaniu, że Tybetańczykom jednak jest dobrze pod chińską okupacją?

Skończmy z tą obłudą! I tak olimpiada organizowana jest po to, aby między biegiem a skokiem, między pływaniem a meczem, pokazać reklamy. Po to, aby reprezentanci sponsorów mogli pohasać w koszulkach z logo firmy z gdzieś upchniętym godłem kraju, z którego przyjechali. Żeby mogli całować złote medale na tle reklamy firmy, która sporo zapłaciła, aby takie ujęcia obiegły świat.

Gdzie tu miejsce na sentymenty? Na Tybetańczyków, więźniów politycznych, prawa człowieka?

Sens ma zmuszanie (choćby środkami ekonomicznymi) władz Chin do przestrzegania podstawowych praw człowieka codziennie aż do skutku. Przyznawanie im prawa do organizacji olimpiady, a później obrażanie się na panującą tam rzeczywistość, jest cynizmem.

Dlatego bojkotuję bojkot. Wypiłem dziś sprite'a!

 
 Oceń wpis
   
Jesteś bezrobotnym mieszkańcem popegeerowskiej wsi pod Rzeszowem? Zostań tam i żyj z tego, co da ci opieka społeczna. Jeśli zaczniesz szukać szczęścia gdzie indziej, to czekają na ciebie kłopoty. Taki jest w Polsce system - chcesz żyć spokojnie i bez problemów, to powinieneś umrzeć tam, gdzie się urodziłeś. Uściślając powinieneś żyć i umrzeć tam, gdzie jesteś zameldowany.

Nie sądziłem, że z wpisu Prezydent Wrocławia dzieci nie lubi zrobi się serial - ale stało się. Kontynuacja nastąpiła na łamach Money.pl w komentarzu Wygodni urzędnicy i głupie prawo. Okazuje się, że o wciąż obowiązującej komunistycznej ustawie meldunkowej można pisać w nieskończoność, a jeśli do tego dołoży się podejście władz miasta Wrocławia, które z wielką gorliwością stosują absurdalne przepisy, to wychodzi przepis na komedię.

Specyficzna to komedia, bo publiczność rwie włosy z głowy zamiast się chichotać, za to pęka ze śmiechu towarzysz Gierek (ustawa pochodzi z lat 70.) wraz z towarzyszem Dutkiewiczem (prezydentem Wrocławia, który każe urzędnikom ustawę wybiórczo stosować).

Dlaczego znów o tym piszę? Dziś dowiedziałem się, że dziecko mojego kolegi nie pójdzie do przedszkola, bo nie jest zameldowane w tym zacnym grodzie. A więc jego mama (od lat z mężem mieszkająca w stolicy Dolnego Śląska) do pracy zapewne nie pójdzie, co za tym idzie nie będzie płacić podatków.

Jest dobra wiadomość: urzędnicy podlegli towarzyszowi Dudkiewiczowi nie zawsze są konsekwentni w stosowaniu ustawy meldunkowej. Wykorzystują jej zapisy, gdy im wygodnie.

Mój inny znajomy, o którym wcześniej pisałem, wcale nie będzie musiał dowozić dziecka do szkoły z Wrocławia do Kędzierzyna-Koźla (130 km). Proponowali mu to urzędnicy, ale w ostatniej chwili się rozmyślili i łaskawie dziecko przyjęli do wrocławskiej podstawówki mimo braku meldunku w tym mieście.

O co więc chodzi? Nie wiadomo. Wniosek jest jednak taki, że człowiek w Polsce jest przywiązany do ziemi jak chłop pańszczyźniany. W dodatku wcale nie wierzę, że to się zmieni. Choć premier Donald Tusk zapowiedział zniesienie obowiązku meldunkowego, nigdy do tego nie dojdzie. Trudne będzie nawet zliberalizowanie PRL-owskiego prawa.

Urzędnicy stwierdzą, że bez ustawy meldunkowej bałagan straszny się zrobi, policja doda, że zwiększy sie przestępczość i spadnie wykrywalność, kościół uzna, że ksiądz nie trafi po kolędzie, a Poczta Polska udowodni, że nie będzie mogła wydawać listów poleconych.

Ostatecznie wyjdzie na to, że prawo trzeba będzie zaostrzyć. Może więc lepiej ustawy nie ruszać, a my nie ruszajmy się z miejsca zameldowania.

P.S. Więcej o absurdach wynikających z ustawy meldunkowej pisała moja koleżanka w tekście Obowiązek meldunkowy - kosztowny absurd.
 
Dlaczego PO mnie irytuje 2008-03-13 23:42
 Oceń wpis
   

Nie mogę słuchać wypowiedzi polityków Platformy o podatku liniowym. Polityków z pozostałych partii także. Zrodziła się jakaś ponadpartyjna koalicja na rzecz zniszczenia idei podatku liniowego. Jej celem jest wmówienie ludziom, że podatek liniowy to jakieś dziwadło. Jak dyskusja będzie się dłużej ciągnąć, to wszyscy zapomnimy, czym jest podatek liniowy i jakie niesie korzyści.

Największe pretensje mam do PO, bo ona zaczęła dyskusję od razu myląc pojęcia - co nienajlepiej świadczy o wiedzy polityków tego ugrupowania, ukierunkowanego ponoć na gospodarkę.

Platforma chce wprowadzenia podatku płaskiego, takiego jaki mamy dziś, tylko że zostanie jedna stawka zamiast trzech. Niewiele to uprości, bo nie zniknie potrzeba wypełniania zeznań podatkowych i potrzebna będzie armia urzędników do sprawdzania, czy aby obywatele dobrze zaokrąglili kwoty i nie muszą czasem dopłacić dwóch złotych z karnymi odsetkami. Trzeba też sprawdzać, czy dobrze poodpisywali ulgi i czy mieli do tego prawo.

A my będziemy nadal musieli przez pięć lat trzymać wszystkie kwity, a w razie wezwania tłumaczyć się, czy w 2003 roku rzeczywiście kupiliśmy farbę i pomalowaliśmy przedpokój. A jak udowodnić, że farby nie sprzedaliśmy na bazarze, skoro w przedpokoju jest już tapeta, na którą nie mamy faktury, bo po zniesieniu ulgi budowlanej nawet o nią nie poprosiliśmy w sklepie?

Nie chcę powtarzać argumentów z wpisu na podobny temat - Liniowy jest sprawiedliwy, ale nikt go nie chce wprowadzić.

W każdym razie żaden z polityków nie mówi o podatku liniowym, choć to sformułowanie często pada. Podatek liniowy - może jakiś polityk przeczyta i się dowie - nie może mieć żadnych ulg, kwot wolnych, odliczeń - bo przestaje być wtedy liniowym. Jego zaletą jest właśnie prostota. Nie wypełnia się PIT-a, bo po co - od każdej zarobionej złotówki pracodawca odprowadza na przykład 15 procent. I już. PIT-y znają jedynie osoby, które mają dodatkowy dochód na przykład z wynajmu mieszkań. Muszą wtedy same odprowadzić należną kwotę.

Urzędnicy nie mają czego sprawdzać, więc mogą się zająć kontrolą osób, które nie płacą podatków. Ściągalność podatków rośnie.

Z tych powodów irytuje mnie Platforma. Reszta ugrupowań męczy mnie powtarzaniem sloganów, że taki podatek jest niesprawiedliwy. Nie może być tak, że Krauze lub Kulczyk mają płacić tyle samo co Chochołowski. Z matematyki miałem najczęściej coś około czwórki (może trochę w górę zaokrąglam), ale wiem, że 15 procent z 10 tysięcy złotych, to 1,5 tysiąca. Ze 100 tysięcy będzie to 15 tysięcy. Tylko polityk może wyliczyć, że 1500 = 15000. Mój matematyk - zacny pan Ciesiołka - nie dałby mi czwórki (czy stopnia zbliżonego do czwórki), gdybym przedstawił mu takie równanie.

Z całym szacunkiem do pensji w Money.pl (nie narzekam i pozdrawiam Prezesa) to jednak po wprowadzeniu podatku liniowego nie płaciłbym tyle samo, co Krauze, albo inny bardzo bogaty człowiek.

Zgodzę się, że niesprawiedliwy jest podatek kwotowy. Trudno byłoby się pogodzić z sytuacją, w której każdy podatnik miałby płacić dajmy na to trzy tysiące złotych rocznie niezależnie od tego ile i czy w ogóle zarabia.

I dlatego zirytowany jestem. Populizmem PO, która reklamuje swoją hybrydę jako podatek liniowy, a resztę za wmawianie, że 1500 = 15000. I jak w takiej atmosferze mówić o reformie podatkowej?

 
 Oceń wpis
   
Osoba aktywna zawodowo, to dla miasta zysk. Dziecko osoby aktywnej zawodowo, to dla miasta koszt. Dlatego Wrocław stawia na prężnych, bezdzietnych mieszkańców. Tych z potomstwem raczej zniechęca do pracy, a przynajmniej do mieszkania we Wrocławiu.

Wrocław rozpoczął w ubiegłym roku kampanię zachęcającą emigrantów do powrotu do kraju, a precyzyjniej do zamieszkania we Wrocławiu. Ponoć są tutaj niesamowite możliwości. Można robić karierę zarabiając konkretne pieniądze. Jednak Rafał Dutkiewicz, prezydent Wrocławia, zachęcając emigrantów do powrotu, zapomniał wspomnieć, żeby dzieci zostawili w Londynie.

We Wrocławiu bowiem gro rodziców pozbawionych jest możliwości oddania dziecka do żłobka lub przedszkola. Takie instytucje obciążają budżet miasta, więc liczba miejsc jest ograniczona i przywilej zapisania pociechy przysługuje tylko wybranym.

Poniekąd słuszna to polityka prezydenta Dudkiewicza. Trzeba ciąć wydatki, żeby były pieniądze na inwestycje. Trzeba dbać o wpływy - czyli o jak największą liczbę firm działających w mieście i jak największą liczbę osób aktywnych zawodowo. Część podatków od firm i ich pracowników zasila miejską kasę.

Jednak polityka nie dbania o dzieci powoduje to, że ubywa osób aktywnych zawodowo - a rąk do pracy brakuje. We Wrocławiu nie zarabia się aż tyle - a przynajmniej większość mieszkańców nie zarabia tak dobrze - żeby z dwóch pensji opłacić opiekunkę dla dziecka i jeszcze żeby starczyło na życie. Wiele rodzin decyduje się więc - skoro nie mogą oddać dziecka do żłobka i przedszkola - że jedno z rodziców, najczęściej mama, rezygnuje z pracy i zajmuje się dziećmi.

To ekonomicznie słuszna decyzja. Po co pracować, skoro całą pensję oddaje się opiekunce? Zresztą warto przypomnieć, że przedszkola też wcale nie są tanie. Opłaty wraz z wyżywieniem i dodatkowymi zajęciami to wydatek rzędu 400-500 złotych miesięcznie. Ale to i tak znacznie mniej niż opiekunka (pracująca oczywiście na czarno, bo legalne zatrudnienie jest już zupełnie bezsensowne).

Tak więc można odnieść wrażenie, że Rafał Dutkiewicz zachęca emigrantów, aby przyjechali do Wrocławia, ale bez dzieci.

Jednak jak jacyś durni emigranci nie zdecydują się zostawić dzieci w Anglii i przywloką je ku utrapieniu władz do Wrocławia, to jedno z rodziców musi siedzieć w domu. Z całym szacunkiem dla wrocławskich pensji, nie utrzymają się. Zatem jedno z nich wraca do Londynu zarabiać na rodzinę siedzącą we Wrocławiu. Ale jaki to ma sens? Jaka z tego korzyść dla miasta?

Panie Prezydencie, gdybym był emigrantem zarobkowym, to nie przekonałby mnie Pan do przyjazdu do Wrocławia. Jeśli już w ogóle chciałbym wracać, to wybrałbym Warszawę. Oczywiście miasto brzydsze, ale pensje znacznie lepsze. Jest większy wybór prywatnych przedszkoli, na które pewnie byłoby mnie stać.

A swoją drogą - nawet mimo słabego funta - po co ma ktoś rezygnować z dobrze płatnej pracy i z angielskiego socjalu na rzecz miasta, w którym dzieci nie są mile widziane, komunikacja zbiorowa to dramat nad dramaty, a samochodem też się nie da jeździć?

Może przed następną akcją zachęcającą do czegokolwiek, niech ludzie prezydenta przygotują mu jakieś argumenty. Pewnie będzie mu łatwiej przekonać choć jedną osobę. Nie samym PR-em człowiek żyje.

P.S. Wpis ten powstał po wysłuchaniu opowieści kolegi, który stara się o miejsce w przedszkolu dla córki. O jedno z 25 miejsc walczy z kilkuset innymi rodzicami. Pisząc ten tekst przypomniała mi sie sytuacja innego kolegi, który usiłował zapisać dziecko do żłobka. Żony obu kolegów nie pracują.

P.P.S. Wcale nie jestem przekonany, czy państwo i miasto powinny zapewniać i dotować miejsca w żłobkach i przedszkolach. Tylko niech politycy - lokalni i centralni - publicznie nie ubolewają nad złą sytuacja demograficzną i niech nie robią obłudnych PR-owych akcji zachęcających emigrantów do powrotu. Może dzięki takim akcjom miasto można wypromować w kraju, ale wśród mieszkańców pozostaje niesmak.

P.P.P.S. Bardzo lubię Wrocław, ale mimo to coraz częściej zastanawiam się, dlaczego tutaj mieszkam.
 
 Oceń wpis
   

Mam dla Państwa quiz. Proszę przeczytać poniższy tekst i odpowiedzieć na pytania:

1. Co firma Logitech wymącza?
2. Czy firma Logitech zajmuje się produktami mącznymi?
3. Co właściwie w kwestii gwarancji i rękojmi przysługuje osobie, która nabyła produkt Logitechu?
4. Lekarz jakiej specjalności jest potrzebny klientom Logitecha?
5. Jaka powinna być wmaściwa pozycja ciama do czytania Important Information Po Polsku?

Oto konkursowy tekst:

Wymączenie rękojmi. Jawnie wyraaone w tej umowie gwarancje zastępują wszystkie inne gwarancje. Firma Logitech i jej dostawcy nie udzielają aadnych gwarancji, wmączając w nie, wszelkie dorozumiane gwarancje dotyczące wartości rynkowej produktu, jego przydadtności do określonych celów i nienaruszalności praw osób trzecich w odniesieniu do tego sprzętu. aaden dealer, agent czy pracownik firmy Logitech nie jest uprawniony do modyfikacji, przedmuaania ani uzupemniania niniejszej gwarancji. Poniewao niektóre prawodawstwa nie dopuszczają do ograniczeń okresu waoności gwarancji dorozumianych, powyosze mooe nie mieć zastosowania w kaodym kraju.

To fragment informacji z książeczki zatytułowanej Important Information adresowanej dla osób, które nabyły mysz komputerową. Fragment pochodzi ze strony zatytułowanej (uwaga!) Po polsku.

W rozdziale Po polsku można przeczytać więcej intrygujących sformułowań. Jest na przykład wzmianka o ergonomii pracy. Powtarzanie przez dmuoszy czas tych samych czynności, niewmaściwa pozycja ciama (...) niekorzystnie wpmywa na system nerwowy, a mooe teo powodować urazy mięśni i ściegien.

Tu muszę się zgodzić z Logitechem. Przez dmuoszy czas powtarzałem tę samą czynność (czytałem Important Information Po Polsku) i choć nie wiem, czy miałem wmasciwą pozycję ciama, to wpmynęło to niekorzystnie na mój system nerwowy. Choć mięśnie i ścięgna mam całe, to po tej lekturze nigdy już nie będę sobą.

Zwróciłbym się o odszkodowanie do Logitecha, ale nie zrozumiałem fragmentu o wymączeniu gwarancji, więc nie wiem, czy cokolwiek mi przysługuje. W Important Information Po Polsku znalazłem cenną poradę. Napisali, że jeśli po kontakcie z Logitechem coś mi dolega, mam się zgmosić do lekarza specjalisty.

Wracam do quizu. Jest nagroda dla zwycięzcy! Kto najtrafniej odpowie na pytania, otrzyma oryginał Important Information Po Polsku. Za drugie i trzecie miejsce także cenna nagroda: kserokopia Important Information Po Polsku. Przesyłka na koszt niżej podpisanego (wymączając kraje, do których przemyłka będzie zbyt droga).

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.