rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Niezwykle mnie ubawiła afera wielka, jaką stał się handel alkoholem przez internet. PARPA - to taki miły skrót od groźnie brzmiącej nazwy Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych - stwierdziła, że nie można sprzedawać procentowych trunków przez internet.

Nie można, bo zgodnie z ustawą, dzięki której nasz zdrowy naród jest zawsze trzeźwy, sprzedawca musi stwierdzić, czy kupujący jest pełnoletni oraz czy jest trzeźwy. A internetowy sprzedawca nie może tego zbadać, bo nie widzi klienta, nie może go wylegitymować oraz nie może poprosić, żeby chuchnął.

Problem wydał mi się na tyle istotny, że postanowiłem przebudzić się z blogowego zimowego snu i reaktywować bloga.

Zastanawia mnie logika, którą kieruje się PARPA. Zgodnie z polskim prawem - głupie prawo, ale prawo - nie można kupować wódy po pijaku. OK. Ale kupowanie przez internet wiąże się z tym, że na dostawę trzeba poczekać. Tak więc nawet, gdy po pijaku kupię flaszkę, to zanim ona do mnie dotrze, zdążę wytrzeźwieć. Szczególnie, jeśli wysyłka odbędzie się za pośrednictwem Poczty Polskiej. Instytucja ta przekazuje paczki w terminie od dwóch do sześciu tygodni, więc nawet gdy impreza się przeciąga, nie tylko można wytrzeźwieć, ale ponownie się upić i znów wytrzeźwieć i tak wiele razy.

Chyba, że według PARPA, jesteśmy narodem skrupulatnie planującym pijaństwo. Zaplanowałem, że upiję się i będę pił przez kilka dni akurat w spodziewanym terminie planowanej dostawy alkoholu ze sklepu internetowego. I wtedy prawdziwy dramat nastąpiłby, gdyby PARPA nie zablokowała sprzedaży internetowej: narąbany odebrałbym paczkę i wypił jej zawartość! Straszne. Dobiłbym się alkoholem z internetu!

Przeróbmy jednak ten scenariusz przy włączonym zdrowym rozsądku. Mam ochotę się napić wbrew ustawie - jestem już nietrzeźwy i mam ochotę na więcej. Nie przyjdzie mi do głowy, aby zamawiać w internecie kolejną flaszkę. Po prostu zakładam buty i idę do całodobowego za rogiem i kupuję co chcę (nie wąchają tam, jak pachnę, więc sprzedadzą mi wszystko).

Nawet, gdy nie mam monopolowego za rogiem, albo nie jestem w stanie założyć butów, to zamawiam poprzez taxi alkohol i mi przynoszą do mieszkania. I to jest właściwe, dobre, zapobiegające alkoholizmowi, ale zakupy przez internet nie!

Jeszcze jedno - sklepy internetowe z alkoholem z reguły służą do zamawiania lepszych trunków, trudno dostępnych w zwykłych off-linowych monopolowych. Po co zamawiać zwykłą Żołądkową przez internet, skoro jest ona w markecie tańsza niż w internecie? I w dodatku można ją wypić w dniu zakupu.

Krótko mówiąc, PARPA odcięła smakoszy od ich ulubionych trunków. Nawet w dużych miastach trudno jest kupić bardziej wyszukane alkohole, a w mniejszych jest to niemożliwe. Alternatywą był internet. Jak się okazuje, nielegalną. Smakoszom - szczególnie tym z mniejszych miejscowości - pozostaje krzywić się i pić Sofię. Dzięki rządowej agencji, tylko takie wino mogą kupić w pobliskim sklepie.


P.S. Przypomniała mi się taka anegdota, którą opowiem przy użyciu własnych danych osobowych. Wchodzi do sklepu zawiany jegomość i mówi: Nazywam się Chochołowski i poproszę o butelkę Luksusowej.
Na to ekspedientka: Proszę bardzo, ale nie musi mi się pan przedstawiać.
Klient: Muszę, bo nie jestem anonimowym alkoholikiem.

 
 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.