rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Napiszę krótko, to co nieco dłużej napisał mój zacny kolega Olgierd Rudak: na wybory trzeba chodzić. Napisałem krótko, żeby nie powtarzać celnych argumentów (kto chce, to przeczyta). Dodam tylko jeden: jeśli naprawdę nie ma się na kogo zagłosować - nawet na zasadzie wyboru mniejszego zła, to trzeba pójść na wybory i oddać głos nieważny.

Na temat tego argumentu chcę się nieco rozpisać. Może pół miliona, milion lub dwa miliony nieważnych głosów, dadzą do myślenia politykom? OK, nic nie zmienią, ale chwila refleksji naszej klasie politycznej nie zaszkodzi.

Po co iść, żeby oddać głos nieważny? Bo nie idąc na wybory jasno mówimy: mamy w... głębokim poważaniu nasz kraj i prosimy sąsiadów, aby wybrali władzę za nas.
Poza tym, jak można nie brać udziału w jedynym święcie demokracji, gdy następuje jedyny taki moment, w którym coś od nas zależy?

Nie idąc na wybory jednocześnie mówimy "nie chcemy demokracji". Niektórzy twierdzą, że właśnie demokracja polega na tym, że można nie głosować. Uważam jednak, że jeśli ktoś nie jest zwolennikiem autokratycznych systemów, dyktatury albo libertariańskich utopii (w tym momencie kolega Olgierd lub koleżanka Agnieszka mnie przeklinają) to powinien głosować.

Głos nieważny, też jest głosem. Nie pójście na wybory nie jest głosem - chyba, że może przynieść wymierny skutek polityczny, jak pisze Olgierd.

Generalnie jestem przeciwnikiem wprowadzania sankcji, za brak udziału w wyborach bez usprawiedliwienia (co jest praktykowane w kilku krajach o głęboko zakorzenionych demokratycznych tradycjach). Jednak jak patrzę na frekwencję rzędu 40 procent lub mniej, to zastanawiam, się, czy nie warto jakoś tego rozwiązać.

Niestety nie mam pomysłu. Nie jestem zwolennikiem praktykowanej w innych krajach grzywny. To najprostsze rozwiązanie, ale dość brutalne. Nie chcę, żeby ludzie głosowali, bo nie stać ich na zapłacenie grzywny. Może trzeba wprowadzić inne?

A może zamiast sankcji po prostu apel: człowieku, nasz kraj nie należy do polityków, tylko do ludzi tu mieszkających. Mieszkając tu, a nie głosując, de facto oddajesz władzę politykom. Bo wielu zależy na tym, żebyś nie poszedł do wyborów, bo zdobyć władzę mogą tylko dzięki mniejszości wyborców.

Niestety w skuteczność apeli nie wierzę za bardzo. Dlatego 21 października znów władza zostanie wybrana przez mniejszość Polaków.

 
 Oceń wpis
   

Czym się różni Władysław Bartoszewski od Jarosława Kaczyńskiego? Ten pierwszy ma klasę, styl i przede wszystkim autorytet.

Po dzisiejszej wymianie zdań między obu Panami (prawdziwej wymiany nie było, pierwszy przemawiał w Krakowie, drugi trochę później w Szczecinie) muszę wyrazić ubolewanie. Ubolewanie, że premier lubuje się w niszczeniu autorytetów.

Niech sobie niszczy Tuska, Kwaśniewskiego i kogo tam jeszcze chce, ale niech się ograniczy do tej ligi.

Dlaczego po raz kolejny obrzucił błotem osobę, która dla wielu jest wielkim autorytetem. Mało kto ma taki życiorys i całym swoim długim już życiem udowodnił, że jest ze wszech miar porządnym i prawym człowiekiem.

Kto ma być autorytetem dla młodego pokolenia Polaków, skoro ci słyszą, jak premier RP pluje na takich ludzi? Kaczyński ma być autorytetem? Giertych junior a może senior? Czy może Przemysław Edgar?

Jak można (nie pierwszy raz) powiedzieć o Bartoszewskim, że on cokolwiek na kolanach robił, czy służalczo zgięty w pas? Według premiera właśnie tak prowadził rozmowy z Niemcami w czasie, gdy był ministrem spraw zagranicznych.

Po namyśle stwierdzam, że Jarosław Kaczyński mówi tak przez zazdrość. Zazdrości Bartoszewskiemu, że ten może z Niemcami rozmawiać jak równy z równym, bo jest dla nich autorytetem. To Niemcy mają kompleks wobec Bartoszewskiego, więc on nie musi na nich poszczekiwać jak mały kundelek na doga.

Gdy rozmawia z Niemcami, nie musi krzyczeć, grozić, wymachiwać szabelką. Po prostu mówi i jest słuchany.

Premier ma czego zazdrościć i widać ma nieodparta potrzebę uzewnętrznienia tego uczucia.

Być może góra Ślęża ma kompleks wobec Czomolungmy, ale przynajmniej nie zdradza tego nikomu. Dlatego wszyscy ją lubią i nawet podziwiają. Bo choć niezbyt wielka, to godnie się prezentuje.

P.S. Do Władysława Bartoszewskiego - choć uważam go za autorytet - mam jednak żal o to, że zaangażował się w kampanię PO. Partia ta jeszcze go rozczaruje. Dlatego powinien trzymać się w większej odległości od bieżącej polityki. Gdyby powiedział to, co powiedział, ale nie na konwencji PO, miałoby jeszcze większą siłę rażenia.

 
 Oceń wpis
   

Dlaczego ktoś, kto nie chce żyć w Polsce, ma decydować o tym, jak mają żyć ci, którzy zostali? Obecne rozwiązanie polegające na tym, że głosuje każdy, kto ma polski paszport, trzeba gruntowanie przemyśleć.

Obserwując Lecha Kaczyńskiego i Nelly Rokity, którzy prowadzili kampanię wyborczą w Stanach, słuchając wypowiedzi tamtejszej Polonii, zacząłem się zastanawiać, dlaczego mieszkający tam ludzie mają decydować, kto będzie rządził mną tutaj?

Wcale nie chodzi o to, aby Polonii odebrać prawo głosu za karę, że wybrali lepsze życie poza ojczystym krajem. Każdy ma prawo, a przynajmniej powinien mieć, aby żyć tam, gdzie chce.

Nie chodzi o karę, ale o logikę. Dlaczego ktoś, kto od 20 lat mieszka w USA, ma decydować, kto będzie rządził w Polsce? Dlaczego ma wybierać za mieszkańców kraju nad Wisłą, skoro nie będzie ponosił konsekwencji wyborczej decyzji?

Oczywiście trzeba rozwiązać problem ludzi, którzy wyjechali na parę lat po to, aby się dorobić i wrócić. Oni powinni móc współdecydować o kształcie Polski.

Jak rozróżnić te dwa rodzaje emigracji? Najprościej poprzez podatki. Jeśli ktoś je płaci w Polsce (a przynajmniej składa deklaracje podatkowe), to znaczy, że nie pożegnał się z krajem na zawsze. Może nie jest to do końca sprawiedliwe, ale jednak to dość czytelny podział na Polaków chwilowo przebywających za granicą, a tych, którzy swoje losy związali z innym krajem.

Według takiego myślenia, prawo wyborcze powinni otrzymać obcokrajowcy żyjący w Polsce. Jeśli ktoś ma prawo pobytu i pracy na kilka lat, dlaczego ma nie mieć wpływu na kraj, w którym mieszka i pracuje?

Co w tym złego, że Anglik, Niemiec, czy Ukrainiec będzie miał wpływ na kształt parlamentu, skoro, tak jak Polak, będzie ponosił skutki ewentualnego złego wyboru, czy też cieszył się, że dzięki jego trafnej decyzji kraj rozwija się pomyślnie.

W wyborach samorządowych mieszkaniec Suwałk nie może współdecydować o tym, kto będzie prezydentem Wrocławia, nawet jeśli jest w tym mieście podczas wyborów na delegacji. I słusznie, bo wrocławianie jak sobie pościelą, tak się wyśpią i mieszkańcom Suwałk niewiele do tego. I odwrotnie.

Skoro więc wrocławianinowi - choćby urodził się w Suwałkach - nic do tego, jaką w Suwałkach mieszkańcy sobie władzę wybiorą, to dlaczego Amerykanie z Ameryki, Irlandczycy z Irlandii lub Niemcy mieszkający w Niemczech - choćby urodzili się w Polsce - mają decydować, kto będzie tutaj rządził?

 
 Oceń wpis
   

Ledwie napisałem, że z Nelly Rokitą będzie wesoło podczas kampanii, a już się ziściło. Co prawda jakoś wybrnęła po opublikowaniu nagrania, w którym stwierdziła, że kobietom w PRL-u było lepiej, bo miały prawo do aborcji.

Dając wiarę jej wyjaśnieniom, że to taka ironia i żart, nie zmienia to faktu, że PiS z wielką atencją przyjęło na swoje listy osobę, która opowiada się liberalnym podejściem do kwestii aborcji.

Tłumacząc się ze swojej wcześniejszej wypowiedzi, Rokita stwierdziła, że każda kobieta powinna sama decydować, co chce zrobić z niechcianą ciążą. To jednak dość dalekie stanowisko od linii PiS-u.

Jednak o dziwo, wcale to nie przeszkadza tej partii. Trzeba przyznać, że Prawo i Sprawiedliwość bardzo się zmieniło i w kwestiach etycznych zgadza się na pluralizm. Potrafi pogodzić katolickie spojrzenie na aborcję ze stanowiskiem prezentowanym głównie przez SLD. To nowość i chyba największa niespodzianka tegorocznej kampanii wyborczej.

Ale dobrze świadczy to o PiS-ie i dowodzi, że partia ta ewoluuje. Jednak transfery mają dobroczynny wpływ na zdawałoby się konserwatywną w kwestiach wartości partię.

Przy okazji jedno pytanie związane z Nelly Rokitą: kto współfinansuje jej kampanię wyborczą? Tak, Ty drogi podatniku, bo Rokita walczy o głosy Polonii amerykańskiej za pieniądze z budżetu kancelarii prezydenta.

Prezydent zagadnięty, co w Stanach robi z nim Pani Rokita, odpowiedział, że chciał się z nią bliżej poznać i pogawędzić w samolocie. Rozumiem, że prezydencki samolot z Nelly, czy bez niej i tak by poleciał. Współpracownica Pana Prezydenta nie ma nadwagi, więc samolot nie spalił więcej paliwa przez jej obecność.

Jednak podróż zagraniczna to nie tylko przelot, ale wiele innych kosztów, w tym hotele. Chyba Nelly Rokita nie spała z Lechem Kaczyńskim w jednym łóżku, aby nie zwiększać kosztów?

Jakoś nie chce się wierzyć, że Rokita poleciała tylko po to, aby prezydent się nie nudził 10 tysięcy metrów nad oceanem.

Odpowiedź jest jedna, Nelly zdobywa głosy Polonii, bo Polonia głosuje na listę warszawską. Jednak dla przyzwoitości, prezydent lub jego pełnomocniczka do spraw kobiet, mogli choć bąknąć, że Rokita przybyła za ocean, aby zebrać doświadczenia amerykańskich działaczek, przyjrzeć się sytuacji emigrantek i zatroszczyć o nie.

Jednak ani słowa o tym. A tak prosto można było wyjaśnić tę dziwną wizytę.

 
 Oceń wpis
   

...na Ukrainie naprawdę jest ciężko. Staropolskie powiedzenie Gość w dom, Bóg w dom, traktują tam bardzo poważnie. W dodatku od gościnności połączonej ze wznoszeniem toastów, nie sposób się wymigać.

Trzeba też wiedzieć, że toast toastowi nierówny. Na Ukrainie toast to kilkuminutowe przemówienie, najczęściej zakończone dowcipną pointą. Nie napicie się po takim toaście należy traktować w kategoriach zniewagi gospodarza.

Na czym polega tamtejsza gościnność, miałem okazję się przekonać będąc na Ukrainie z okazji dni Polski w tym kraju. Na zaproszenie zaprzyjaźnionych regionów pojechała delegacja z Dolnego Śląska. Przede wszystkim były władze województwa, byli samorządowcy z powiatów i gmin. Byli również przedsiębiorcy, bo wizyta ta była połączona z misją gospodarczą.

Pierwsze dni były trudne. W dzień 4., podczas śniadania, większość z nas postanowiła, że musi odpocząć, zregenerować się i nie będzie korzystała z gościnności gospodarzy.

Na ten dzień zaplanowana była podróż z Kirowogradu do Dniepropietrowska. Zapakowaliśmy się do autokarów i w drogę. Tuż przed granicą obwodu dniepropietrowskiego zatrzymuje nas policja. Okazało się, że nie chcą łapówki. Zatrzymali nas, bo obok wielkiej tablicy informującej, że oto wkraczamy do obwodu dniepropietrowskiego, stoi rozbity wielki namiot, w którym czeka na nas wicegubernator. Czeka, aby nas godnie powitać i wznieść toast. Czeka też ludowa kapela (zdjęcie powyżej).

Tak gubernator wita gościStoły zastawione nie tylko jedzeniem. Między stołami krążą umyślni, którzy dbają, aby każdy miał czym wznieść toast. Wykazują się zaangażowaniem, więc tylko udawanie, że się pije, nie wchodzi w rachubę.

I tak, mimo porannych obietnic, około południa, weseli wsiedliśmy do autokarów, aby dotrzeć do stolicy regionu. Od granicy obwodu do samego hotelu w Dniepropietrowsku, eskortowała nas policja. Nie wypada, żeby goście stali w korkach, albo błądzili poszukując drogi do hotelu.

Przypomnę, że to była tylko skromna delegacja samorządowców i przedsiębiorców do regionów, z którymi Dolny Śląsk współpracuje. Skoro więc nas tak się przyjmowało, to na jakie przyjęcie może liczyć prezydent państwa? Nawet były.

Zdarzyło się, że z któregoś bankietu marszałek województwa wychodził chwiejnym krokiem, nawet się potknął. Generalnie prawie nikt nie był trzeźwy. Jednak choć rozumiem Olka, że nie jest łatwo na Ukrainie, to jednak jest spora różnica, między marszałkiem województwa, samorządowcem, przedsiębiorcą lub dziennikarzem, którzy bawią się na zamkniętym bankiecie, a między byłym prezydentem, który publicznie występuje.

Na koniec dowody na to, że atmosfera ukraińska wciąga. Przedstawicielka jednej z gmin na początku zarzekała się, że nie pije. Po paru dniach mówiła, że tylko w autokarze nie pije. Później mówiła, że pijąc w autokarze nie miesza.

Artysta, śpiewak operowy o pięknym głosie, miał zasadę, że dwa dni przed koncertem nie pije, bo musi być w formie. Zasadę tę stosował przez całe dotychczasowe zawodowe życie. Po paru dniach na Ukrainie, nieco ją zmodyfikował. W dzień koncertu wstał od stołu i powiedział - Dobra, koniec! Dwie godziny przed koncertem nie piję.

Ukraina to kraj bardzo ciepłych, gościnnych ludzi. Dlatego do Olka nie mam żalu, że skorzystał z tej gościnności. Żal mam o to, że później występował publicznie. Jednak mimo wszystko, Olek nie jest mordą naszą - jak mawia Marek Borowski - tylko byłym prezydentem kraju. A to zobowiązuje.

 
 Oceń wpis
   

Start Nelly Rokity w wyborach z listy PiS-u to udany prztyczek w nos Platformy. Przyciągnięcie takiego nazwiska to spora sprawa. Jednak dokładnie wiadomo, że chodzi tylko i wyłącznie o drobną złośliwość, odwzajemnienie się za Sikorskiego i Mężydło.

Jednak złośliwość ta odbije się jeszcze czkawką Jarosławowi Kaczyńskiemu. Pani Nelly nie będzie tańczyć tak, jak szef zagra. Można stawiać zakłady, nie czy, ale kiedy okaże się ona agentką, zdrajczynią, częścią układu i szarej pajęczyny.

W każdym razie cieszę się, że tak się stało. Słuchając wypowiedzi Pani Rokity, jako pełnomocniczki prezydenta do spraw kobiet, spodziewam się, że jako posłanka będzie mówić jeszcze zabawniejsze rzeczy.

Jako pełnomocniczka do spraw kobiet mówi, że ma słabość do chłopów, jako posłanka PiS, do kogo będzie miała słabość?

Niewątpliwie Nelly Rokita ma jeden dar, który predysponuje ją do zajmowania się polityką - potrafi przez kilkanaście minut mówić bez przerwy i nic nie powiedzieć. Nie zmarnuje się w Sejmie. Pytanie, do jakiej partii przejdzie, gdy zostanie wyrzucona z PiS-u? Do chłopów pewnie pójdzie.

 
 Oceń wpis
   

Bardzo długo się zastanawiałem, czy założyć bloga. Stało się. W razie czego złożę to na karb gorączki, kaszlu i kataru - jakieś paskudztwo mnie dopadło i nie mam siły uprawiać gospodarskich zajęć, iść na spacer z żoną, dzieckiem i psem. W klawisze jeszcze daję radę stukać.

Polegując w łóżku nadrabiałem zaległości w czytaniu tygodników. Do pierwszego wpisu zainspirował mnie Przekrój - w opinii większości moich znajomych ponoć najgorszy i najnudniejszy tygodnik, jednak jak dla mnie najlepszy (nie jestem do końca pewien, czy to nie zasługa Raczkowskiego).

Spore wrażenie zrobiła na mnie rozmowa z Barbarą Skargą, profesorem filozofii PAN. Dlaczego? Po pierwsze, lubię wiedzieć, co mają do powiedzenia ludzie, którzy na wiele tematów szczególnie mają prawo się wypowiadać. To znaczy ludzie, którzy COŚ przeżyli i nie było to w second life. Pani profesor była łączniczką AK, spędziła 11 lat w sowieckich łagrach. Historia naszego kraju bezpośrednio odcisnęła piętno na jej życiu.

Pani Skarga jednoznacznie mówi, że jest przeciw PiS-owi. To nic nie zwykłego, wielu tak mówi, ale tutaj chodzi o to, kto i jak argumentuje swoja niechęć.

Zacytuję: Czyżby Ci, którzy rządzą, wierzyli Marksowi, że biedni zawsze walczą z bogatymi? Prędzej czy później ta atmosfera nieufności wobec bogatych może się odbić na naszej gospodarce.

I dalej: Nie w tym rzecz, że mówią o oligarchii. Im chodzi o rozbudzanie złych emocji osób pokrzywdzonych, o odwoływanie się do sfrustrowanych i wskazywanie palcem na bogatych, na oligarchów, jako źródła wszelkiej niesprawiedliwości .

Politycy mają tendencje do mówienia i robienia pewnych rzeczy obliczonych na doraźnych efekt, zupełnie nie przejmując się konsekwencjami swoich działań w dalszej perspektywie.

PiS wygra październikowe wybory - to niemal pewne. Jeśli w dodatku będzie w stanie stworzyć rząd, który przetrwa całą kadencję, to co nam zostanie po 6 latach rządów Jarosława Kaczyńskiego? Spora część społeczeństwa z rozdmuchaną nienawiścią do Niemców, oligarchów (czyli do wszystkich, którzy się dorobili czegoś więcej, niż przeciętny obywatel, także do tych, którzy dorobili się uczciwie ciężką pracą i pomysłowością), liberałów, socjalistów i wszystkich myślących inaczej, niż oni.

Odwoływanie się do najniższych instynktów mniej wykształconej części społeczeństwa jest metodą na wygranie wyborów, ale spowoduje spustoszenie na długie lata. Spuścizna po PiS-ie będzie więc wielka, jak wielki jest cynizm ludzi z tej partii. Zresztą nie tylko tej, bo era mężów stanu przeminęła. Zastąpili ich cynicy.

Największy żal mam jednak do wszystkich partii opozycyjnych, że zgadzają się na grę na warunkach PiS-u i robią wszystko, aby ułatwić tej partii ponowne wygranie wyborów. Czy PiS jest silny? Nie, opozycja jest miałka, nijaka i słaba.

Zobacz, że wszyscy chcą Prawa i Sprawiedliwości.

Tak się złożyło, że pointa (i jednocześnie rada) do poczynań PiS-u znajduje się w tym samym numerze Przekroju, z tym, że w dziale Nauka. Otóż najnowsze badania dowodzą, że spójność grupy wcale nie zależy od jej konfliktu z innymi społecznościami. (...) w grupach ludzie szukają zaufania i bezpieczeństwa. Oczywiście wolimy się znaleźć wśród podobnych do nas, ponieważ bardziej możemy na nich polegać, ale nie znaczy to, że musi wiązać się z tym nienawiść wobec ludzi spoza tej społeczności. Ciekawe, czy Jarosław Kaczyński czyta Przekrój ?

W każdym razie badania naukowe dowiodły, że PiS i PO powinny zmienić swoje reklamówki wyborcze.

 





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.