rzecz o polityce, gospodarce i życiu naszym codziennym
 Oceń wpis
   

Słyszeliście już!? Nowy rząd PO ma składać się tylko z trzech ministerstw: zdrowia, szczęścia i pomyślności.

Takiego sms-a dostałem od kuzyna. Bardzo śmieszne, ale tylko z pozoru. Te trzy resorty bowiem będą sporo kosztować. Za ich funkcjonowanie zapłacimy już od stycznia. Po wyborach PO wycofała się z postulatu konieczności zmniejszania pozapłacowych kosztów pracy. Chce odwołać ustawę przepchniętą przez Zytę Gilowską - jeden z dobrych produktów słusznie odchodzącego w zapomnienie rządu - obniżającą wysokość składki rentowej.

Innymi słowy, Platforma zapowiada, że zabierze nam styczniowe podwyżki. Bo każdy pracownik najemny, łącznie z pielęgniarkami i nauczycielami, otrzymałby na rękę więcej pieniędzy. Nie chodzi o duże kwoty, ale dla osoby zarabiającej dwa tysiące brutto, podwyżka pensji netto o 50 złotych w lipcu, to na pewno niemało (po I etapie obniżki), a i w styczniu kolejne 50 nie zaszkodzi (po II zaplanowanym etapie).

Podwyżki bez obciążania pracodawców, to dobre rozwiązanie, szczególnie w momencie, gdy pracobiorcy usilnie domagają się większych zarobków.

Jednak zmniejszenie kosztów pracy, czyli danie podwyżek wszystkim najemnym pracownikom, nie opłaca się (politycznie), a jest kosztowne dla budżetu. A w budżecie pieniądze są potrzebne na utrzymanie wspomnianych trzech ministerstw, czyli spełnianie przedwyborczych obietnic.

Według Zyty Gilowskiej otrzymać podwyżkę miałem ja, pielęgniarka oraz kasjerka w hipermarkecie. Ale to taka podwyżka bez fajerwerków. Gdy zabierze się podwyżkę mi i kasjerce, to będzie można dać więcej pielęgniarce, w dodatku specjalne porozumienie można będzie podpisać uroczyście i przy błysku fleszy. A to się opłaca (politycznie).

Przy tym ja ani kasjerka strajkować nie będziemy, a nawet gdyby, to rząd wzruszy ramionami i stwierdzi, że to problem mojego pracodawcy oraz Tesco bądź innej Biedronki.

Dlatego w imię szczytnych spraw: sprawiedliwości społecznej, solidaryzmu i marketingu politycznego, PO zabierze podwyżki wszystkim, aby dać tylko niektórym.

 
 Oceń wpis
   

Mija trzeci dzień od wyborów, a na moim blogu milczenie. Nie będę się tłumaczył tym, że musiałem odespać przedziwny wieczór wyborczy i wieczorami ucinam sobie drzemki, zamiast pisać mądre/głupie* rzeczy (*niepotrzebne skreślić).

Ale tak naprawdę nie wiem, co napisać. Nie ukrywam, że cieszę się, iż PiS nie wygrał. Nie wygrał, to dobre określenie, bo przegrał jest nietrafione. PiS nie może czuć się pokonane, bo to jedyna partia, która rządziła i po kolejnych wyborach powiększyła swój stan posiadania. To dobry wynik. Bierze się stąd, że wierni Kaczyńskim pozostali wierni, a doszli także dotychczasowi wyborcy Samoobrony i LPR-u.

Osobiście gratuluję PiS-owi dobrego wyniku i dobrej kampanii wyborczej. Kampania była dobra, mimo że niektóre jej elementy nieco obrażały inteligencję wielu odbiorców (ale tak było z kampaniami wszystkich partii).

Miała jednak jedną wadę - umiarkowanych przeciwników tej partii zachęcały do niej bardziej. A więc jak ktoś nie chciał iść na wybory, to jednak poszedł zagłosować na PO, a jak ktoś chciał głosować na LiD, to poszedł zagłosować na PO - byle odsunąć PiS od władzy, co gwarantowało głosowanie na partię Tuska.

Dla wielu osób popisówka (ale się dobrze złożyło: poPiSówka) CBA tuż przed wyborami oraz agitacja premiera z wykorzystaniem bezpłatnego czasu publicznej TV parę godzin przed ciszą wyborczą - to było zbyt wiele.

PiS miało dobrą kampanię, ale przegięło w ostatnich dniach.

Natomiast PO miała beznadziejną kampanię, ale w ostatnich dniach nastąpiło zdecydowane przeobrażenie. Nie znam tego środowiska, więc nie wiem, czy wymienili speców od kampanii, czy też starych olśniło.

Nie wiem, ale ta zmiana wyszła - jak zresztą pokazały wyniki - na dobre.

Tak naprawdę chciałem napisać krótko - jak zwykle nie wyszło - że cieszę się wynikiem wyborów.

Ciesze się mocno, żeby zdążyć się nacieszyć. Bo wiem, że czasu do radości nie ma wiele. Wkrótce PO zacznie się kompromitować i znów zacznie mi ubywać włosów, a z tych pozostających coraz więcej będzie siwych.

Przy okazji mam pytanie - czy to normalne, że w kwiecie wieku, ledwie po trzydziestce, tak szybko powiększają się zakola? To tak ma być, czy może to geny, czy też to wszystko wina polityki? Jak ktoś zna odpowiedź będę wdzięczny.

Na włosach bardzo mi zależy! Chodzi o to, żebym miał co rwać z głowy patrząc na to, co dzieje się na naszej scenie politycznej.

 
 Oceń wpis
   

Choć CBA zdominowało ostatnie dni kampanii, to wbrew specsłużbom wracam do tematu podatków. Jakoś mało ich w kampanii, a w dodatku NIKT nie proponuje wprowadzenia liniowego.

Nie ma więc prawdziwego sporu miedzy PO a PiS, SLD (specjalnie nie pisze LiD, bo coś w Lidzie Partii Demokratycznej nie widzę), PSL-em i innymi.

PO chce podatku z jedną stawką, ale nie liniowego. W swoim 15-procentowym podatku proponują kwotę wolną, ulgę prorodzinną, itd. Wiąże się więc to z wypełnianiem PIT-ów oraz koniecznością utrzymywania armii urzędników, którzy będą sprawdzać, czy aby Chochołowski nie odliczył sobie za dużo. W razie czego będą wydawać pieniądze, aby mnie wezwać celem wyjaśnienia, czy jestem gapowaty, bo nie umiem wypełnić PIT-a, czy też miałem zamiar uszczuplenia budżetu państwa o kwotę 7,45 zł.

Ściganie takich przestępców lub gap jest kosztowne, a pożytki niewielkie - koszty wyższe niż wpływy a w dodatku nie ma kto zająć się tropieniem prawdziwych przekręciarzy. Bo poza sprawdzaniem Chochołowskich, Kościeliskich i Nowaków, urzędnicy muszą przeklepać PIT-a z papieru do komputera - tego samego PIT-a, którego ja wypełniłem w komputerze, ale nie mogłem wysłać przez internet, tylko musiałem wydrukować i zanieść.

Tak więc roboty dużo, a w dodatku okazuje się, że urzędnicy nie chcą już pracować za 1,2 tys. zł - dziwacy jacyś - więc trzeba im dać podwyżki.

Oszczędności może przynieść prawdziwy podatek liniowy. Każdy od każdej zarobionej złotówki płaci 15-procent lub 10 albo 5 - zależy ile politycy wymyślą. Rzesza ludzi nie musi wiedzieć wtedy, że istnieje coś takiego, jak urząd skarbowy. Nie ma dla nich PIT-ów, pracodawca odprowadza ustalony procent i już.

PIT-y zostają dla tych, którzy sami sobie płacą -przedsiębiorców, osób zarabiających na wynajmie mieszkań lub którym gotówka wpadnie na przykład z udzielanych korepetycji.

Ale to znacznie mniejsza grupa do skontrolowania. Urzędnicy skarbowi mogą się zająć ściganiem oszustów, a może uda się nawet zredukować zatrudnienie w administracji.

I na tym polega urok podatku liniowego i taki podatek liniowy przynosi korzyści. PO proponuje zaś zlikwidowanie stawki 30 i 40-procentowej oraz obniżenie 19-procentowej.

Czy liniowy jest sprawiedliwy, czy nie? To kwestia tego, jak ktoś postrzega sprawiedliwość. Jak dla mnie to jest sprawiedliwy! Dlaczego? Uważam bowiem, że bardzo sprawiedliwe jest zwolnienie mnie z corocznego obowiązku składania deklaracji podatkowej.

 
 Oceń wpis
   

Tusk mówił to, co miał powiedzieć, ale dlaczego Monika Olejnik była w dresie? - takie pytanie mi się nasunęło po obejrzeniu Kropki na i.

Oczywiście szef PO komentował wystąpienie swojej koleżanki (teraz już chyba antykoleżanki) pani Sawickiej oraz medialno-kampanijne wykorzystanie tej całej sytuacji. Nie mogłem się jednak skupić na tym, co mówi, bo w napięciu wypatrywałem kolejnego ujęcia na Monikę Olejnik, żeby przyjrzeć się, co ma na sobie.

Intrygowało mnie, czy to polar (ale w studiu jest raczej ciepło, więc chyba nie), czy po prostu wystąpiła w dresie. Ja rozumiem jeszcze w porannym programie np. Kawa na ławę, że ktoś jest w dresie - w ramach porannego joggingu przybiegł do studia - ale w wieczornym programie?

Do dziś luz w telewizji kojarzył mi się u panów w garniturach z brakiem krawatu , a u pań sukienka jakaś zamiast garsonki.

Zostawmy to, skoro kampania wyborcza wyznacza nowe standardy, to i Kropka nad i także nowe trendy niech lansuje.

Z tego, co udało mi sie wyłapać z wypowiedzi Tuska, to mówił słusznie: dobrze, że CBA łapie ludzi podatnych na korupcję, ale źle, że politycy PiS-u wykorzystują to w kampanii. Ma rację. Niestety obawiam się - a moja obawa graniczy z pewnością - iż gdyby to on miał taką służbę do dyspozycji i haka na PiS, a sondaże wskazują, że może przegrać, to zrobiłby dokładnie to samo.

Takiego haka cztery dni przed wyborami nie można marnować. I tyle. Żaden szef kampanii nie pozwoli, aby takie nagrania leżały w szufladzie.

A tak swoją drogą - pamiętacie nudne i dość merytoryczne kampanie z lat 90.? Trochę za nimi zatęskniłem. Jednak skoro stajemy się nowoczesnym państwem, to i przejmujemy styl kampanii z krajów zachodnioeuropejskich oraz anglosaskich.

Cóż takie czasy. Argumenty ludzi nie przekonują - kto ma czas ich słuchać, a tym bardziej przetrawiać i wyważać racje - trzeba iść w populizm, haki, demagogię, aby wygrać.

Jak to z dresami - siły ciosu zadanego kijem bejsbolowym nie da się porównać do siły argumentów. I choć to Olejnik była w dresie, to jednak dresiarzami są nasi politycy.

 
 Oceń wpis
   

Miałem sen, że zwolennicy LiD-u idąc do biało-czerwonych urn wrzucą karty do głosowania z krzyżykiem postawionym przy PO! Miałem sen, że Polska trawiona obecnie bezprawiem i uciskiem przez braci Kaczyńskich przemieni się w oazę wolności! Miałem sen, że będę premierem dzięki Wam, Polacy i dla Was wszystkich! - to nie jest dosłowny cytat z wystąpienia Tuska na koniec debaty, ale było blisko tego.

Na pewno nie jest to walka o tak wielką sprawę, jak o równe prawa dla murzynów w USA, ale zapał lidera PO był wręcz zapierający dech w piersiach. Nikt nie mógł mieć wątpliwości, że temu człowiekowi zależy na zwycięstwie niemniej, jak Lutherowi Kingowi zależało na wolności dla wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych.

Jestem pod wrażeniem transformacji, jaką przeszedł Donald Tusk. Ostatnie lata - aż do debaty z Jarosławem Kaczyńskim - był Ciamciaramciam (jak trafnie nazwał go Roman Giertych). Nagle pokazał się jako prawdziwy lider, rasowy polityk z werwą. Brutalnie mówiąc, odzyskał cojones i to jakie!

Wieściłem zmierzch Paltformy. Twierdziłem, że przegra wybory i nawet dodawałem, że zasłużyła na to. Zwycięstwo należy się PiS-owi (kliknij tutaj, aby przeczytać wspomniany felieton). Teraz już nie jestem pewien swoich słów sprzed kilku tygodni. Nie powtórzyłbym po debacie tych słów: Platforma Obywatelska - niepełnosprawni w polityce.

Co więcej, na zwycięzcę debaty wskazywałbym Aleksandra Kwaśniewskiego. Znokautował Tuska w pierwszej turze, która zwykle jest domeną lidera PO, poświęconej gospodarce. Kwaśniewski nie dał się zapędzić w kozi róg, jak dał się zapędzić Kaczyński. Wręcz pokonał Tuska jego własną bronią.

Debata zakończyłaby się remisem, gdyby nie właśnie ostatnie wystąpienie Tuska. Porywające.

Pewnie jeszcze nie raz będę żałował, że tyle ciepłych słów napisałem o Tusku. O Platformie nie mam najlepszego zdania. O Tusku też miałem niezbyt pochlebne, ale może jednak dwie wielkie porażki i lata upokorzeń wyszły mu na dobre? A może tylko zmienił speców od kampanii wyborczej?

Tak czy inaczej, apel do zwolenników LiD-u, aby nie marnowali głosu, tylko zagłosowali na niego, jeśli nie chcą PiS-u u władzy, był genialnym posunięciem.

Tylko, czy ewentualne jego zwycięstwo w wyborach wyjdzie Polakom na dobre? Czy przed kolejnymi wyborami znów będę czekał na sen, w którym dobrzy politycy zastępują skompromitowanych?

 
 Oceń wpis
   

Zdumiony byłem debatą Kaczyński-Tusk! Nie poznawałem szefa PO. Jakiś taki energiczny, nawet błysk w jego oku dostrzegłem!

Przez ostatnie dwa lata nie mogłem patrzeć na Tuska. Zgaszony taki, nie bronił się przed kopniakami, a nawet przyjmował je jakby z obojętnością. Grał tak, jak mu zgrał prezes Kaczyński.

A tu jakby wigor odzyskał. Momentami nawet przejmował inicjatywę podczas debaty. Sądziłem, że Pan Jareczek zmiażdży Donaldka i do wyborów szef PO nie zdąży się pozbierać. Jareczek i Donek to określenia zaczerpnięte z debaty. Tak słodko momentami było. To informacja dla tych nielicznych, którzy z powodu porodu dziecka, nagłego zasłabnięcia, awarii elektryczności, nie mogli zobaczyć debaty.

Przed pojedynkiem jeden z komentatorów stwierdził, że remis oznacza zwycięstwo Tuska. Zgadzam się. W moim odczuciu był remis - każdy z Panów mnie momentami zirytował, każdy momentami był zabawny, żaden nie był przekonujący.

Kaczyński nie powinien podkreślać, że normalna, prawdziwa Polska zaczęła się dwa lata temu. Za taką normalność dziękuję. Poza tym jestem z pokolenia, które zaczęło uczestniczyć w budowaniu kraju w latach 90. i nie życzę sobie, aby ktoś mi mówił, że niepotrzebnie się fatygowałem, bo współtworzyłem jakąś obrzydliwą, skorumpowaną, nędzną III RP.

Z kolei Tusk męczący był w powtarzaniu, że kraju jakaś okropna, straszliwa nędza panuje. No bogatym społeczeństwem to nie jesteśmy, ale znowu nie jakimiś dziadami, bo wysiłkiem wielu ludzi udało nam się jednak dokonać skoku cywilizacyjnego przez ostatnie kilkanaście lat.

Tusk uczepił się też tej emigracji. Pan, Panie Tusk, też by nie zatrzymał tych ludzi, gdyby był premierem. Za dużo obłudy i demagogii w tym.

Podsumowując: podobało mi się, bo było dużo bardziej emocjonująco niż podczas poprzedniej - wygranej przez Kaczyńskiego - debaty. Oczywiście wybory i tak wygra PiS, debata tego nie zmieni, jak nie zmieni tego, że w polskiej polityce jest jeden rozgrywający.

 
 Oceń wpis
   

Lekarz byłego prezydenta stwierdził, że jego pacjent nie jest i nie był chory na zakaźną chorobę przywiezioną z Filipin. Bolał go brzuch, zalecił mu dietę.

Lekarz musiał to ujawnić, bo gdyby Aleksander Kwaśniewski miał chorobę zakaźną, a lekarz nie podzielił się tą wiedzą z Sanepidem, to mógłby zostać ukarany grzywną.

I tak to wytrawny, zawodowy polityk, dał się zrobić jak dziecko. Aleksander Kwaśniewski powinien znać ustawę z 2001 roku, która nakazuje lekarzom powiadamianie Sanepidu o przypadkach chorób zakaźnych. Powinien ją znać, bo sam ją podpisał. Ale o niej zapomniał, bo gdyby pamiętał, inaczej by się tłumaczył.

Albo nie docenił przeciwnika. Sanepid w kampanii przedwyborczej został użyty po raz pierwszy, ale dobrze, że tak się stało. Może to nauczy Olka, małego krętacza - jak go nazywa Józef Oleksy - że czasem lepiej milczeć, niż kłamać w żywe oczy.

Dziwi mnie też niesmak byłego prezydenta spowodowany tym, że wszyscy się interesują jego zdrowiem. Gdy lektura niemieckiej prasy zaszkodziła obecnemu prezydentowi, to też cały kraj się tym interesował. Pewien jestem, że gdyby premier lub Donald Tusk zachowywali sie podobnie, jak Kwaśniewski w Szczecinie, to też cała Polska zatroszczyłaby się i dopytywała o przyczyny dolegliwości.

Wielu osobom zapewne zdarzyło się w młodzieńczych latach tłumaczenie rodzicom złego samopoczucia po prywatce, nieświeżą sałatką tam skonsumowaną. Rodzice zapewne wyjaśnienia te przyjmowali z taką samą wiarą, jak dziennikarze i opinia publiczna przyjęła wyjaśnienia byłego prezydenta.

Tylko że w wieku nastu lat nie ma się takiego doświadczenia, jakie ma dojrzała osoba w dodatku po kilkudziesięciu latach spędzonych na uprawianiu polityki. Tym bardziej niezrozumiałe jest, że były prezydent się dziwi, iż opinia publiczna nie łyka jego wyjaśnień. Powinna łykać bez zmrużenia oka, jak Kwaśniewski lekarstwa.

 
Polaków już nie ma? 2007-10-10 21:22
 Oceń wpis
   

Słuchając mówiących do mnie ze szklanego ekranu polityków doszedłem do wniosku, że nie ma już Polaków, albo to jakaś mniejszość w Polsce.

Najczęściej bowiem mowa o Zwykłych Polakach. Nie do końca wiem, czym taki Zwykły Polak różni się od Polaka. Oczywiście rozumiem, że w pewnym kontekście trzeba użyć przymiotnika typu zwykły, statystyczny, przeciętny, ale notoryczne używanie sformułowania Zwykli Polacy oznacza, że to jakaś inna nacja.

W dodatku nacja o bliżej niezidentyfikowanych poglądach albo naród schizofreników. Bowiem Zwykli Polacy według Jarosława Kaczyńskiego to ludzie, których brzydzi to, co przez 16 lat stało się w Polsce i dopiero od dwóch lat są zadowoleni z tego, że budowana jest IV RP. Natomiast Zwykli Polacy według Donalda Tuska, to ludzie zadowoleni ze skoku cywilizacyjnego, który dokonał się w Polsce w ciągu 16 lat, natomiast ostatnie dwa lata uważają za stracone i mają dość rządu PiS-u.

Oczywiście Polakiem nie jest też ten, kto jest przeciw nam, bo tylko my reprezentujemy interesy Zwykłych Polaków - mówią zgodnie wszystkie partie, nie tylko PiS i PO.

Może to zabrzmi patetycznie, nieżyciowo, itd., ale uważam, że Polacy, to po prostu Polacy. Dlaczego myśląc inaczej, mając różne poglądy polityczne, gospodarcze, mając różny status materialny, nie możemy zostać po prostu Polakami? Dlaczego politycy dzielą nas na Zwykłych i resztę, która w domyśle jest gorsza?

Postanowiłem więc pozostać po prostu Polakiem, wcale nie Zwykłym, wbrew Kaczyńskiemu, Tuskowi, Kwaśniewskiemu, Giertychowi, Lepperowi i im podobnym.

 
 Oceń wpis
   

Rząd przyjął we wtorek projekt noweli ustawy o ochronie zdrowia psychicznego - czytam w depeszy Polskiej Agencji Prasowej.

Znowelizowane przepisy mają stworzyć podstawę prawną umożliwiającą wydanie rozporządzenia wprowadzającego pierwszy "Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego" - podaje dalej PAP.

A ja się pytam, dlaczego tak późno? Przecież Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego powinien zacząć działać jeszcze przed rozpoczęciem kampanii wyborczej!

Ma on zapewnić obywatelom pomoc na najwyższym poziomie. A nie ma tej pomocy w tak ważnym momencie! Co mam począć bez Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego?

Jak przetrwać do 21 października? I co będzie po tej dacie?

Specjalistyczna pomoc może się okazać niezbędna, bo dwa lata dało się jakoś wytrzymać, choć nerwy mam w strzępach, ale sześciu lat chyba nie dam rady.

Program przewidziano na lata 2009-2013, więc - myślę - muszę jeszcze te dwa lata przetrwać.

A od 2009 roku będzie na mnie czekała wyśmienita opieka. Ma zostać zatrudnionych dodatkowych siedem tysięcy psychiatrów. Mam nadzieję, że wystarczy ich dla wszystkich.

 
Na wybory weźmy kredki! 2007-10-03 22:25
 Oceń wpis
   

Nadchodzą wybory, a więc i obywatele się aktywizują. Funkcjonują co najmniej dwie akcje godne uwagi. Pierwsza, to "Zabierz babci dowód", druga, to "Pobazgraj swoją kartę do głosowania". O ile udział w pierwszej akcji jest karalny, to duga jest całkowicie legalna.

Obie są bardzo zabawne. Krążą maile i SMS-y, mniej więcej takiej treści: Nadchodzą wybory. Chcesz uratować kraj, zabierz babci dowód. O ile hasło jest zabawne, to uważam, że drogą do ratowania kraju jest udział w wyborach, a nie eliminowanie moherowego elektoratu poprzez zabieranie mu dowodów. Za samo rozsyłanie tego apelu grozi zresztą do 5 lat więzienia. Ale więcej nie będę o tym pisał, bo co myślę, napisałem w felietonie dla Money.pl.

Dowiedziałem się o drugiej akcji. Polega ona na tym, żeby oddać dwa głosy: jeden stawiając krzyżyk przy wybranym kandydacie, a drugi, pisząc na karcie wyborczej, co sądzimy o politykach, sytuacji w kraju, o swoim sąsiedzie, czy szefie. O czymkolwiek. Autor akcji zachęca też do pokazywania swego zdania poprzez rysunki, grafiki i inne formy wyrazu.

Nie będę zresztą wyręczał Viktora z Bielska. Posłuchajcie i popatrzcie:



Viktorowi rację przyznaje Ferdynard Rymarz, szef Państwowej Komisji Wyborczej.



Co prawda szef PKW nie jest urzeczony tą akcją, ale obu Panów łączy jedno: chęć przyciągnięcia do urn młodych ludzi. Dlatego przyłączam się do nich.

Walczę z powszechnym tumiwisizmem, zachęcając do głosowania także ludzi, którzy nie mają na kogo oddać swojego głosu, nawet na zasadzie mniejszego zła.

Niestety nasz drugi głos - dopisany lub dorysowany - nie ma żadnej siły. Jedynie może rozśmieszyć lub wkurzyć członka komisji.

Tak więc akcja podoba mi się dlatego, że jest. Jest to obliczone na zainteresowanie wyborami, a więc - jak pewien zacny człowiek napisał mi w mailu podsyłając linki do tych filmików - "fajne i anarchistyczne, a jednocześnie państwotwórcze".

Nie wiem, czy coś może jednocześnie państwowotwórcze i anarchistyczne. Jeśli coś może takie być, to właśnie ta akcja.

Nie zapomnijcie o kredkach, bo będziecie skazani na urzędowy długopis!

 
1 | 2 |





Najnowsze komentarze
 
2014-01-06 19:20
najlepszeprezenty.com.pl do wpisu:
Od różowej lalki przez tipsy do Joli Rutowicz
pozdrowienia :)
 
2013-12-22 00:28
sw-elzbieta.com do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
:)
 
2013-11-08 23:10
Arecki1 do wpisu:
6-latki do szkół. Zwierzenia wkurwionego rodzica
realnie, to zwolni 1/3 miejsc w przedszkolach + Szkoła jest bezpłatna + reszta wyjdzie w praniu.